fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ziemkiewicz: umowa gazowa wbrew interesom Polski

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Dlaczego rząd tak utalentowany w dziedzinie "public relations" w sprawie umowy gazowej przyjął zasadę uważaną przez znawców marketingu politycznego za najgorszą z możliwych: milczy i zawzięcie stara się dopiąć swego? – pyta publicysta "Rzeczpospolitej"
Wydawałoby się, że nie ma w polskiej polityce takiego absurdu, który mógłby nas jeszcze zaskoczyć. A jednak to, co się dzieje wokół umowy gazowej, jeszcze kilka miesięcy temu nie przyszłoby do głowy nawet pijanemu szaleńcowi starającemu się wymyślić zwariowany scenariusz z gatunku "crazy comedy".
[srodtytul]Umowa skrajnie niekorzystna [/srodtytul]
Oto Unia Europejska i Niemcy karcą rząd Donalda Tuska za oczywiste poświęcanie polskiego interesu narodowego na rzecz Gazpromu i bronią nas przed uzależnieniem energetycznym od Rosji przez najbliższych 35 lat – natomiast polski rząd, który cały swój piarowski wizerunek zbudował na uległości wobec "głównego nurtu europejskiej polityki", odważa się wejść w bodaj pierwszy poważny konflikt z Komisją Europejską.
Przypomnijmy, że nie zdobył się na podobną twardość wtedy, gdy bronić należało interesów polskich stoczni, i potulnie podporządkował się decyzji europejskiej komisarz uznającej pomoc publiczną dla nich za nielegalną – w tym samym czasie, w identycznej sytuacji, Francja zaskarżyła analogiczną decyzję Komisji do Trybunału Europejskiego i wygrała. Co więcej, starając się o odblokowanie przez Komisję uzgodnionego w ubiegłym roku porozumienia z Gazpromem, rząd Tuska torpeduje wysiłki na rzecz stworzenia wspólnej unijnej polityki energetycznej, uważanej dotąd powszechnie za nasz europejski priorytet. Nie trzeba fachowca, by dostrzec, że umowa, do której zgłasza zastrzeżenia unijna Rada ds. Energii, jest dla Polski skrajnie niekorzystna. Zobowiązujemy się do roku 2035 płacić za ilości gazu przekraczające nasze obecne zapotrzebowanie, a jeśli zakupiony i opłacony "z góry" gaz okaże się nam niepotrzebny, nie wolno nam go będzie reeksportować do krajów trzecich.
[srodtytul]Zdumiewająca okoliczność [/srodtytul]
Jednocześnie przyznajemy Gazpromowi do roku 2045 monopol na tranzyt gazu przez leżący na polskim terenie rurociąg (ten właśnie punkt wzbudził sprzeciw Komisji, która uniemożliwianie dostępu do rur innym niż Gazprom firmom uważa za sprzeczne z unijnym prawem) oraz obniżamy Gazpromowi opłaty za tranzyt do wartości symbolicznych. A przy okazji puszczamy w tej samej umowie w niepamięć kilkumiliardowe długi Rosjan wobec Polski z tytułu nieuiszczanych od lat opłat za ów tranzyt.
Istotnym aspektem umowy jest też ustalenie w niej stałej ceny rosyjskiego gazu na najbliższe ćwierć wieku – zgadzamy się na nią w chwili, gdy wskutek technologicznej rewolucji, jaką było opracowanie i upowszechnienie metody pozyskiwania gazu z łupków bitumicznych, światowa cena gazu ziemnego z roku na rok spada.
Zresztą nie można nie zwrócić uwagi na tę zdumiewającą okoliczność, że w ogóle rząd polski stara się o dopięcie tej umowy za wszelką cenę właśnie w chwili, gdy za prawie pewne uważa się, że szczęśliwym zrządzeniem losu dysponujemy złożami łupków, których eksploatacja może pokryć zapotrzebowanie nie tylko Polski, ale całego regionu na najbliższych kilkadziesiąt lat.
Dodajmy jeszcze, że mamy z Gazpromem podpisaną i obowiązującą umowę do roku 2022 i nic nie przesądza o konieczności jej pilnego zastąpienia nową, poza faktem, iż od momentu rozpoczęcia "wojny gazowej" z Ukrainą Gazprom (a ściślej, jego zależna spółka z Ukrainą, która, mówiąc nawiasem, po wyborze Janukowycza wraca właśnie do gry) nie wywiązuje się ze swych zobowiązań.
[srodtytul]Przerzucić obowiązek [/srodtytul]
Szczegółami dotyczącymi niekorzystnych dla nas zapisów, jak i faktu, że społeczeństwo było w kwestii umowy wielokrotnie przez wysokich przedstawicieli państwa dezinformowane (wystarczy przejrzeć w archiwach internetowych gazet kolejne doniesienia na ten temat) można wypełnić spory artykuł. Nie czuję się jednak w obowiązku powtarzać tu informacji, które były zbierane i publikowane już wielokrotnie, niestety, nie budząc należytego zainteresowania. Chcę zwrócić uwagę na fakt, że rząd, który postępuje w tak niekorzystny dla kraju sposób, nie jest w stanie wyjaśnić swego postępowania ani nawet tego nie próbuje.
Doszło w końcu do tego, że nawet komentator ekonomiczny gorliwie popierającej PO i patronującej posmoleńskiemu "pojednaniu" "Gazety Wyborczej" zwraca uwagę, że "rząd zachowuje się tak, jakby miał za złe Brukseli, że chce nam pomóc uniezależnić się od Gazpromu" i "jakby był zakładnikiem Gazpromu", i sugeruje, iż pracujemy na miano "konia trojańskiego Gazpromu w UE".
Nie cytuję już tych, którzy przed pichconą przez rząd umową przestrzegali wielokrotnie wcześniej, bo jako ludzie spoza towarzystwa, czyli "pisowskie lizusy", są oni wszyscy razem nieważni z definicji. Ale fakt, że świadomość sytuacji dociera nawet do ośrodków grupujących najbardziej oddanych Tuskowi medialnych żołnierzy, coś znaczy.
Najbardziej wymowne jest to, że rząd, który – co do tego zgodni są wszyscy – uchodzi za wyjątkowo sprawny w dziedzinie "public relations" i przede wszystkim skupiony na budowaniu swego dobrego wizerunku, w tej kwestii przyjął zasadę uważaną przez znawców marketingu politycznego za najgorszą z możliwych: milczy i zawzięcie stara się dopiąć swego.
Można jedynie zaobserwować pewną aktywność, mająca na celu wzajemne zrzucanie na siebie odpowiedzialności przez poszczególnych jego członków, by przypomnieć publiczny spór Waldemara Pawlaka z Radosławem Sikorskim, a wcześniej starania tego pierwszego, by zamiast osobiście podpisywać umowę, przerzucić ten obowiązek na urzędnika niższego szczebla.
[srodtytul]Gra o wysoką stawkę [/srodtytul]
W ten sposób pytania o postępowanie polskich władz, nawet zadawane przez najbardziej życzliwych, pozostają bez jakiejkolwiek próby odpowiedzi. Takiej odpowiedzi oczywiście nie wszyscy potrzebują. W dyskursie radykalnym, reprezentowanym na przykład przez "Gazetę Polską", odpowiedź udzielona została już dawno: obecna ekipa uzależniona jest od obcych stolic i realizuje ich interesy kosztem polskich; spór istnieje tylko o to, czy czyni tak z przyczyn agenturalnych czy korupcyjnych. Taka odpowiedź jednak jest trudna do przyjęcia ze względu na konsekwencje, jakie rodzi.
Problem w tym, że na razie jest to odpowiedź jedyna i nawet zdeklarowani stronnicy Tuska nie są w stanie skonstruować teorii, która tłumaczyłaby sytuację w sposób dla niego niekompromitujący.
Pewną namiastką takiego wyjaśnienia są wypuszczane do dziennikarzy kuluarowe pogłoski tłumaczące postępowanie urzędników UE lobbingiem niemieckim. W interesie Niemiec ma być zachowanie dla siebie części zagarnianego przez Rosję polskiego tortu i temu właśnie służy sięgnięcie po unijne przepisy. Ta teoria pasuje do kolejnych posunięć niemieckich – przełamującej monopol Gazpromu oferty Ruhrgasu, ale także oprotestowania w strukturach UE, pod pretekstem szkód ekologicznych (przez kraj kładący opodal gazociąg po dnie Bałtyku!), budowy przez Polskę gazoportu.
W ten sposób można z dużym prawdopodobieństwem wyjaśnić, dlaczego w sprawie kontraktu Niemcy prezentują stanowisko zgodne z polskim strategicznym interesem – choć można oczywiście zakładać, że powoduje nimi jedynie bezinteresowna troska o nas. Nie wyjaśnia to jednak sprawy najistotniejszej: dlaczego w jawny i jaskrawy sposób występuje przeciwko owemu strategicznemu interesowi Polski nasz rząd?
Bez wątpienia toczy się tutaj międzynarodowa gra o bardzo wysoką stawkę, gra, w której Polska jest niestety tylko przedmiotem leżącym w puli. Spełnia się najczarniejszy scenariusz, przed którym od lat przestrzegali publicyści i eksperci opisujący, jak państwo polskie stopniowo staje się atrapą niezdolną do wykonywania swych podstawowych funkcji, a państwowe elity dominowane są przez ludzi o mentalności drobnych geszefciarzy, skupionych wyłącznie na budowaniu swojej pozycji, z zupełnym lekceważeniem dobra wspólnego.
[srodtytul]Przecież powiedział prawdę? [/srodtytul]
Ktoś bardziej skłonny do radykalnych teorii mógłby odnieść wrażenie, że pomiędzy załatwianiem w tym państwie sprawy wyrębu chronionego prawem lasu pod wyciąg dla Rysia i sprawy bezpieczeństwa energetycznego oraz międzynarodowych szans Polski na całe dziesięciolecie istnieje różnica wyłącznie co do kwot, a nie co do mechanizmów.
Przedstawiciele trzech partii parlamentarnych uznali za godny powód do zwołania wspólnej konferencji prasowej wyrażenie oburzenia retoryką Jarosława Kaczyńskiego, który państwo pod rządami PO i PSL nazwał kondominium rosyjsko-niemieckim. Jeśli rząd nadal nie będzie potrafił racjonalnie uzasadnić swojej polityki w sprawie umowy gazowej (przygotowanej i forsowanej wbrew wszystkiemu, obecnie nawet wbrew organom unijnym), w końcu doprowadzi do tego, że wielu obserwatorów powtórzy – w odniesieniu do słów Kaczyńskiego – ulubiony argument obrońców Palikota: "może w formie nie do przyjęcia, ale przecież powiedział prawdę, którą ktoś w końcu musiał powiedzieć".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA