fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

José Saramago - nowa książka O malarstwie i kaligrafii

José Saramago O malarstwie i kaligrafii Przeł. Wojciech Charchalis, Rebis, Poznań 2010
Rzeczpospolita
„O malarstwie i kaligrafii” – powieść José Saramago sprzed 33 lat – wreszcie w Polsce
H. jest wziętym portrecistą. Jednak mierzi go to zajęcie, zdaje sobie sprawę z miernoty swych dokonań. Któregoś dnia odkłada pędzle, by sięgnąć po pióro.
[wyimek][link=http://empik.rp.pl/szukaj/produkt?author=Jose+Saramago&start=1&catalogType=all&searchCategory=all]Zobacz na Empik.rp.pl[/link][/wyimek]
I zaczyna fascynujący monolog z samym sobą. Pełen dygresji, wtrętów, odniesień. Nie jest to jednak bezładny strumień świadomości. Raczej autopsychoanaliza. Momentami przeobrażająca się w katorżniczą wiwisekcję, to znów w psychodramę z udziałem grona przyjaciół oraz kochanki, z którą malarza łączy wyłącznie seks. Nudny, rutynowy, w końcu szczęśliwie przerwany.
W swej drugiej książce portugalski noblista przemycił też mnóstwo osobistych doświadczeń. H. to alter ego pisarza. Forma aktywności nie ma znaczenia. Ważny jest proces samodoskonalenia.
Nie byłoby powodu darzyć sympatią tego H., przeciętnego pacykarza, portrecisty reżimowych bonzów (pamiętajcie – pierwsza połowa lat 70. XX wieku, dyktatura Salazara), gdyby… on sam nie doszedł do wniosku: jestem zerem.
Frustrację pogłębia jego ostatni model, brutal z facjatą jak z reklamy superwhisky. Jego samozadowolenie sprawia, że H. zaczyna malować dwa wizerunki jednocześnie: oficjalny i zakamuflowany. Ale nadal nie rozumie swoich uczuć. Dlatego zaczyna pisać. Z wkurzenia na siebie.
I oto dostajemy autoportret wykaligrafowany staromodną kursywą (stąd tytuł). Śledzimy mozolny proces dojrzewania przeciętniaka, który bezrefleksyjnie przeżył prawie pół wieku.
Wysiłek precyzowania swych możliwości i mankamentów, niewyartykułowanych myśli i tłumionych emocji sprawia, że H. staje się człowiekiem świadomym. Godnym. Wyrasta na herosa, choć w cherlawym ciele.
Najpierw malarz nie bardzo wie, co zrobić z samowiedzą. Jednak H. nie potrafi się zatrzymać. Przepisuje fragmenty literatury (Defoe, Rousseau, Yourcenar), żeby niejako przymierzyć do siebie zamieszczone tam biografie. („… W ten sposób mija mój czas, z czasem innych i z czasem, który dla innych został wymyślony”).
Potem znajduje własną formę „ćwiczeń autobiograficznych”: pisze poetycko-impresyjne reportaże z podróży do Włoch. Odbywa pięć wojaży do różnych miast, w tym do Wenecji. I – uwaga, uwaga! – zwiedza międzynarodowe biennale sztuki roku pańskiego 1973.
Myślałam, że Saramago konfabuluje. Nie! Ku memu zdumieniu, wśród różnych wymienionych artystów uczestniczących w przeglądzie, pojawia się nazwisko Karola Broniatowskiego, reprezentanta Polski, i opis jego instalacji (naprawdę takowa była, czytałam we wiarygodnych źródłach).
Kiedy H. wraca do wyuczonego zawodu portrecisty, jest już innym człowiekiem. Nie potrafi naginać się do wymogów napuszonych, snobistycznych klientów, którymi pogardza. Na efekty długo nie czeka. Zleceniodawcy odrzucają zamówiony konterfekt. Chociaż czytelnik nie widzi obrazu, zgaduje, że właśnie w tym „nieudanym” portrecie artysta wzniósł się ponad banał i nijakość. Pokazał siebie. Odniósł prawdziwy sukces. Niestety, stracił klientów i zarobki. Jakież prawdziwe.
Spotyka go jednak nagroda – miłość. Wielka, jedyna, prawdziwa. I jeszcze jeden dar losu: wolność. Tym razem dla wszystkich. Koniec Salazara. Początek Saramago pisarza.
[b]ZAMÓW TERAZ! cena: 32 zł. Wyślij SMS o treści jose1k1 na numer 70500 (koszt SMS 0,61 zł z VAT). Płatność przy odbiorze.Szczegóły usługi na [link=http://www.one-step.pl]www.one-step.pl[/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA