fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Szantażysta chce oddać Piesiewiczowi pieniądze

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Żałuję tego co zrobiłem. Chcę oddać senatorowi pieniądze – mówi „Rz” i Polsat News Jan W., który brał udział w nagraniu i odsprzedaży filmu kompromitującego Krzysztofa Piesiewicza
Warszawski biznesmen, 40-letni Jan W., był jedną z trzech osób, które na przełomie sierpnia i września 2008 r. zaplanowały nagranie intymnego spotkania senatora Krzysztofa Piesiewicza (PO), a potem odsprzedania mu za duże pieniądze kompromitujących taśm.
W sumie w 2008 r. polityk zapłacił za spokój ponad 550 tys. zł. Jan W. otrzymał z tego 120 tys. zł. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" i "Polsat News" W. twierdzi, że potrzebował pieniędzy, aby spłacić wynoszący prawie 100 tys. zł debet bankowy.
- Co mam wam powiedzieć, że żałuję tego co zrobiłem?! - pyta. – Tak, żałuję, i to bardzo, że zostałem wciągnięty w to całe bagno. Chcę jednak zwrócić pieniądze senatorowi, całe 120 tysięcy złotych, które od niego wziąłem za te płyty. Pan Piesiewicz to naprawdę wspaniały człowiek, może z nutą jakiś dewiacji, ale znałem dużo gorszych dewiantów - podkreśla. Skąd Jan W. zamierza wziąć pieniądze? - Moja mama obiecała, że wystąpi do banku o kredyt - przekonuje. - Ja nie mam się co ubiegać, nikt mi go nie da przecież. Jestem bankrutem. Wrócę jednak do pracy, będę ciężko pracował, aby wszystko naprawić. Wiem, że to ja zniszczyłem życie senatorowi. Zrobiłem mu straszliwe świństwo, ten człowiek się ciągle telepał – przypomina sobie W. Informacje potwierdza prokurator Józef Gacek z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, który prowadził śledztwa dotyczące senatora (miały kilka wątków, m.in. szantażu, posiadania i nakłaniania do zażywana narkotyków przez Piesiewicza). - Przekazałem pełnomocnikom Krzysztofa Piesiewicza, że Jan W. chce zwrócić politykowi 120 tys. zł, które zarobił na sprzedaży mu nagrań – mówi. Zaznacza, że nie otrzymał jeszcze żadnej odpowiedzi. Za kilka dni do sądu trafi akt oskarżenia przeciwko trójce szantażystów, z którymi współpracował Jan W. Prokuratura uważa, że domagali się od Krzysztofa Piesiewicza 200 tys. zł. w zamian za nieupublicznienie nagrań z udziałem senatora. W tym tygodniu prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące wątku narkotyków, jakie podczas spotkania miał zażywać Piesiewicz. Decyzja była efektem głosowania Senatu, który nie zgodził się na uchylenie politykowi immunitetu. Sam senator, mimo licznych prób kontaktu, nie zgodził się na rozmowę z "Rz" i "Polsat News". [i]Więcej o szokujących kulisach szantażu w niedzielnym reportażu "Polsat News" i poniedziałkowej "Rzeczpospolitej"[/i]
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA