fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Stracimy ważne sanktuarium

Fotorzepa
Lech Kaczyński nie powinien być pochowany na Wawelu, bo nie był prezydentem wszystkich Polaków. W ostatnim czasie nie cieszył się dużą popularnością – twierdzi pisarz i psycholog
Decyzja o pochowaniu Lecha Kaczyńskiego i jego żony na Wawelu może mieć negatywne konsekwencje dla polskiego społeczeństwa. Największe obawy budzi zmiana postrzegania chronionego dotychczas w sposób szczególny panteonu narodowego, jakim jest krypta na Wawelu. Należy się zastanowić nad rangą pochowanych tam ludzi.
Pozostając z szacunkiem dla prezydenta Kaczyńskiego, osoby tam spoczywające zasłużyły się Polsce w sposób dalece bardziej istotny. Chociażby Józef Piłsudski jest osobą zupełnie innego formatu. Był to człowiek, który doprowadził do niepodległości Polski i poniósł w tej sprawie niekwestionowane zasługi. Naród nie był w tej kwestii w sposób istotny podzielony. W przypadku Lecha Kaczyńskiego istnieje niebezpieczeństwo, że społeczeństwo podobnie jak za życia prezydenta zostanie niepotrzebnie rozbite na dwa zwalczające się obozy. Gdybym był doradcą ludzi, którzy podejmują takie decyzje, to ostrzegałbym ich przed konsekwencjami tego typu kroku. Prezydent Kaczyński w ostatnim czasie nie cieszył się dużą popularnością. Kiedy prześledzimy sondaże to okaże się, że miał w nich ostatnio ponad 50 proc. negatywnych ocen. Wynika z tego, że nie był prezydentem wszystkich Polaków.
Jest więc ryzykowne politycznie i wizerunkowo umieszczanie na Wawelu osoby, która za życia dzieliła społeczeństwo i budziła w nim tak silne kontrowersje i której brat jest nadal szefem największej opozycyjnej partii. Panteon narodowy powinien się charakteryzować tym, że tworzą go ludzie, którzy nie budzą żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o wagę ich zasług i w związku z tym nie powodują dramatycznego podziału w społeczeństwie. Taka jest definicja i racja istnienia każdego panteonu. Jeśli raz naruszy się tę zasadę, to nigdy już do niej nie powrócimy. Kryteria, które działały do tej pory, zostaną rozmyte i przy każdym kolejnym pogrzebie mniej lub bardziej zasłużonych ludzi w Polsce będziemy uczestnikami żenujących kłótni i kolejnych podziałów w społeczeństwie. Grozi nam to, że jeden z ostatnich symboli, który cieszy się powszechnym szacunkiem, straci swój dotychczasowy wymiar, że stracimy ważne dla polskiej historii i tożsamości uniwersalne sanktuarium narodowej zgody. Poza tym już dziś publiczna i uliczna dyskusja na temat pochowania tam zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego staje się z pewnością dla jego rodziny zawstydzająca i trudna. Decydenci powinni to przewidzieć i rozpoznać sytuację wcześniej. Może się okazać, że pogrzeb nie odbędzie się w należycie godnej atmosferze. Nie wiem, jakie obowiązują zasady przy podejmowaniu tego typu decyzji, ale można pomyśleć o kilku innych miejscach, które nie budziłyby tak wielu kontrowersji, a też oddawałyby należny szacunek prezydentowi i jego małżonce. Choć oczywiście zgłaszany przez niektórych pomysł przeprowadzenia w tej sprawie referendum nie jest dobry. Ostateczną decyzję powinni podejmować najważniejsi ludzie w państwie, którzy z natury rzeczy są powołani do tego, żeby być strażnikami historii oraz obyczajów i norm obowiązujących w kraju. W tej sytuacji trudno oprzeć się wrażeniu, że sposób, w jaki potraktowana została ta straszna tragedia, służy w dużej mierze temu, żeby przykryć niewygodne dla nas wszystkich poczucie wstydu i narodowej kompromitacji, które się z tym wiąże. To, co się wydarzyło, jest wielką okazją do refleksji, a być może i restrukturyzacji dla kilku służb i instytucji państwowych, prześledzenia kultury ich działania i procedur. Tragedia w Smoleńsku jest też niewątpliwie konsekwencją atmosfery panującej wokół prezydenta oraz atmosfery politycznej w całym kraju. Współzawodnictwa w przykrywaniu jednego wydarzenia drugim, pośpiechu, tromtadracji i chojractwa. Tym wszystkim powinniśmy się jako naród i jego klasa polityczna szczerze zawstydzić. Jak można było dopuścić do tego, żeby tylu ważnych dla państwa ludzi zginęło w tak bezsensowny sposób? Nie traktujmy tej tragedii jako przejawu bohaterstwa, które wpisuje się w martyrologię naszego narodu. Byłoby to bowiem nadużycie dewaluujące bohaterstwo bohaterów naszej przeszłości. [i]—not. maty[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA