fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Odczytanie skrzynek jest proste

Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
- Zabezpieczenie terenu katastrofy lotniczej musi być bezwzględne – mówi prokurator
[b]Czy polscy śledczy będą w stanie zweryfikować pracę rosyjskich prokuratorów w sprawie katastrofy smoleńskiej? [/b]
[b]Jarosław Polanowski, prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie, uczestniczył w śledztwie w sprawie katastrofy w Lesie Kabackim w 1987 r., gdy zginęły 183 osoby:[/b] Polska była od początku w posiadaniu jednej z czarnych skrzynek, tzw. eksploatacyjnej – rejestrującej parametry lotu. Na jej podstawie jesteśmy w stanie zweryfikować jakość pracy biegłych rosyjskich, którzy odczytywali inne rejestratory, w tym foniczne. Jeżeli zapisy z rozmów pilotów przedstawione nam przez Rosjan czasowo zgadzają się z tym, co zarejestrował polski rejestrator, będzie to oznaczało, że przynajmniej co do zawartości zapisu zrobili odczyt profesjonalnie. Wszystkie rejestratory działają bowiem wedle jednego tzw. gradientu czasowego, wyznaczanego sygnałami czasu wysyłanymi przez centralny deszyfrator samolotu, łatwo więc dojść do tego, czy coś – fragment zapisu – próbuje się ukryć.
[b]Stenogramy rozmów pilotów nie są jednak kompletne. Czy uda nam się rozszyfrować całość tych zapisów? [/b]
Wydaje mi się, że postępowanie prowadzone w Polsce pod kątem odczytywania zapisów fonicznych osiągnie lepsze rezultaty niż w Rosji. Oczywiście, mówię hipotetycznie, bo tak naprawdę nie wiemy, do czego Rosjanie doszli. To, co otrzymaliśmy z Moskwy, to prawdopodobnie pierwsza lub jedna z pierwszych wersji raportu, warto o tym pamiętać. Ale Polska, obok USA i Niemiec, podobno dysponuje specjalistycznym programem komputerowym służącym do odczytywania czarnych skrzynek, przede wszystkim analizy zapisów fonicznych. Rosjanie, z tego co wiem, takich programów nie mają.
[b]Dlaczego odczytywanie czarnych skrzynek trwa tak długo? Podobnie było po katastrofie w Lesie Kabackim?[/b]
Odczytanie czarnej skrzynki rejestrującej głosy pilotów jest stosunkowe proste. Mimo że w 1987 r. technika była znacznie gorsza niż obecnie, większość zapisów z czarnych skrzynek odczytaliśmy w kilka godzin po katastrofie. Wtedy osobiście odsłuchałem nagrania rejestratora fonicznego MARS-SP. Co prawda słychać było wszystkie cztery ścieżki nagrania naraz. Polska nie miała wtedy specjalistycznych programów komputerowych. Jeżeli coś było niezrozumiałe, stosowaliśmy technikę eliminacji szumów. Dziś już podobno nikt z tej techniki, w tamtym wydaniu, nie korzysta. Inną kwestią jest interpretacja zapisów parametrów lotu – to czynność bardziej czasochłonna.
[b]Czy polscy prokuratorzy powinni być dopuszczeni do śledztwa u boku Rosjan?[/b]
Kiedy w Kabatach zginęli obywatele amerykańscy, to my prowadziliśmy śledztwo. FBI składało różne wnioski, by dopuścić ich do poszczególnych czynności. Decyzja, czy je uwzględnić, leżała jednak po naszej stronie.
[b]Z naszego punktu widzenia wspólne śledztwo jest jednak bardzo istotne.[/b]
Nie wiemy, w jakim zakresie nasi śledczy byli dopuszczeni do prowadzonych czynności i w jakim zakresie mogli patrzeć Rosjanom na ręce.
[b]Gdyby pan był na ich miejscu, na co by pan patrzył i jak zabezpieczał?[/b]
Opowiem, co robiłem w Kabatach. Jeszcze przed katastrofą oczekiwaliśmy w pobliżu lotniska, bo już wcześniej wiadomo było, że będzie niebezpieczne lądowanie. W takiej sytuacji zawsze na miejscu musiał być prokurator. Nie przypuszczaliśmy jednak, że dojdzie do tak wielkiej tragedii. Gdy samolot upadł, stoczyłem bój z Jerzym Dziewulskim, który był szefem ochrony antyterrorystów na Okęciu i usiłował nie dopuścić do zabrania przeze mnie taśmy kontroli ruchu z Palucha, czyli wieży kontroli lotów. Chciał ją zabezpieczyć dla potrzeb swojej służby, czyli MSW. Ja ją po prostu fizycznie zabrałem, gdyż w prokuratorskim śledztwie dowodami dysponować musi prokurator. Zabezpieczenie tych nagrań to rzecz kluczowa.
[b]A co wieża nagrywa?[/b]
Zgodnie z procedurą obowiązującą na całym świecie w wieży powinien być wielościeżkowy magnetofon lub inny foniczny rejestrator, który nagrywa wszystko, co wychodzi i przychodzi z eteru, czyli także rozmowy z innymi samolotami.
[b]To, co dzieje się w samej wieży, nie jest nagrywane?[/b]
Nie. Chodzi o podłączone urządzenia, np. mikrofony służące do kontaktu z samolotami.
[b]Co oprócz taśm należało zabezpieczyć tuż po katastrofie? [/b]
Aparaturę radiostacji zbliżeniowych, czyli tzw. bliższej – dalszej, by zweryfikować, czy pracowały w sposób bezawaryjny. Moje wątpliwości budzi prawidłowa praca tych radiolatarni. Wiemy, że system, który wysyłał sygnały określonej częstotliwości, teoretycznie działał, bo jest to w zapisach rozmów pilotów. Pytanie jednak, czy działał cały czas, a jeżeli tak, to czy akurat w momencie katastrofy działał prawidłowo.
[b]Skąd te wątpliwości?[/b]
W Smoleńsku można podchodzić do lądowania tylko z jednego kierunku. Pilot dokonuje oblotu lotniska, by ustalić relacje tych dwóch latarni, czyli zobaczyć, gdzie jest linia prosta, bo wiadomo, że na przedłużeniu tej linii prostej jest pas. Jest to w przypadku tego typu lotnisk co smoleńskie podstawowy sposób wyznaczania kierunku lądowania i określania właściwej ścieżki zejścia. Pytanie, dlaczego w ostatniej fazie samolot zszedł w lewo od pasa.
[b]Dlaczego?[/b]
Może być kilka hipotez. Pierwsza, że na pokładzie panował bałagan i piloci nie trzymali precyzyjnie kierunku. Wskazuje na to brak należytego podziału czynności pomiędzy pilotami, np. w kwestii utrzymywania komunikacji fonicznej z kontrolą lotu, treść ujawnionych rozmów nasuwa podejrzenie powtórzenia się casusu CASY – nie podzielono roli obserwatora przyrządów i obserwatora wizualnego podejścia do lądowania. Druga hipoteza – przez pewien czas nie działała prawidłowo radiolatarnia tzw. bliższa. Bo gdy nagle przestaje działać, samolot nadal utrzymuje kierunek, jednak już z pewnym błędem.
[b]Wróćmy do zabezpieczeń. Pierwsze godziny po katastrofie są najważniejsze. Co jeszcze należy zrobić?[/b]
Zabezpieczyłbym urządzenia naprowadzania bliższa – dalsza, a także światła podejścia pasa, zarówno stacjonarne, jak i te mobilne, światła progu pasa, umieszczone na samochodach. Informacje na ten temat były chaotyczne. Wykonałbym też próbę działania oświetlenia i zabezpieczył żarówki, które nie działają. Chodzi o zbadanie, czym była spowodowana ich ewentualna awaria.
[b]Co dalej? [/b]
Oczywiście zabezpieczenie miejsca upadku samolotu, bez ruszania czegokolwiek. Teren powinien być ogrodzony i sfotografowany metr po metrze. Przeszukania odbywa się według określonej metody, jak przy wykopaliskach. Rozciągamy liny w kwadracie metr na metr nad całym obszarem katastrofy, orientujemy to na planie według kierunków świata, lotu itd.
[b] To duży obszar.[/b]
W Lesie Kabackim zużyto wiele kilometrów lin. Dzięki temu ustalenia były bardziej precyzyjne. To standard postępowania w wypadkach lotniczych, bo na tej podstawie patrzymy, co gdzie było, gdzie się przemieściły poszczególne fragmenty samolotu, urządzenia, dzięki temu jest też możliwa identyfikacja zwłok, jeżeli znamy miejsce, gdzie dana osoba siedziała.
[b]Jak długo był zabezpieczony Las Kabacki? [/b]
Kilka miesięcy. Osoby postronne nie mogły w ogóle wejść na miejsce katastrofy. Zabezpieczenie terenu musi być bezwzględne.
[b]A jakich świadków należy przesłuchać?[/b]
Wszystkich kontrolerów przebywających na zmianie. Jest to rzecz kluczowa. Można powiedzieć, że taka osoba jest potencjalnym podejrzanym. Wszystkie osoby, które przebywały na lotnisku i w jego pobliżu. I pilotów samolotów, którzy ostatnio lądowali na tym lotnisku.
[i]rozmawiali Tomasz Pietryga i Marek Domagalski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA