fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Drobiazgi życia pani Maryjki

Maria Dąbrowska w Zaleszczykach, 1937 r.
EAST NEWS
Dobrze, że Maria Dąbrowska nie dożyła chwili, kiedy jej „Dzienniki” w pełnej wersji wyszły w nakładzie 300 egzemplarzy
Na drzwiach mieszkania nr 31 na Polnej 40 wisi kartka „Maria Dąbrowska, powieściopisarka polska prosi o poszanowanie jej dorobku literackiego”.
Tę kartkę pisarka i jej partner Stanisław Stempowski zostawili, opuszczając Warszawę w końcu września 1944 roku, po upadku powstania.
Dorobek nie został poszanowany, mieszkanie okradziono. Zginęła między innymi ukochana majolikowa figurka huculska, którą pisarka kupiła w Stanisławowie w czasie ostatniej podróży z mężem Marianem Dąbrowskim na dwa tygodnie przed jego śmiercią. Stała zawsze na sekretarzyku w jej pokoju.
Po powstaniu profesor Lorenz uratował część pozostałych ruchomości i księgozbiór. Stanowią dzisiaj część zbiorów Muzeum Marii Dąbrowskiej, które mieści się na drugim piętrze secesyjnej kamienicy. W trzypokojowym, obszernym mieszkaniu pisarka przeżyła 37 najszczęśliwszych, najspokojniejszych lat życia. Tu napisała „Ludzi stamtąd” i „Noce i dnie”. Po popowstaniowej tułaczce wróciła w lutym 1945 roku.
Tylko resztki kryształowych szyb na klatce schodowej świadczą, że Polna 40 była kiedyś elegancką kamienicą. Wokół rozciągały się ogrody i działki, wśród nich drewniane domki w stylu dworkowym. Panowała wiejska cisza. Dzisiaj to środek miasta: MDM, biurowce, parkingi, metro. Polna przecięta w połowie pod Trasę Łazienkowską zieje kikutami kamienic. Płaszczyznę uciętej ściany jednej z nich pokrywa reklama dżinsów.
 
 
Dobrze, że pani Maryjka tego nie widzi. Dobrze, że nie dożyła chwili, kiedy jej „Dzienniki” w pełnej wersji wyszły w nakładzie 300 egzemplarzy. Tę, która pisała wielonakładowe książki dla zwykłych ludzi, zasmuciłoby, że jej 13-tomowe dzieło wydane przez oficynę naukową (Wydział I Nauk Społecznych PAN, cena 390 zł) będą czytać głównie filolodzy. Pocieszające, że wydanie pięciotomowe w 50 tysiącach egzemplarzy z 1988 roku czytała cała Polska. Wszystkie (pięć i pół tysiąca stron maszynopisu) zawdzięczamy wieloletniej żmudnej pracy prof. Tadeusza Drewnowskiego.
Spoza opisanych w dziennikach spraw osobistych, wydarzeń życia literackiego, obszernie komentowanej polityki wyłania się drobna siatka codzienności. Drobiazgi życia. Kuchnia, dom, pogoda, wakacje, rozrywki... Styl życia, jak mówimy dzisiaj. Tamto pokolenie tego pojęcia nie znało, dziś ono bardziej reklamą i konsumpcją niż prostym opisem obyczaju. A właśnie ten zapis mamy w notatkach pani Maryjki. Zapis codzienności pierwszej połowy XX wieku – wolniejszej niż dzisiejsza, mniej zmaterializowanej, mniej nastawionej na konsumpcję, bardziej na życie wewnętrzne. W jakiej mierze ten styl życia był tylko własnym pisarki, w jakim wyrażał jej środowisko, światłą inteligencję?
Kto szukać będzie tu więcej szczegółów intymnych niż w poprzednich wydaniach, rozczaruje się. Skandali i sensacji seksualnych nie znajdzie się,czytając nawet między słowami. Pani Maryjka nie lubiła się zwierzać ani w literaturze, ani w życiu. „Pani nigdy nic nie mówi o sobie” – zauważyła Zofia Nałkowska. Znały się od lat, ale nigdy nie przeszły na „ty”. „Tykanie”, jak wtedy mówiono, oznaczało najwyższy stopień poufałości, dostępny po bardzo długiej znajomości, tylko dla bardzo bliskich osób. Ale i z najbliższymi bywało się na „pan”, „pani”, nawet po latach.
Pełnia życia osobistego i twórczości Marii Dąbrowskiej przypada na dwudziestolecie międzywojenne. Wtedy przeżyła i utraciła miłość życia Mariana Dąbrowskiego, który zmarł nagle na atak serca w 1925 roku. Poznany wkrótce potem Stanisław Stempowski wypełnił tę stratę nieoczekiwaną pełnią i pozostał partnerem aż do śmierci przez 27 lat. Były jednak zdrady – płomienny romans z Jerzym Czopem, lekarzem z sanatorium w Jaworzu, niespełnione, a sądząc z „Dzienników”, wzajemne, uczucie do profesora literatury Józefa Ujejskiego. I kilka innych, mniej ważnych, o których pisarka wspomina tylko ogródkami, ze wstydem i żalem, jakby chcąc usunąć je z pamięci. Poczucie winy zarówno w stosunku do ukochanego Mariana, jak i do Stempowskiego pozostało w niej do końca życia.
Tryb życia prowadzi pisarka unormowany, jest osobą zorganizowaną i systematyczną. W prace domowe nie angażuje się specjalnie, w domu zawsze jest służąca. Kuchnia nie interesuje jej w ogóle, jada mało. „Nie lubię proszonych obiadów, czuję się po nich senna i objedzona. Wystarcza mi na obiad jedna potrawa, a na śniadanie jedna kromka chleba z masłem i czymś dobrym”. Nie przywiązuje wagi do jedzenia, chociaż z nielicznych komentarzy w „Dziennikach” wynika, że jest w stanie docenić smaczny obiad i dobre wino. Na Polnej do obiadu podaje się raczej kieliszek wódki, od której zresztą pani Maryjka nie stroniła. „Miłości i alkoholizmu nie można ukryć” – napisze w „Przygodach człowieka myślącego”. Coś ją w sprawie alkoholowej dręczyło, choć otwarcie nigdy tego nie powiedziała. Dowiadujemy się o tym dopiero z „Dzienników” Anny Kowalskiej. Jak wielu jej współczesnych paliła też papierosy – próby rzucania podejmowała wielokrotnie, zawsze bez rezultatu. Ale wtedy w nałogu nie widziano niczego złego. Papieros towarzyszył wszystkim twórcom.
Sprawom typowo babskim pani Maryjka okazuje równie małe zainteresowanie jak jedzeniu. O ile Zofia Nałkowska w swoich „Dziennikach” dużo miejsca poświęca opisom sukien oraz narzekaniom, że nie ma na nie pieniędzy, o tyle dla Dąbrowskiej ten temat nie istnieje. Albo uważa go za na tyle niegodny „człowieka myślącego”, że tylko czasami od niechcenia poświęca mu parę linijek.
Kobiecą próżnością gardzi, choć uważa, że to jedno z przyzwyczajeń, których nikt nigdy nie zwalczy. Ale dla niej to temat zupełnie obcy. Czyżby dlatego, że wyczuwała własną słabość w tej dziedzinie? Bo pięknością na pewno nie była. Niska, drobna, nie malowała się, nie nosiła biżuterii, ubierała się skromnie. Latami nosiła taką samą fryzurę.
Czesław Miłosz wspominał po latach: „Odnosiłem się do pani Marii z należytym szacunkiem, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że można na nią spojrzeć jak na kobietę. Ten trochę zezowaty karzełek, z grzywką przyciętą na pacholę, był dla mnie ostatnią istotą, do której mógłbym zwracać erotyczne zapały”.
Kobiety, które starają się sztucznie utrzymać młodość, pani Maryjka obserwuje jak nieznane okazy zoologiczne. „Nałkowska upudrowała sobie nos i podmalowała usta. Powiedziała mi, że kiedy jest umalowana, czuje się zdrowsza i silniejsza życiowo. To dla mnie ciekawe, jak takie rzeczy są kobietom poważnie potrzebne niby mężczyznom kieliszek wódki, jako ważna podnieta duchowa. Ja nie mam nic przeciw malowaniu się kobiet, byle to robiły ze smakiem, co, niestety, jest rzadkie” (luty 1928 r.).
Jeżeli coś lubi z zajęć domowych, to drobne prace fizyczne. Sadzi kwiaty, podlewa, spryskuje. W wazonach też zawsze pełno kwiatów. Na grobach bliskich na Powązkach spędza godziny, pieląc, przesadzając. Te drobne „czynności, których rezultat jest natychmiastowy”: porządkowanie papierów, listów, przesadzanie roślin, sprawiają jej radość. W odróżnieniu od pisania, które uważa za mozolną, żmudną, katorżniczą pracę.
Gości w domu jest zawsze mnóstwo. Rodzina – bracia Boguś i Staś, bratankowie Ela i Jurek, siostry Jadzia i Hela, bracia Mariana Dąbrowskiego, ich żony oraz dzieci.
Życie towarzyskie, choć intensywne, toczy się w wymiarze bardziej intelektualnym niż zabawowym. Lecz nawet to męczy panią Maryjkę, typ raczej ascetyczny, wycofany. „Czczość życia towarzyskiego”, napisze. Naprawdę szczęśliwa się czuje, gdy zostaje sam na sam ze Stempowskim albo wieczorem, gdy czyta.
Czas wypełnia także życie kulturalne: koncerty, teatr, kino, czasem kabarety. W teatrze jest raz w tygodniu, w kinie dość często. Ze znajomymi spotyka się w kawiarniach i restauracjach. Oaza, Lardelli, Homer, Lourse, Ziemiańska, kabaret Qui Pro Quo to miejsca, gdzie przychodzi cała międzywojenna warszawka.
 
 
Długie wakacje – to jedna z rzeczy, której nasze czasy mogą zazdrościć tamtym. Na wakacje nie jeździło się na pięć dni all inclusive. Ci, których stać było na wyjazd, jechali na kilka tygodni. W sanatorium w Jaworzu pisarka spędza po kilka miesięcy, w Truskawcu siedzi miesiąc, podróż po Włoszech i Jugosławii także trwa ponad miesiąc. W Sorrento siedzi trzy tygodnie, dzieląc czas między kąpiele, spacery, wycieczki i życie towarzyskie. O dziwo, nie skarżąc się na problemy finansowe i z wymianą walut... Złotówka po reformie Grabskiego była mocna.
Jeśli natomiast dzisiaj narzekamy na anomalie klimatyczne, to lektura „Dzienników” przekonuje, że pod tym względem od pierwszej połowy XX wieku niewiele się zmieniło. Wiosna w styczniu, mróz i śnieżyce w maju, odwilż w lutym zdarzały się wtedy równie często jak dzisiaj. Obserwacje Dąbrowskiej, skrupulatnej rejestratorki pogody, mogłyby być dzisiaj interesującym materiałem dla meteorologów. 50 lat pomiarów pogodowych, dzień po dniu.
„Dzienniki” to także katalog chorób i dolegliwości autorki i otoczenia. Czytając ich opisy ma się wrażenie, że chorowano wtedy na co innego. Gruźlicy się pozbyliśmy, na serce jest lepsza diagnostyka i profilaktyka, mamy antybiotyki. Wtedy obie choroby zbierały śmiertelne żniwo, objawy zawału diagnozowano jako zatrucie. Autorkę i jej rodzinę męczyły tachikardie, newralgie, miedniczki nerkowe, bóle sercowe, artretyzm. 50-latki zbierały się już do odlotu...
Chyba rzeczywiście w XXI wieku jesteśmy młodsi niż wskazuje wiek metrykalny. Poza problemami cywilizacja przyniosła także korzyści.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA