fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

W negocjacjach decyduje pierwsza godzina

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Opanowanie groźnych sytuacji wśród więźniów to trudne zadanie. O kulisach rozmów, nierealnych żądaniach i przygotowaniu do negocjacji rozmawiamy z negocjatorem w jednym z największych polskich więzień – numer służbowy 252-180
[b]Wasze imiona, nazwiska są tajemnicą dla skazanych. W więzieniach posługujecie się numerami służbowymi. Tak też jest w naszej rozmowie. Anonimowość daje poczucie bezpieczeństwa?[/b]
Coś w tym jest. Żyjemy w dwóch różnych światach. My – negocjatorzy, wychowawcy, pracownicy, ludzie z zewnątrz – występujemy po jednej stronie, więźniowie są po drugiej. Obwiniają nas niemal o wszystko, o to, że znaleźli się za kratkami też. Nie dostrzegają własnych błędów. Zdarzały się przykre sytuacje, że nawet po latach ktoś kogoś rozpoznał, o kimś usłyszał, kogoś obraził. Chcemy po prostu ich uniknąć.
[b]Długo się pan zastanawiał, zanim zgodził na wywiad? Negocjatorzy nie lubią występować publicznie?[/b]
Nie zastanawiałem się długo; myślę, że ta rozmowa uzmysłowi zwykłym ludziom, jaką ciężką pracę wykonują negocjatorzy i nie tylko oni. Funkcjonariusze Służby Więziennej zazwyczaj nie występują publicznie, a nasza praca też nie jest zbyt popularna. Zależy nam na bezpieczeństwie osadzonych, a nie na rozgłosie. Areszt śledczy czy zakład karny to hermetyczny, zamknięty świat. Media interesują się osadzonymi głównie w kontekście jakiejś tragedii. Nasza mrówcza praca skupia się natomiast głównie na tym, aby tych wydarzeń było jak najmniej. Kiedy się udaje, odnosimy sukces.
[b]To bezpieczny zawód?[/b]
Uważam, że tak. Każdy z nas dba o swoje bezpieczeństwo. Musimy wiedzieć, jak rozmawiać, i zachować podstawowe zasady. Długo się tego uczymy.
[b]Jest jakiś specjalny przepis na rozmowę ze zbuntowanym więźniem?[/b]
Nie ma jednego doskonałego rozwiązania, które sprawdza się we wszystkich sytuacjach. Istnieją tylko techniczne zasady. Podejmując rozmowę, musimy np. zachować bezpieczną odległość. Bardzo rzadko negocjuje się twarzą w twarz, chociaż czasem to jedyny sposób. Jeśli rozmawiamy przez drzwi, nie możemy stać tuż przy nich. Musimy brać pod uwagę, że osoba, którą mamy przekonać do poddania się, zachowuje się nieracjonalnie, nie myśli o konsekwencjach. Czasem jest przekonana, że nie ma nic do stracenia, i wszystkich traktuje jak wrogów. Nikt nie wie, jak się zachowa. Każdy z nas musi być przygotowany na najgorsze.
[b]Zakład karny, areszt śledczy to miejsca szczególne. Pod jednym dachem, choć w różnych celach, siedzą skazani, którzy bardzo różnie radzą sobie z utratą wolności. Jedni się poddają, są wycofani lub wpadają w depresję, inni walczą każdego dnia, bywa, że każdego dnia z większą desperacją.[/b]
To prawda. Drobne incydenty są częste. Komuś nie smakuje obiad, ktoś nie dostał zgody na widzenie, jeszcze inny od dawna czeka na paczkę. Pół biedy, kiedy jest to tylko niezadowolenie. Czasem bywa naprawdę groźnie.
[b]Ostatni przypadek, kiedy musiał pan interweniować...[/b]
Kilka miesięcy temu osadzony zabarykadował się w celi i wziął zakładnika – współwięźnia. Miał nóż własnej konstrukcji. Stawiał nierealne żądania. Chciał spotkania z prokuratorem i dziennikarzem, który napisał o nim niepochlebny tekst. Negocjacje trwały w sumie kilka godzin. Zaczęły się przez drzwi, ale kończyliśmy je przy otwartej celi, bo przez drzwi nic nie było słychać. Więzień zmieniał żądania, ale te nowe też były nierealne. W końcu się udało. Poddał się, wypuścił zakładnika.
[b]Czym go pan przekonał? Co obiecał?[/b]
Negocjator nigdy nic nie obiecuje. Jedyne, co może zrobić, to przekazać żądania do sztabu decyzyjnego. To oni podejmują decyzję, czy i na ile mogą je spełnić. W opisywanym przykładzie w rozmowie ze zbuntowanym osadzonym wspominałem o synu, z którym był blisko związany. Zadziałało. Wyciszył się, zrezygnował i poddał. Zapewniłem, że opuści celę jedynie w kajdankach, bez innych zabezpieczeń. Tak też się stało. Po takim zdarzeniu wzięto go pod specjalną ochronę. Dostał status niebezpiecznego, by na przyszłość nie kusić losu.
[b]Negocjacje z rozsierdzonym skazanym to niełatwa sprawa...[/b]
Dlatego trzeba być do tego bardzo dobrze przygotowanym. Każda taka konfliktowa sytuacja to emocje, ogromne emocje, i to po obu stronach. Negocjator ma je opanować. To bardzo trudne. Przecież to także człowiek ulegający emocjom. I jak każdy się boi, ma przecież do tego prawo. Jest obciążony odpowiedzialnością za życie i decyzje konkretnego człowieka. Od tego, jak poprowadzi rozmowę, zależy, co zbuntowany i niezadowolony więzień zrobi, jak się zachowa.
[b]To pewnego rodzaju manipulacja...[/b]
Negocjacje to sztuka rozmowy, uważne wysłuchanie drugiego człowieka. Nie powinny się kojarzyć z jakąkolwiek manipulacją. Chodzi o rozwiązanie problemu bez użycia siły. To tańszy i łatwiejszy sposób, choć nie tak efektowny jak rozwiązania siłowe. Negocjacje to praca całego zespołu.
[b]Opanowanie niezadowolenia należy chyba do wychowawcy.[/b]
Z reguły tak. Ale od kilku lat w więzieniach negocjatorzy wkraczają do akcji właśnie w takich sytuacjach. Niezadowolenie pojedynczych osób w takim miejscu jest podwójnie niebezpieczne. Szybko mogą przyłączyć się inni i sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Proszę sobie wyobrazić taki zakład karny i przebywających w nim 800 osadzonych. Nie można dopuścić do eskalacji niezadowolenia.
[b]Wspomniał pan o przygotowaniu. Przechodzicie specjalne szkolenia, egzaminy. Czego was uczą?[/b]
Teorii i pewnej filozofii nawiązywania kontaktu, jego utrzymania. Pokazują, jak opanować emocje, własne i sprawcy. To pierwszy krok do tego, by sprawca zaczął racjonalnie myśleć. Nauka nie kończy się na teorii. Musimy też zmierzyć się z praktyką. To symulowane, abstrakcyjne i trudne sytuacje, z którymi trzeba sobie poradzić.
[b]Dobry negocjator musi...[/b]
Być w pełni opanowany, cierpliwy. Nigdy nie przerywa wypowiedzi zbuntowanemu więźniowi i musi umieć mówić “proszę” i “przepraszam”.
[b]W trudnej sytuacji jest czas na grzecznościowe formuły?[/b]
Emocje mogą zdziałać cuda, ale niekoniecznie poprawić sytuację. A nam nie zależy na tym, żeby kogoś obrażać, poniżać czy przerywać jego wypowiedzi. Jeśli poniosą nas nerwy i wtrącimy się do wypowiedzi, trzeba umieć przeprosić. Mamy przecież łagodzić, a nie nakręcać emocje. Jeśli chcemy osiągnąć sukces, nie możemy występować z pozycji silniejszego, lecz równej, a czasem nawet wręcz z dołu. Na właściwym podejściu możemy tylko zyskać. Nigdy stracić.
[b]Dostaje pan niespodziewaną wiadomość o trudnej sytuacji w jednej z cel... Przygotowuje się pan do akcji? Jest na to czas?[/b]
Najważniejsze jest pierwsze rozpoznanie. Dokonuje go inspektor do spraw ochrony w więzieniu. Trzeba ocenić sytuację, powołać sztab decyzyjny, zabezpieczyć służbę medyczną. Nikt przecież nie wie, jaki będzie ostateczny skutek negocjacji. Trzeba więc zawsze być przygotowanym na najgorsze. Staram się zebrać jak najwięcej informacji o sprawcy. To istotne, czy jest żonaty, ma dzieci, rodziców, czym się zajmował, dlaczego trafił do zakładu karnego, na jak długo itp. Potem pozostaje już tylko rozmowa. Najtrudniejsza jest pierwsza godzina. Wówczas wzburzenie jest największe. Potem czas działa na naszą korzyść.
[b]Czyli im dłużej trwają negocjacje, tym większa szansa, że skończą się powodzeniem?[/b]
Tak, ale więźniowie nie zawszą pozwalają nam grać na czas. Trzeba umieć uciekać od tematów, które wzbudzają w nich agresję, a znaleźć te, które łagodzą emocje. Najczęściej jest to rodzina, najbliżsi.
[b]Z kim najtrudniej się negocjuje?[/b]
Na to nie ma reguły. Nie można powiedzieć, że z kobietami łatwiej, a z mężczyznami gorzej czy że skazani są trudniejszą grupą od aresztantów. To kwestia charakteru i oczekiwań.
[b]Bywają żądania absurdalne?[/b]
Powiedziałbym raczej, że najczęściej są nierealne do spełnienia. Lepiej jest, kiedy więzień ma konkretny cel, np. bierze zakładnika i stawia żądania. Wówczas pole do negocjacji jest zawężone do konkretnej sytuacji i miejsca. Trudniej się rozmawia, kiedy oświadcza, że chce np. skoczyć z mostu.
[b]Mechanizm negocjacji z jednym więźniem różni się od stosowanego, gdy buntuje się cała grupa?[/b]
Początek jest podobny, gdyż zawsze zaczyna się od rozpoznania. Jednak gdy bunt jest zbiorowy, zależy nam na odizolowaniu od siebie jak największej grupy ludzi, tak aby nie mieli ze sobą kontaktu. Brak rozmowy to brak przepływu informacji. A wtedy łatwiej załagodzić całą sytuację. W grupie zawsze jest jakiś przywódca, ktoś, kto decyduje. Jeśli odizoluje się go od pozostałych, to łatwiej zakończyć pokojowo konflikt. Sam mechanizm negocjacji jest podobny. Gdy wiemy, z kim podejmujemy rozmowę, postępujemy podobnie.
[b]Które negocjacje są trudniejsze?[/b]
Nie ma łatwych negocjacji. Zdecydowanie trudniej jednak prowadzić negocjacje z grupą ludzi bez szansy na ich rozdzielenie. Zazwyczaj cała sytuacja trwa znacznie dłużej i trudniej sprawców przekonać o bezcelowości ich działań. Nawet jeśli jeden odpuszcza, inni go nakręcają. Czasami, gdy negocjacje się przeciągają, prosimy o pomoc policyjnych negocjatorów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA