fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Litwini nie chcą mostu do Polski

Dzukijski Park Narodowy znajduje się w jednym z piękniejszych krajobrazowo regionów Litwy
BEW
Mieszkańcy przygranicznego rejonu boją się, że most energetyczny zniszczy krajobraz. Żądają zmiany trasy
Litwini mieszkający w graniczącym z Polską rejonie łoździejskim (Lazdijaj) ślą listy protestacyjne. Skierowali je już do prezydenta, a także do Sejmu i litewskiego Ministerstwa Energetyki.
Jak pisze dziennik “Lietuvos žinios”, przekonują w nich, że linie wysokiego napięcia oszpecą piękne krajobrazy ich regionu i zmniejszą jego walory rekreacyjne. Ich zdaniem pod budowę mostu trzeba wytyczyć nową trasę. Mają już pomysł gdzie – nieco dalej na zachód, wzdłuż istniejącej linii wysokiego napięcia oraz na terenach przeznaczonych pod budowę szybkiej kolei.
[srodtytul]Dziesięć lat rozmów[/srodtytul]
Gdyby do tego doszło, inwestycja mogłaby się opóźnić nawet o pięć lat. A to dla Polski i Litwy oznaczałoby poważne konsekwencje. Jeśli bowiem inwestycja nie zostanie zakończona do 2015 roku, oba kraje będą musiały zwrócić Komisji Europejskiej razem ponad 200 mln euro.
Linie wysokiego napięcia, które mają połączyć systemy energetyczne Litwy i Polski, to jeden z trudnych tematów w polsko-litewskich stosunkach. Rozmowy na ten temat trwały dziesięć lat. Sprawa ruszyła z miejsca dopiero w 2008 roku.
Do budowy mostu o mocy 400 kV utworzono polsko-litewską spółkę LitPol Link. Po 50 procent udziałów mają w niej PSE Operator SA i Lietuvos Energija AB. Na realizację projektu Komisja Europejska przydzieliła Polsce 216 mln euro, a Litwie – 23 mln euro. Termin budowy ustalono na 2015 rok.
Po obu stronach granicy rozpoczęły się już intensywne prace przygotowawcze. Na Litwie wykonano plany terytorialne oraz dokonano badań ekologicznych.
Dlatego litewscy energetycy są zszokowani. Pytają, dlaczego mieszkańcy nie protestowali wcześniej, gdy powstawały projekty. Według obliczeń LitPol Link wykonanie prac na nowo zajęłoby kolejnych kilka lat. – Trzeba byłoby zmienić ogólne plany rejonów łoździejskiego, kalwaryjskiego i mariampolskiego, a także skorygować punkt, w którym linia przecinałaby litewsko-polską granicę. Na nowo trzeba byłoby przeprowadzić badania ekologiczne. Podobne kroki trzeba by poczynić również na terenie Polski – mówił “Lietuvos žinios” prezes zarządu LitPol Link Jarosław Niewierowicz. Podkreślał, że wytyczenie nowej trasy wcale nie oznacza, że w nowym miejscu nie doszłoby do kolejnych protestów.
[srodtytul]Nie wszystkim zależy[/srodtytul]
– Sprawa budowy mostu energetycznego nie leży w kompetencjach samorządu czy lokalnych społeczności. Decyzje w tej sprawie będą podejmowały centralne władze w Wilnie – mówi “Rz” mer rejonu łoździejskiego Art?ras Margelis.
Zastępca redaktora naczelnego dziennika “Lietuvos rytas” uważa, że sprawa robi się poważna. – Znając strach naszych władz przed podobnymi protestami, sytuacja jest niedobra. A do protestujących mogą dołączyć działacze, którym most nie jest potrzebny – mówi “Rz” Rimvydas Valatka.
Po zamknięciu w styczniu elektrowni atomowej w Ignalinie Litwa zdana jest praktycznie na rosyjski koncern energetyczny.
– Pamiętajmy, że nie wszystkim poza granicami Litwy zależy na tym moście – podkreśla Valatka.
[srodtytul]Gra o bezpieczeństwo[/srodtytul]
Co na to Polska?
– To byłaby bardzo zła wiadomość dla Polski i Litwy, ale też dla rozmów o bezpieczeństwie energetycznym w Europie – mówi “Rz” europoseł PO Krzysztof Lisek. Przyznaje, że nie słyszał, by z powodu protestów i opóźnień inwestycji jakiś kraj UE musiał zwracać fundusze do Komisji Europejskiej. – Nie siałbym paniki, gdyż takie protesty zdarzają się zawsze przy różnych inwestycjach, czy to przy budowie autostrad, czy elektrowni jądrowych. Nie wyobrażam sobie, by rząd litewski nie dał sobie z nimi rady. Musi sobie poradzić. To jego sprawa. Polska nie ma tu nic do roboty – mówi.
Konrad Szymański, europoseł PiS, zauważa, że sytuacja nie jest wyjątkowa: każda taka inwestycja ma swoją cenę. Jest nią również zmiana krajobrazu. – Trzeba się pogodzić z tym, że taką cenę też trzeba zapłacić. W przypadku Litwy stawką jest bezpieczeństwo energetyczne kraju – mówi “Rz”. Dodaje, że Litwa powinna odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chce pozostawać w izolacji energetycznej od reszty Europy i czy postulaty protestujących są warte tego, by uznać je za słuszne. – Gdyby miało się okazać, że inwestycja zostanie wstrzymana, stałoby się to ze szkodą dla bezpieczeństwa energetycznego Litwy – mówi.
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/307546,546257.html]Posłuchaj komentarza Katarzyny Zuchowicz: [/link][/b]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA