fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosyjski problem na Kaukazie

AFP
Mieszkańcy Inguszetii, gdzie najczęściej dochodzi do zamachów, protestowali przeciw ekstremizmowi i terroryzmowi
W największym mieście Inguszetii, Nazraniu, w sobotę na ulice wyszło 3 tys. ludzi, w całym kraju – 6 tysięcy.
– W ostatnich pięciu latach w aktach terrorystycznych, do których dochodziło w Inguszetii, zginęło ponad 400 funkcjonariuszy służb specjalnych, rannych zostało 3 tysiące cywilów. Tyle samo dzieci zostało sierotami – mówił prezydent Inguszetii Junus-Bek Jewkurow. W lipcu zeszłego roku sam ledwo uszedł z życiem, gdy jego opancerzony mercedes minął samochód wypełniony materiałami wybuchowymi. Było to na drodze w pobliżu Magasu, nowej stolicy tej republiki na rosyjskim Kaukazie Północnym.
Organizatorzy wieców zaapelowali do mieszkańców o współpracę z władzą w walce z terroryzmem. A do rodaków, którzy „wbrew swojej woli znaleźli się w bandach przestępczych”, by jak najszybciej się poddali.
W Inguszetii, położonej między Czeczenią a Osetią Północną, ataki na milicjantów i żołnierzy stały się codziennością. W czerwcu dwa lata temu w Nazraniu w biały dzień zostali zastrzeleni były wicepremier Baszir Auszew oraz wiceprezes Sądu Najwyższego Aza Gazirjejewa.
Zdaniem niektórych ekspertów obecną sytuację na Kaukazie Północnym można porównać do tej na Bliskim Wschodzie. Według rosyjskich statystyk w 2009 roku w tym regionie dokonano ponad 750 zamachów na pracowników MSW.
Prezydent Jewkurow zapewniał, że przemoc nakręcają Arabowie, a młodzież im ulega, bo nie ma pracy i perspektyw. Władze na Kremlu przyznają: dramatyczna sytuacja w Inguszetii, sąsiadującej z nią Czeczenii czy w Dagestanie wynika z biedy i korupcji.
Jednak zdaniem rosyjskich obrońców praw człowieka, którzy stracili niedawno w Inguszetii wieloletnią współpracownicę Memoriału Natalię Estemirową, problem tkwi gdzie indziej, a miliardowe dotacje z federalnego budżetu nie rozwiążą problemu z przemocą.
– Za zamachami na Kaukazie Północnym stoją byli lub obecni rosyjscy czekiści, którzy chcą zarobić na handlu bronią. Porywają zwykłych ludzi, zmuszając ich do współpracy lub przyznania się, że są bojownikami, a ci, którzy nie chcą z nimi współpracować, uciekają w góry, tworząc zbrojne formacje – mówi „Rz” Waleria Nowodworska, obrończyni praw człowieka.
– Rosja będzie miała problem z tym regionem, dopóki pozostanie on w jej granicach. Liczyliśmy na to, że Moskwa zrezygnuje z tego zapalnego terytorium, na którym mogłyby stacjonować kontyngenty ONZ, ale tak się nie stało – dodaje Nowodworska.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA