fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Co Niemcy widzą w Adolfie Hitlerze

Wikimedia Commons
Po raz pierwszy po wojnie w niemieckim muzeum powstała wystawa poświęcona wodzowi Trzeciej Rzeszy
“Hitler i Niemcy” – taki tytuł nosi wystawa, która zostanie otwarta w piątek w reprezentacyjnym muzeum przy berlińskim bulwarze Unter den Linden. To niedaleko Bramy Brandenburskiej, pomnika ofiar Holokaustu i miejsca, gdzie w maju 1933 roku zapłonął pierwszy stos z książek niemieckich myślicieli i literatów uznawanych za wrogów narodowego socjalizmu.
Wystawa będzie pierwszą w dziejach RFN ekspozycją muzealną z Führerem w roli głównej, występującym nie tylko jako dyktator, który uwiódł Niemców. –Pokażemy, że narodowy socjalizm należy postrzegać także jako rodzaj religii politycznej – tłumaczył na niedawnej konferencji prasowej Hans-Ulrich Thamer, historyk i twórca ekspozycji.
Wystawa ma odpowiedzieć na najważniejsze pytania, które zadają sobie kolejne pokolenia Niemców. Jak to się stało, że Hitler, człowiek odpowiedzialny za wojnę, Holokaust i inne zbrodnie, do samego końca cieszył się szerokim wsparciem społeczeństwa? Dlaczego transporty Żydów wysyłano do obozów zagłady jeszcze w 1944 roku, kiedy było już jasne, że wojna jest przegrana?
Pytania te są tym bardziej aktualne, że do dzisiaj jedna czwarta obywateli RFN jest zdania, że narodowy socjalizm miał także dobre strony. Choćby politykę prorodzinną czy program budowy autostrad. Z sondaży instytutu Forsa wynika, że taką opinię prezentowało trzy lata temu prawie czterech na dziesięciu Niemców powyżej 60. roku życia. W pokoleniu ich dzieci takiego zdania było jedynie 15 proc. pytanych, lecz w pokoleniu wnuków odsetek ten wynosił już 20 proc.
W Niemieckim Muzeum Historycznym (DHM) Hitler ma zostać jeszcze raz odmitologizowany. Ale co z żyjącymi wówczas zwykłymi Niemcami? Jaką część odpowiedzialności za fenomen narodowego socjalizmu ponosi cały naród? Czy mówiąc językiem znanego amerykańskiego historyka Daniela Goldhagena, Niemcy byli “gorliwymi katami Hitlera”?
Analizując fenomen dyktatora, niezrównany niemiecki historyk Sebastian Haffner pisał przed laty, że gdyby Hitler zniknął ze sceny w 1939 roku, byłby dzisiaj uznawany za największego niemieckiego polityka wszech czasów.
– Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Niemcy byli zakochani w Hitlerze i byliby mu w stanie wybaczyć nawet wojnę. Oczywiście, gdyby ją wygrał – tłumaczy “Rz” Wolfgang Wippermann, historyk Wolnego Uniwersytetu w Berlinie. Według niego po okresie wszechobecności Hitlera w telewizji i na półkach księgarskich nadszedł czas na zajęcie się tą postacią w muzeach.
[wyimek]Jedna czwarta obywateli RFN do dziś uważa, że nazizm miał dobre strony[/wyimek]
Następuje to w chwili, gdy o Hitlerze napisano już wszystko. O jego dzieciństwie, o tym, czy miał, czy nie miał skłonności homoseksualnych, jakimi otaczał się kobietami, jakie miał upodobania kulinarne czy jakie miał zdanie o psach. A nawet o tym, że gdyby ten niespełniony malarz dostał się na wiedeńską akademię sztuk pięknych, historia mogłaby się potoczyć inaczej.
Berlińska wystawa zaprezentuje także i te sprawy. Jej motywem przewodnim będzie jednak esej brytyjskiego biografa Hitlera Iana Kershawa opisujący niemal religijny stosunek Niemców do Führera. Cytuje on w nim fragment przemówienia dyktatora wygłoszonego w Norymberdze w 1936 roku do 140 tys. zwolenników: “Jest to cud naszych czasów, że to wy mnie znaleźliście wśród milionów. I że to ja was znalazłem. To jest szczęście Niemiec”.
[i]Piotr Jendroszczyk z Berlina[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA