fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Polacy grają z USA w Chicago

ROL
Nasza piłkarska reprezentacja nie wygrała od siedmiu miesięcy. W Chicago łatwo nie będzie
Amerykanie często mówią o „team spirit”, twierdzą, że dzięki wierze w zwycięstwo są w stanie przenosić góry.
Ostatnio przeżywają jednak mały kryzys, bo przecież po mistrzostwach świata w 1994 roku rozpoczęli program, który miał ich doprowadzić do zwycięstwa na mundialu w 2010 roku, a trzy miesiące temu w RPA odpadli już w 1/8 finału z Ghaną.
[srodtytul]Uczeń nauczycielem[/srodtytul]
Niby nie zachwycili, ale zremisowali z Anglią 1:1, a gdyby nie nieudolny sędzia w spotkaniu ze Słowenią, pokazaliby światu, jak od wyniku 0:2 do przerwy doprowadzić do 3:2 po końcowym gwizdku. Arbiter widział jednak spalonego i także ten mecz zakończył się remisem. Porażka z Ghaną była ciosem, po którym z prowadzenia drużyny chciał zrezygnować Bob Bradley.
Władze amerykańskiej federacji po cichu złożyły ofertę pracy z kadrą Juergenowi Klinsmannowi, który cztery lata temu skutecznie przeniósł amerykański model trenerski na niemiecki grunt. Klinsmann odmówił.
Ofertę przedłużenia kontraktu dostał wtedy Bradley, i to od razu o cztery lata. Obie strony zapewniły, że są dla siebie stworzone i nikt nie myślał o zerwaniu współpracy. Nowa umowa obowiązuje do 2014 roku. Amerykanie mają odnieść sukces na następnym mundialu – w Brazylii.
Długi czas Polacy uczyli Amerykanów grać w piłkę i były to dla gospodarzy lekcje bolesne, mimo że reprezentacja Polski zawsze była przez rodaków z USA podejmowana z gestem.
Kiedy Amerykanie nauczyli się już grać w piłkę, podeszli do niej profesjonalnie – zaczęli gnębić Polaków. Przed ostatnim Euro 0:3, przed mundialem cztery lata temu – 0:1. Ostatni mecz w Chicago za Pawła Janasa w 2004 roku udało się zremisować 1:1.
[srodtytul]Długa droga[/srodtytul]
Franciszek Smuda zabrał drużynę do Ameryki na pięć treningów, po czym z dwóch porannych zrezygnował – bo różnica czasu okazała się zbyt męcząca. Dziś w nocy polskiego czasu nasi piłkarze przejdą trudny sprawdzian.
Bradley ma do dyspozycji niemal najsilniejszy skład. Niemal, bo zabrakło kilku piłkarzy z MLS – miejscowej ligi, która mecze rozgrywała jeszcze w piątek. Ameryka to od dawna już nie tylko Landon Donovan. Bradley powołał Jozy’ego Altidore’a z Villarreal, Eddiego Johnsona i Clinta Dempseya z Fulham. Są też Oguchi Onyewu z Milanu, Steve Cherundolo z Hannoveru czy najbardziej doświadczony – Carlos Bocanegra z St. Etienne, dla którego mecz z Polską może być 84. w reprezentacji USA.
Szansę debiutu w ramach odmładzania drużyny dostaną Jermaine Jones z Schalke oraz obrońca Aston Villi Eric Lichaj. Pierwszy zdążył zagrać w towarzyskim meczu dla seniorskiej reprezentacji Niemiec, drugi ma polskie korzenie, ale nie chce grać dla biało-czerwonych.
Polacy na zwycięstwo czekają już siedem miesięcy. Przez ten czas kadra Franciszka Smudy przeszła długą drogę.
W marcu po zwycięstwie z Bułgarią 2:0 pisaliśmy o niebieskich strojach jako o barwach nadziei. W czerwcu po porażce z Hiszpanią 0:6 czerwień koszulek rywali łączyliśmy ze wstydem. Później cieszyliśmy się z pierwszego gola po 430 minutach suszy i szukaliśmy dobrego po porażce 1:2 z Australią.
[srodtytul]Trudno o optymizm[/srodtytul]
Zwycięstwo z USA byłoby dużym sukcesem – Polska w rankingu FIFA jest 66., nasi rywale są na 18. miejscu. O optymizm trudno: 20 miesięcy przed mistrzostwami Europy nasi zawodnicy muszą udowadniać – sobie i nam – że potrafią grać w piłkę.
[i]Transmisja z Chicago w TVP 1 od 1.55 w nocy z soboty na niedzielę[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA