fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Święty interes: Adamczyk i Woronowicz w słabej komedii

Święty interes
kino świat
„Święty interes" jest komedią, która nie mówi nic nowego na temat rodzimej prowincji i ludowej religijności
Reżyser Maciej Wojtyszko powierzył główne role Piotrowi Adamczykowi i Adamowi Woronowiczowi. Aktorzy kojarzeni są z rolami Jana Pawła II i księdza Jerzego Popiełuszki. U Wojtyszki grają wbrew wizerunkowi utrwalonemu przez tamte kreacje. Wcielają się w braci kombinujących, jak zarobić na sprzedaży samochodu, który podobno należał do Ojca Świętego.
Punkt wyjścia zwiastuje komedię podejmującą grę z powszechnymi wyobrażeniami o polskim katolicyzmie i pobożności. Niestety, Wojtyszko nie wykorzystał potencjału tkwiącego w pomyśle. W miarę rozwoju akcji „Święty interes" traci satyryczne ostrze. Leszek (Adamczyk) i Janek (Woronowicz) spotykają się na pogrzebie ojca. Przed laty opuszczali dom na zapadłej wsi w nadziei, że zawojują świat. Nie wyszło. Leszek prowadzi firmę sprzątającą w Szwecji, gdzie czuje się obywatelem drugiej kategorii. Janek zamieszkał w Krakowie. Jednak – uzależniony od hazardu – nigdy się nie ustatkował. Teraz, ze względu na długi, ukrywa się przed wierzycielami.
Obaj liczą na spadek. Ale ojciec niemal wszystko zapisał papieskiej fundacji. Synom zostawił zagraconą stodołę z rozklekotaną warszawą w środku. Kiedy wychodzi na jaw, że jej właścicielem był Karol Wojtyła, bracia zamierzają ubić interes życia, sprzedając auto temu, kto da najwięcej. Plany chcą im pokrzyżować mieszkańcy wsi, którzy wierzą, że samochód ma właściwości lecznicze i traktują go niczym relikwię... Adamczyk i Woronowicz nie szarżują, choć postaci kłótliwych braci łatwo było przerysować. Dopóki film koncentruje się na ich wzajemnych relacjach, „Święty interes" wciąga. Ale od momentu, gdy głównym bohaterem jest wiejska zbiorowość, dramaturgia się sypie. Nieśmieszne gagi wypierają refleksję. Co z tego, że „Święty interes" pokazuje, jak ludzie instrumentalnie traktują religię, a kompleksy leczą wiarą w cuda, skoro tylko prześlizguje się po temacie. Komedia Wojtyszki powtarza jedynie to, czym wcześniej bawił serial „Ranczo". Reżyser łagodzi groteskowy klimat, stawiając na oklepane żarty. W ten sposób niweczy siłę poszczególnych scen, m.in. tej, w której ludzie modlą się przed fragmentem auta niczym przed ołtarzem. „Święty interes" powstał, nim doszło do wojny o krzyż. Jednak trudno nie oglądać go z perspektywy wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu. Na ich przykładzie widać, że rzeczywistość przerosła kino. Czy znajdzie się w Polsce twórca, który uchwyci istotę naszej mentalności, stosunku do religii? Wojtyszko próbował, ale się nie udało.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA