fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Jak się kłócą w PO, a jak w PiS

Jędrzej Bielecki
Partia Donalda Tuska jest nie mniej skonfliktowana niż partia Jarosława Kaczyńskiego, ale spory rozgrywa dyskretniej
Co Donald Tusk uważa za główny środek dla osiągnięcia sukcesu? A co jest takim środkiem dla Jarosława Kaczyńskiego? Odpowiedzi na te pytania pozwalają zrozumieć różnicę między PO a PiS w rozwiązywaniu wewnętrznych napięć.
[srodtytul]Wizerunek a aparat [/srodtytul]
Tusk – według powszechnego, ale prawdziwego stereotypu – stawia na sondaże. Dokładniej, na wizerunek i odbiór PO w mediach. Z tego powodu żaden konflikt nie może ujrzeć światła dziennego. Za publiczne pranie brudów można skończyć tak jak szczeciński senator PO Krzysztof Zaremba. Poskarżył się mediom na stosunki w partii i w wyborach do PE musiał startować jako kandydat Libertasu, w piątek zaś uroczyście wstąpił do Klubu PiS.
Kaczyński stawia zaś na aparat. Dla niego wizerunek w mediach jest sprawą drugorzędną. Wehikułem, który ma dowieźć do celu, jest sprawna partia. Może być mała, ale koniecznie zwarta i zdyscyplinowana. Do takich konkluzji musiała go doprowadzić jego polityczna droga od 1989 r. Wspomnijmy tylko dzieje Porozumienia Centrum – rozpadu i zdrad – by to zrozumieć.
Jeśli chodzi o Tuska, na jego postawę wpływ mają pewnie i cechy jego osobowości – ponadprzeciętna inteligencja emocjonalna – i trauma podwójnej przegranej 2005 roku.
Tusk zatem musi dbać o gładź fasady, a Kaczyński balansować między różnymi grupami w swojej partii. Skoro jednych czymś obdarzył, to niedługo będzie musiał coś nie mniej cennego dać innym. Balans Kaczyńskiego jest tym bardziej konieczny, gdyż jego partia jest bardziej zróżnicowana niż Platforma. Wymieńmy tu wszystkie PiS-owskie środowiska: zakon PC, grupa radiomaryjna, grupa ziobrystów, muzealnicy, spindoktorzy, młody PiS, liberałowie. W ostatnich tygodniach rywalizacja o wpływy doprowadziła do stworzenia dwóch doraźnych koalicji: w uproszczeniu zakon PC sprzymierzył się z grupą radiomaryjną, a tzw. liberałowie zaczęli łączyć siły z muzealnikami i spindoktorami. Pierwsza koalicja została nazwana przez drugą talibanem, a drugą z braku lepszej nazwy ochrzczono liberałami. Młody PiS, stojąc nieco z boku, sympatyzuje z liberałami.
Ten podział pogłębia jeszcze to, że taliban myśli kategoriami interesu partyjnego aparatu, a druga grupa – stali bywalcy mediów – woleliby, by partia kierowała się logiką Tuska, czyli dbała o dobry wizerunek.
[srodtytul]Personalne wygibasy [/srodtytul]
To tłumaczy personalne wygibasy Kaczyńskiego. Czy bezbarwny i źle wypadający w mediach Marek Kuchciński będzie większym atutem dla partii w roli wicemarszałka Sejmu niż Joanna Kluzik -Rostkowska? Wizerunkowo nie, ale trzeba coś dać zakonowi PC.
Czy powołanie przez Antoniego Macierewicza zespołu ds. katastrofy smoleńskiej poprawi notowania PiS? Wątpliwe. Ale Macierewicz sam przedstawia się jako ważny członek grupy radiomaryjnej.
Dlatego w sobotę (odbędzie się Rada Polityczna PiS) trzeba też uhonorować drugą stronę. Stąd stanowisko wiceprezesa partii dla Kluzik -Rostkowskiej, a może i Elżbiety Jakubiak.
Zupełnie inaczej wygląda to w PO. Tam można wyróżnić grupę polityków związanych z Tuskiem, rzeszę ludzi Grzegorza Schetyny i małe, ale rosnące środowisko wokół Bronisława Komorowskiego. W mediach słychać jeszcze o konserwatystach, których twarzą jest Jarosław Gowin, i "lewicującym" skrzydle z Januszem Palikotem i Kazimierzem Kutzem. Konserwatyści i lewicowcy to luźne środowiska połączone wspólnymi poglądami, lecz nie interesami. Na razie nie są mocnymi graczami w wewnątrzpartyjnych rozgrywkach.
[srodtytul]Boje toczą liderzy[/srodtytul]
Boje toczą się między liderami. Tusk chciał zatopić Schetynę, ten walczył najpierw o przetrwanie, teraz zaczyna odzyskiwać teren. Komorowski nie godził się na zredukowanie do roli kustosza żyrandola, więc sprzymierzył się ze Schetyną. Pierwsze personalne wyniki tych rozgrywek już znamy – jak np. obsada KRRiT.
I jak w PiS walki między grupami przypominają bijatyki kibiców uzbrojonych w kije bejsbolowe, tak w PO dzieją się sceny jak z florentyńskich pałaców. Sztylety wbija się dyskretnie i z uprzejmym uśmiechem. Bardziej elegancko, lecz nie mniej brutalnie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA