fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

MŚ 2010 - RPA

Głód, wiara i harmonia

Fotorzepa
Piłkarze Holandii obiecują, że zwycięstwo nad Brazylią nie ukołysze ich do snu. Johan Cruyff ostrzega: nie lekceważcie rywala
Pomarańczowy piętrowy autobus jest zawsze tam, gdzie gra reprezentacja Holandii. W dniu meczu prowadzi „pomarańczowy pochód” na stadion. Oklejony znakami turniejów, na których już był, jeździ z miasta do miasta. Organizacja De Oranjecamping, do której należy, oficjalnie dziękuje władzom RPA za zrozumienie „rozgrzewki holenderskich kibiców”.
Wczoraj autobus dotarł do Kapsztadu. Fanów drużyny Berta van Marwijka, którzy przyjechali tu z Europy, a nie Burów wspierających ojczyznę przodków, ma być ponoć 20 tysięcy. Opanowali centrum miasta, na szczycie Góry Stołowej zawiesili wielką pomarańczową flagę. Stadion Green Point ma być miejscem ich powrotu na szczyt, powrotu, którego akurat tym razem sami się nie spodziewali.
Holendrzy w finale mistrzostw świata grali dotychczas dwukrotnie – w 1974 i 1978 roku, przegrali je z gospodarzami tamtych mundiali – Niemcami i Argentyną. Drużynę Rinusa Michelsa kochał cały świat. Wymyślony przez niego futbol totalny, gdzie żaden piłkarz nie był przypisany do pozycji, gwarantował wielkie widowiska.
[wyimek]Holandia w drodze do półfinału straciła tylko trzy gole – w tym dwa po rzutach karnych[/wyimek]
Futbol totalny przegrał jednak z rzeczywistością, a teraz ikona tamtej drużyny Johan Cruyff pisze list do obecnej reprezentacji w „De Telegraaf”: „Jesteście bardzo blisko, ale nie lekceważcie Urugwaju, bo może być wielka niespodzianka. Nie czujcie się jeszcze jak mistrzowie”.
Piłkarze van Marwijka powtarzają to samo. Wczoraj trenowali na stadionie Ajaksu Kapsztad – filialnego klubu drużyny z Amsterdamu. Ćwiczył także Robin van Persie, który w ostatnim meczu tak nieszczęśliwie upadł, że podejrzewano pęknięcie łokcia.
Piłkarz Arsenalu jest zdrowy, grać może także Rafael van der Vaart, który wcześniej narzekał na uraz łydki. Van Marwijk będzie musiał tylko wymyślić, kto ma zastąpić Nigela de Jonga i Gregory’ego van der Wiela, którzy muszą pauzować za żółte kartki. De Jong jest cichym bohaterem drużyny, dzięki niemu grający przed nim Wesley Sneijder może się czuć dużo swobodniej. De Jonga zastąpi najprawdopodobniej Demy de Zeeuw, ale holenderskie media boją się jego zderzenia z Diego Forlanem. Na prawej obronie za van der Wiela zagra zapewne Khalid Boulahrouz.
Holendrzy przyznają, że ten mecz wygrać muszą przede wszystkim w głowach. Są silniejsi, grają w lepszych klubach, taktykę rywali określają słowami: „walcz i przetrwaj”. Nie mówią o umiejętnościach Urugwajczyków, ale o tym, że skoro sami pokonali Brazylię, teraz nie mogą myśleć, że przejęli cechę tej drużyny – „przekonanie o nieśmiertelności”.
– Jesteśmy głodni wielkiego sukcesu, wierzymy, że jesteśmy w stanie go osiągnąć od samego początku turnieju – mówi Dirk Kuyt.
Van Marwijk dodaje: – Ludzie mogą myśleć, że jestem arogancki, ale jako sportowiec nie mogę stawiać przed sobą innych celów niż wygranie całych rozgrywek. Pokazaliśmy w meczu z Brazylią, że nie kłamiemy. Jeśli jest się czegoś pewnym i potrafi to udowodnić, można mówić głośno: chcemy zostać mistrzami świata, ale zostały nam do wygrania jeszcze dwa mecze.
Holandia w drodze do półfinału straciła tylko trzy gole – w tym dwa po rzutach karnych. Piłkarze van Marwijka wygrywali skromnie i zazwyczaj trochę nudząc kibiców – z Danią, Japonią, Kamerunem i Słowacją. Dopiero w ćwierćfinale, gdy podnieśli się z 0:1 do przerwy i potrafili pokonać Brazylię – zaimponowali i świat uwierzył w ich wielkie możliwości.
Van Marwijk stwierdził, że dla jego drużyny to bardzo dobrze, iż turniej odbywa się tak daleko od kraju, bo euforia traci trochę mocy. Tego trenera trudno opisać. Dla niektórych jest holenderską wersją Vicente del Bosque – spokojnego pana, który potrafi się pogodzić z tym, że będzie błyszczał mniej od gwiazd, którymi zarządza. Ale van Marwijk jest z piłkarzami dużo bliżej od del Bosque, sam przyznaje, że w którymś momencie musiał znaleźć granicę.
– Oni mogą do mnie zadzwonić w środku nocy, wiedzą, że moja prawda jest moją prawdą, ale nie jedyną prawdziwą. Trzeba umieć wywierać wpływ, a jednocześnie nie poddawać mu się. Musiałem pokazać piłkarzom, gdzie jest ta linia, aczkolwiek czuję się jednym z nich – tłumaczy.
Nie wszyscy jednak potrafią trzymać nogi mocno na ziemi. Van Marwijk błyskawicznie ugasił już jeden pożar, kiedy wydawało się, że konflikt van Persie – Sneijder rozsadzi drużynę od środka. Teraz Sneijder stwierdził, że musi zostać mistrzem świata, bo jest w życiowej formie i nigdy nie czuł się tak mocny.
– Dwa lata temu na mistrzostwach Europy po pokonaniu Włoch i Francji drużyna czuła swą moc, ale niespodziewanie zatrzymała się na najbliższym rywalu. U mnie niespodzianek nie będzie – tłumaczy trener.
Na wczorajszy trening próbowali wejść holenderscy kibice. Przynieśli flagę: „Boże, jak wy brzydko gracie!”. Wierzą jednak w to, że zmiana przyzwyczajeń i sprzeczna z naturą dbałość o obronę mogą dać pierwszy w historii tytuł mistrza świata.
Marzy im się finał z Hiszpanią, zwycięstwo z Urugwajem ma przyjść samo, bo to taki rywal, przy którym trzeba tylko być cierpliwym, a on na pewno popełni jakiś błąd.
Zobaczymy, czy wesoły holenderski autobus pojedzie dalej.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA