fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Semka: Elżbieta Radziszewska ofiarą wojny ideologicznej

Piotr Semka
Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński
Walka z prawem szkół katolickich do nieakceptowania osób jawnie deklarujących swój homoseksualizm ma na celu narzucanie standardów niemożliwych do pogodzenia z chrześcijańskim sumieniem – pisze publicysta „Rzeczpospolitej
Minister Elżbieta Radziszewska, głosząc, że szkoła katolicka ma prawo odmówić pracy zdeklarowanej lesbijce, ściągnęła na siebie polityczną i medialną kanonadę. Zaatakowano ją, choć pani pełnomocnik ds. równego traktowania zaprezentowała jedynie stanowisko rządu, ustalenia wynikające z projektu ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania.
Rząd Donalda Tuska przyjął ten projekt miesiąc temu. A jednak, gdy media spekulowały, czy złamano normy unijne, premier do projektu własnego rządu nawet słowem nie nawiązał.
[srodtytul]Samotna minister [/srodtytul]
To osamotnienie Radziszewskiej w czasie medialnej nagonki pokazuje, jak skuteczne dziś są kampanie obyczajowe lewicy. Upór obozu postępu w kwestii zatrudniania homoseksualistów w szkołach wyznaniowych pokazuje zaś, że lewicowcy potrafią dowolnie interpretować prawo i usiłują narzucać swoje interpretacje innym.
Donald Tusk, póki co, nie uległ nagonce. Jednak awantura o Elżbietę Radziszewską była dobrym testem układu sił w polskich sporach światopoglądowych. Fakt, że pani minister pozostała na razie na swoim stanowisku, pokazuje, że lobby „równościowe" nie jest jeszcze wszechmocne. Ale jej przeciwnicy byli bardzo bliscy celu.
Obóz zmian obyczajowych szybko zwietrzył świetną okazję do „odstrzelenia" Elżbiety Radziszewskiej. Wykorzystano efekt synergii – połączono bardzo istotny spór o to, czy szkoły religijne mogą nie zatrudniać osób jawnie okazujących swój homoseksualizm, z potknięciem pani minister, która w ferworze dyskusji wypomniała adwersarzowi, że jako gej występuje w obronie także i swoich interesów. Natychmiast głos zabrał Komitet Helsiński.
Niezwykle szybko zebrano pod żądaniem zdymisjonowania Radziszewskiej podpisy celebrytów ze świata mediów i popkultury. Złożono skargi do rzecznika praw obywatelskich. Lewica doskonale wie, że w chwili gdy wybucha medialny skandal i trzeba narzucić opinię publiczną, liczy się każda godzina. Tym bardziej że pamięta, jak łatwo ulegał w przeszłości premier Tusk medialnej wrzawie, dymisjonując bez zwłoki swoich podwładnych – choćby ministra Zbigniewa Ćwiąkalskiego. A dla lewicy obyczajowej odstrzelenie polityka, który nie zgina karku przed wyznaczanymi przez nią standardami, to sprawa wyjątkowo ważna – bo w ten sposób wysyłany jest sygnał do kolejnych urzędników.
Chwilową porażkę postępowcy już zrekompensowali sobie prestiżowym upokorzeniem nielubianej pani polityk na forum europejskim. Oto w niejasnych okolicznościach Elżbieta Radziszewska została wykreślona ze składu jury w konkursie Komisji Europejskiej na pracę poświęconą walce z nierównouprawnieniem. Ten wywołany, jak można przypuszczać, telefonicznymi donosami fakt „Gazeta Wyborcza" na swoim portalu nazwała „unijną karą" dla Radziszewskiej.
Ciekawe, do ilu Polaków dotarła w zeszłym tygodniu podkreślana przez minister Radziszewską w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego" informacja, że sprawa specjalnego traktowania instytucji religijnych została już ustalona na forum rządowym, kiedy 31 sierpnia zatwierdzono projekt o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania?
Artykuł piąty ustawy wyraźnie podkreśla, że przepisów o niedyskryminacji przy zatrudnianiu pracowników nie stosuje się do „kościołów i innych związków wyznaniowych, a także organizacji, których etyka opiera się na religii, wyznaniu lub światopoglądzie, jeżeli rodzaj lub warunki wykonywania takiej działalności powodują, że religia, wyznanie lub światopogląd są rzeczywistym i decydującym wymaganiem zawodowym stawianym danej osobie fizycznej". I „dotyczy to również wymagania od zatrudnionych osób fizycznych działania w dobrej wierze i lojalności wobec etyki kościoła, innego związku wyznaniowego oraz organizacji, których etyka opiera się na religii, wyznaniu lub światopoglądzie".
Zamiast tego lansowano tezę „lobby równościowego" o istnieniu zaleceń unijnych, które jednoznacznie nie dopuszczają wyjątków od obowiązku zatrudniania zadeklarowanych homoseksualistów.
[srodtytul]Milczenie Tuska [/srodtytul]
Stanowisko Elżbiety Radziszewskiej – na co już zwróciłem uwagę – nie zostało też wsparte autorytetem premiera. Donald Tusk mógł zdystansować się od słownej utarczki pani minister z Krzysztofem Śmiszkiem, ale jednocześnie stwierdzić, że jej stanowisko wyrażone w „Gościu Niedzielnym" wynika z projektu, który rząd przyjął miesiąc temu.
Jednoznacznego wsparcia pani minister nie doczekała się też ze swojej partii – Platformy Obywatelskiej. Lewicy obyczajowej udało się wytworzyć wokół Radziszewskiej klimat osoby politycznie zadżumionej. Owszem, zabrali głos dyżurni konserwatyści PO, jak Jarosław Gowin, oraz krytycy lobby homoseksualnego, jak Stefan Niesiołowski. Jednak już wiceszefowa Klubu Platformy Małgorzata Kidawa -Błońska mocno skrytykowała swoją partyjną koleżankę. Większość partii jednak w tym sporze wolała nie zabierać głosu.
W tej sytuacji cenne dla osaczanej pani minister było poparcie ze strony byłego rzecznika praw obywatelskich i b. prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Zolla, który stwierdził, że „unijne dyrektywy mają charakter zalecenia, które można przyjąć lub nie" . Wskazał też na odwrotną stronę medalu: na dyskryminujące wypowiedzi Magdaleny Środy sugerujące, że Radziszewska jako katoliczka nie powinna być pełnomocnikiem do spraw równości.
Dziwić mogła stosunkowo słaba reakcja Kościoła. Dopiero wczoraj wieczorem, po obradach Konferencji Episkopatu Polski biskupi zaczęli śmielej brać w obronę panią minister, ale np. Rada Stała Episkopatu nie pokusiła się o komentarz do sprawy dotyczącej przecież szkół katolickich. Zrozumiała jest ostrożność Kościoła, gdy idzie o angażowanie się w spory dotyczące polityków. Ale trudno nie odnieść przy tym wrażenia, że Kościół oduczył się zabierania głosu w sprawach publicznych, ważnych dla ludzi wierzących.
Ciekawe, że sprawy w żaden sposób nie chciała wykorzystać prawicowa opozycja. W PiS zwyciężyła linia totalnej niechęci wobec wszystkiego, co związane jest z Platformą. Ataków na Radziszewską albo nie komentowano, albo je wspierano – utożsamiana z partyjnymi liberałami Joanna Kluzik-Rostkowska stwierdziła, że jest przerażona wypowiedzią minister Radziszewskiej w „Gościu Niedzielnym". – Niewłaściwy człowiek na niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie – mówiła Kluzik-Rostkowska. I dodała, że jeśli dojdzie do sejmowego głosowania nad dymisją pani minister, to poprze taki wniosek.
[srodtytul]Plan kampanii [/srodtytul]
Jeśli Tusk nie odwoła Elżbiety Radziszewskiej, to trwająca już od dłuższego czasu akcja dyskredytowania pani minister będzie trwała dalej. Dziennikarka „Gazety Wyborczej" Renata Grochal już sufluje plan kampanii, która ma obrzydzić Radziszewskiej życie.
Zacytujmy: „Sobotnia decyzja Tuska, że nie odwoła Radziszewskiej, nie zamyka sprawy. Przed Kancelarią Premiera pikietowały w poniedziałek feministki. Organizacje pozarządowe piszą listy do europosłów. Chcą poskarżyć się w Komisji Europejskiej. Premier będzie musiał się znów tłumaczyć. A w przyszłym roku Polska organizuje światową konferencję równościową, która ma się odbyć w czasie naszej unijnej prezydencji. Trudno sobie wyobrazić, by otwierała ją Elżbieta Radziszewska".
Akcja, której plan snuje red. Grochal, zresztą już trwa. 27 września kilku eurodeputowanych z grupy zajmującej się prawami osób LGBT (lesbijki, geje, osoby biseksualne i transseksualne) wystosowało list do Komisji Europejskiej, opisując w nim rozmowę Radziszewskiej ze Śmiszkiem. Kierunek dalszych ataków wskazuje też Robert Biedroń, czołowy polski działacz gejowski, który oskarża panią pełnomocnik o „promowanie nietolerancji" i „stwarzanie klimatu przyzwolenia na homofobię w miejscu pracy".
Najdalej posunęła się chyba Helsińska Fundacja Praw Człowieka – wprost odrzuciła bowiem prawo szkół katolickich do odmowy zatrudniania homoseksualistów, argumentując: „Orientacja seksualna nie powinna mieć jakiegokolwiek wpływu na zatrudnienie w szkole katolickiej. Szkoła nie ma prawa nawet o to pytać kandydata do pracy". Ale co ma zrobić szkoła, gdy ma do czynienia z kandydatem lub już zatrudnionym nauczycielem, który sam ogłasza i upublicznia swój homoseksualizm?
Gdyby jeszcze przeciwnicy pani minister proponowali zasadę znaną z amerykańskiej armii „Don't ask, don't tell" („my nie pytamy, a ty nie chwal się homoseksualizmem"), można by się łudzić, że możliwy jest kompromis.
[srodtytul]Punkt honoru [/srodtytul]
Nic z tego. Bo lobby homoseksualnemu nie chodzi o kompromis, ale o pełne zwycięstwo. Walka z prawem szkół katolickich do nieakceptowania osób jawnie deklarujących swój homoseksualizm ma na celu narzucanie standardów niemożliwych do pogodzenia z chrześcijańskim sumieniem.
Dziś na szerokim froncie walki ideologicznej jednym z najważniejszych odcinków jest sprawa Elżbiety Radziszewskiej. Jej obalenie stało się punktem honoru dla środowisk lansujących rewolucję obyczajową. Ciągłe ataki mają skłonić premiera, aby w końcu – dla świętego spokoju i pod byle jakim pretekstem – pozbył się pani minister z rządu. Warto przypatrywać się tej wojnie. Bo tak długo, jak minister Radziszewska będzie znajdowała w niej sojuszników, będziemy mogli mówić o normalnej debacie publicznej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA