fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Rozmowa. Zuzanna Kurtyka: Chodzi o Katyń, nie o Smoleńsk.

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Nasi reprezentanci nie lecieli do Smoleńska. Lecieli do Katynia, a ze Smoleńskiem związał ich tylko nieszczęśliwy przypadek - mówi wdowa po Januszu Kurtyce, współzałożycielka Stowarzyszenia "Katyń 2010"
Władze Federacji Rodzin Katyńskich sprzeciwiły się łączeniu tragedii z 10 kwietnia ze zbrodnią katyńską. Katastrofa, w której zginęło 96 reprezentantów najważniejszych polskich instytucji ma z nią jednak oczywisty związek. Nie jest Pani zdziwiona tym apelem?
Jest mi przykro, bo prezydent i wszyscy członkowie oficjalnej delegacji lecieli do Katynia, by uczcić ofiary tej zbrodni w jej 70. rocznicę. Chodziło o zamanifestowanie stanowiska Polski w stosunku do tego, co się wydarzyło w Katyniu i co się działo przez kolejne lata, gdy zakłamywano nawet pamięć o tej tragedii. Biorąc pod uwagę to, co osoby udające się na te obchody robiły dla upamiętniania zbrodni, nawet jeśli wiele z nich nie miało takich zasług jak rodziny katyńskie, ten apel jest zadziwiający. Nasi reprezentanci nie lecieli do Smoleńska. Lecieli do Katynia, a ze Smoleńskiem związał ich tylko nieszczęśliwy przypadek. Dlatego nie ma powodu do zmiany nazwy stowarzyszenia na „Smoleńsk 2010”. Czy - skoro Stowarzyszenie nie zmieni nazwy - czeka Was spór z częścią środowiska rodzin katyńskich, bo jest ono także w tej sprawie podzielone?
Nie widzę tu pola do sporu. Ten problem został stworzony trochę sztucznie przy udziale mediów. Środowisko rodzin katyńskich było zwalczane w PRL przez bezpiekę, a po 1989 roku także manipulowane, nie tylko przez polskie, ale i rosyjskie służby. Teraz też te osoby są podzielone, część jest nieco zagubiona i ten apel jest próbą podziału także naszego środowiska. Trzeba być przygotowanym na takie wystąpienia. Najważniejsze jednak, byśmy mieli do siebie nawzajem szacunek. Rodziny katyńskie mają prawo do własnego zdania. Nasze stowarzyszenie, z którym część krewnych ofiar NKWD się solidaryzuje, również. Dążycie m.in. do jednoznacznego ustalenia przyczyn i okoliczności katastrofy z 10 kwietnia. Czy macie w tych staraniach sojusznika, skoro powiedzieliście już, że nie do końca jest nim polska prokuratura? Trudno uznać za sojusznika polską prokuraturę, bo nic bardziej błędnego niż przekonanie, że to ona prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy. Prowadzą je Rosjanie, a polscy prokuratorzy nie mają nawet dostępu do wielu materiałów dowodowych. Rola polskich śledczych jest marginalna, tylko odtwórcza. Pracują nad tym, co dostaną od Rosjan, a jest to materiał szczątkowy. Czekamy nawet na protokoły z sekcji zwłok, już nie mówiąc np. o przesłuchaniach rosyjskich świadków. Nie możemy się doczekać sprowadzenia wraku tupolewa, o co wystąpiliśmy. Stowarzyszenie zaapelowało o powołanie międzynarodowej komisji do wyjaśnienia tej tragedii. Ona pomogłaby ustalić jej okoliczności? Dzięki niej byłyby większe możliwości nacisku na stronę rosyjską, jeśli chodzi o przekazywanie materiałów dowodowych. To, co robi prokuratura wojskowa, czyli składa wnioski o pomoc prawną, nie wystarcza. Nadal nie udaje się bowiem tego wyegzekwować. Czy Stowarzyszenie chciałoby pomnika ofiar katastrofy z 10 kwietnia w pobliżu pałacu prezydenckiego w Warszawie? Czy to jest najważniejsze dla ich upamiętnienia? W tej sprawie było już tyle przekazywanych przez media sporów, że nie chcę zabierać głosu. To tylko budzi niepotrzebne emocje. Sądzę, że stowarzyszenie rodzin nie powinno zajmować zdecydowanego stanowiska. Pozostawmy to samym Polakom. To społeczeństwo powinno tę sprawę rozstrzygnąć.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA