fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Możemy kupić akcje firm energetycznych

Rządowa strategia dla sektora energetycznego może kosztować w ciągu najbliższych dziesięciu lat 70 mld euro, twierdzi Marta Gajęcka
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
- Rządowa strategia dla sektora może kosztować w ciągu najbliższych dziesięciu lat 70 mld euro. Te pieniądze w dużej części będą pochodzić z EBI - mówi Marta Gajęcka, wiceprezes Europejskiego Banku Inwestycyjnego
[b]"Rzeczpospolita":[/b] Europejski Bank Inwestycyjny stał się ostatnio pożyczkodawcą „ostatniej szansy”. Zdecydowaliście się uratować finansowanie budowy autostrady A1, choć koncesjonariuszowi nie udało się pozyskać gwarancji Skarbu Państwa. Ratujecie także, przy współpracy ze szwedzkim rządzie fabrykę Saaba.
[b]Marta Gajęcka:[/b] Rzeczywiście w Polsce, ale nie tylko EBI uratował wiele projektów. Są takie przedsięwzięcia, które z uwagi na ich skalę nie mogłyby zostać sfinansowane, gdyby nie my. Chodzi o miliardy euro. Bez udziału EBI nie udałoby się domknąć w Polsce budowy żadnej autostrady. I nie jest to wyjątek w regionie.
W przypadku trasy A2 (Nowy Tomyśl – Świecko) zabiegałam o zwiększenie poziomu finansowania powyżej 50 proc., ponieważ to był najtrudniejszy moment na rynkach finansowych do domknięcia finansowania. Bez zwiększenia naszego udziału istniało poważne ryzyko, że może nie udać się tej autostrady wybudować. Także finalizacja inwestycji autostrady A1 (Katowice – Łódź) przypadła na trudny moment.
Deklarowaliśmy udzielenie kredytu koncesjonariuszowi (hiszpańska Cintra – red.) i mamy nadzieję, że będziemy finansować projekt niezależnie od jego losów i formuły, w której będzie realizowany (w styczniu budowę tego odcinka przejęło państwo – red). W przypadku inwestycji infrastrukturalnych potrzebne są tanie pieniądze, aby projekty były opłacalne.
Saab to też trudna transakcja. Potrzebne były poręczenia szwedzkiego rządu, choć kupujący (Spyker – red.) to spółka holenderska. Wygląda na to, że EBI jest gwarancją ustabilizowania sytuacji i dalszego rozwoju firmy.
Kryzys finansowy spowodował, że banki nie były w stanie udzielać dużych kredytów. Ale wzrosła też świadomość, że EBI istnieje i można do niego się zwrócić po pieniądze.
[b]Przy budowie autostrad w Polsce stosowane są gwarancje Skarbu Państwa. Jaką możemy mieć pewność, że projekty te będą rentowne i nie będzie ryzyka wykorzystania rządowych poręczeń za kilka lat?[/b]
Biorąc pod uwagę, że Polska jest pustynią infrastrukturalną, nie widzę takiego ryzyka. Autostrady muszą generować zyski, które pozwolą na spłatę kredytów. Takie są nasze doświadczenia z innych krajów.
[b]Dotąd pożyczaliście prywatnym konsorcjom. W przypadku A1 pożyczkobiorcą będzie rządowa agencja. Czy w tym przypadku mechanizm rynkowy również okaże się skuteczny?[/b]
Sądzę, że tak. Istotnie, w ciągu pierwszych pięciu lat po otwarciu autostrady najtrudniej jest oszacować ruch na drodze i wpływy z tego tytułu. Mając tego świadomość stworzyliśmy specjalny instrument gwarancyjny obejmujący ten okres będący de facto rezerwową linią kredytową. Dlatego nie widzę zagrożenia w dłuższej perspektywie czasowej. W Polsce trzeba budować drogi, nie ma alternatywy dla kierowców. Poza tym niestety w Europie mamy najwyższą śmiertelność na drogach.
[b]Skoro jesteście pożyczkodawcą ostatniej szansy, dlaczego nie zaangażowaliście się w pomoc Grecji?[/b]
EBI powiedział „nie” jeżeli chodzi o łatanie dziury budżetowej Grecji. Jesteśmy bankiem inwestycyjnym i finansujemy projekty inwestycyjne.
[b]Taniejące greckie obligacje nie są dobrą inwestycją?[/b]
Finansujemy projekty inwestycyjne. Jeżeli takie pojawią się w Grecji i będą spełniać nasze kryteria, na pewno je sfinansujemy.
[b]Jak oceniacie teraz ryzyko kredytowe związane z Grecją?[/b]
W przypadku tego kryzysu ponownie okazało się, że długoterminowe kredyty EBI mają przewagę nad obligacjami. Mówimy o perspektywie 20 – 25 lat. Zakładam, że Grecja upora się ze swoimi problemami w krótszym czasie. Skoro chodzi o długookresowe zobowiązania, to nie stawiamy pożyczkobiorców pod ścianą. Spłata jest rozłożona na długi okres czasu. Nie sądzę, by obecne problemy zaciążyły na spłacie kredytów.
Pamiętajmy, że w razie czego jesteśmy elastycznym bankiem. Naszą główną misją jest doprowadzenie do zrealizowania projektu inwestycyjnego. Oczywiście, możemy się zastanawiać, czy w obecnej sytuacji gwarancje greckiego rządu będą przez nas akceptowane. Ale proszę nie zapominać, że sektor publiczny to tylko część naszej działalności. Duży udział to podmioty sektora prywatnego, które czasem z uwagi na dobry rating w ogóle nie potrzebują gwarancji albo szukają gwarancji w bankach komercyjnych.
[b]Rok temu dyskutowano o połączeniu EBI z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju. Temat wraca, z uwagi na to, że UE nie ma instrumentów do walki z kryzysem w obrębie unii walutowej...[/b]
Rzeczywiście, krążyły plotki o połączeniu, ale to były tylko plotki. Nie była to pochodna jakiejkolwiek dyskusji w EBI. Zarząd ma statutowo zagwarantowaną niezależność. Nie podlegamy naciskom politycznym. W przeciwnym razie EBI nie osiągnął by poziomu 80 mld euro kredytów rocznie i nie wyszedłby obronną ręką z kryzysu. W tej chwili w EBI dokonujemy przeglądu mandatów zewnętrznych (działalność poza UE – red.). Jesteśmy w przededniu poważnej debaty, jak ta działalność powinna wyglądać w przyszłości.
EBI i EBOR mają różne misje. Rolą EBOR-u jest pomoc w transformacji i przechodzeniu do gospodarki rynkowej. Państwa UE mają tą transformację za sobą. Dlatego też EBOR również będzie musiał pod tym kątem przeanalizować swoją obecność w takich krajach jak Polska, która z biorcy pomocy powinna stać się jej dawcą.Poza tym nie zapominajmy, że EBI ma prawie dwudziestokrotnie większy wolumen kredytowy niż EBOR i prawie dwukrotnie większy niż Bank Światowy.
[b]Czyli możliwy jest podział, że EBI zajmie się UE, a EBOiR krajami aspirującymi do członkostwa?[/b]
Proszę pamiętać, że EBI też jest obecny w krajach spoza UE, a jego rolą tam jest finansowanie projektów zgodnych z priorytetami unijnymi. I nie sądzę żeby to się zmieniło.
[b]A jak ratyfikacja traktatu lizbońskiego wpłynęła na działalność EBI?[/b]
Do tej pory nie mogliśmy angażować się kapitałowo w przedsięwzięcia. W tej chwili EBI po zmianie statutu i ratyfikowaniu traktatu lizbońskiego (1 grudnia) ma rozszerzone pole działalności o obejmowanie udziałów w spółkach i pomoc techniczną.
[b]W jakie spółki bylibyście skłonni zaangażować się kapitałowo w Polsce?[/b]
To zupełnie nowa sprawa. W tej chwili są tworzone przepisy wewnętrzne, umożliwiające wykorzystanie tego instrumentu. Myślę, że sektorem, który mógłby z tego skorzystać, jest sektor energetyczny. Rządowa strategia dla sektora może kosztować w ciągu najbliższych dziesięciu lat 70 mld euro. Te pieniądze w dużej części będą pochodzić z EBI, bo ani budżet, ani sektor bankowy sam nie udźwignie tego ciężaru.
[b]Czy ten rok wchodzi w rachubę?[/b]
Oczywiście, że tak. Fundusz Marguerite, który stworzyliśmy przy udziale czterech banków, w tym PKO BP, powołany został jeszcze przed ratyfikacją traktatu, przewiduje obejmowanie udziałów w przedsięwzięciach dotyczących infrastruktury transportowej i energetycznej. Powstał bardzo szybko, w ciągu paru miesięcy. Tak więc do pierwszych tego typu transakcji może dojść w niedługim czasie.
[b]Co jeszcze przewiduje zmieniony statut?[/b]
Zmianie uległ sposobu głosowania. Zniesiono jednomyślność przy projektach wykraczających poza obszar UE. Zamieniono ją na większość, co ma szczególne znaczenie przy takiej inwestycji jak Gazociąg Północny.
[b]Tyle tylko że konsorcjum Nord Stream stwierdziło, że nie potrzebuje waszych pieniędzy po tym, jak zapowiedziała pani, że EBI może nie udzielić kredytu na realizację tego projektu...[/b]
Jeżeli czytamy, że w konsorcjum finansowym jest 27 banków, gotowych pożyczyć Nord Stream ok. 3 mld euro, a wiemy, że cały projekt kosztuje ponad 7 mld euro – to z prostego rachunku wynika, że brakuje pieniędzy... Moje stanowisko w sprawie tego projektu jest jasne. Nie jest on zgodny z celami polityki unijnej (dywersyfikacja i bezpieczeństwo dostaw – red.). Proszę pamiętać też, że Gazociąg Północny został włączony na listę transeuropejskich sieci energetycznych przed rozszerzeniem Unii Europejskiej. To istotny szczegół.
[b]Czy jednak Niemcy nie będą mieli decydującego głosu, gdy Nord Stream poprosi o wsparcie?[/b]
Zatwierdzenie przeze mnie wniosku jest fundamentalne - to jest moment, w którym rusza cała procedura. Podział kompetencyjny wewnątrz EBI jest bardzo precyzyjny. Oprócz krajów Europy Środkowej jestem odpowiedzialna także za transeuropejskie sieci energetyczne.
[b]I nie ma nacisków ze strony Niemiec?[/b]
Bardzo dobrze współpracuje mi się z wiceprezesem EBI z Niemiec. I on rozumie moje stanowisko. W całej Europie mamy projekty łatwiejsze i trudniejsze, bardziej i mniej kontrowersyjne. Siłą rzeczy musimy osiągać kompromisy. Ale moje stanowisko w tej sprawie nie wynika z tego, że jestem Polką, tylko z argumentów merytorycznych. Na gruncie podobnych założeń nie można wspierać zarówno budowy Gazociągu Północnego jak i Południowego. Dlatego wspieram projekt Nabucco, podobnie jak projekt budowy terminalu LNG – czyli te, które pozwolą zdywersyfikować dostawy energii.
[b]Jak bank radzi sobie z finansowaniem działalności? Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy planują zwiększenie wkładu własnego członków. Czy EBI wystarczą same emisje obligacji na rynku?[/b]
Bank został niedawno dokapitalizowany z rezerw, co nie pociągało za sobą konieczności dopłat ze strony akcjonariuszy. To umożliwiło nam zwiększenie akcji kredytowej. Wciąż emitujemy obligacje. Popyt na papiery jest duży, jesteśmy postrzegani jako solidna instytucja. Wysoki rating pozwala pozyskać nam pieniądze na bardzo dobrych warunkach, po niższym koszcie, niż emisja pojedynczego kraju. Polsce opłaca się pożyczać pieniądze z EBI, bo one będą zawsze tańsze, niż własna emisja obligacji.
[b]Czy duże zaangażowanie EBI w Polsce – w 2009 r. bank zatwierdził 7 mld euro dla naszego kraju – nie spotyka się z oporem pozostałych członków?[/b]
Na pewno widać, że wolumen kredytowy dla Polski – ok. 10 proc. wartości nowych projektów EBI – jest wyższy, niż udziały naszego kraju w banku (ok. 2 proc.). To jest sytuacja wyjątkowa. Należy się cieszyć i z tego korzystać. Wszyscy mają świadomość, że Polska ma duże potrzeby inwestycyjne, i że bez tych pieniędzy nie ma możliwości dokonać skoku modernizacyjnego.
[b]Czy ubiegłoroczny rezultat uda się powtórzyć w tym roku?[/b]
Mam nadzieję, że tak. Należy także mieć świadomość, że jesteśmy w przededniu debaty na temat nowej unijnej perspektywy finansowej 2014 – 2020. Płatnicy netto do budżetu UE mają problemy z kryteriami z Maastricht. Trudno spodziewać się, że borykając się z deficytami i wysokim poziomem zadłużenia wiecznie będą dopłacali do inwestycji w innych krajach. Dlatego też znaczenie naszego banku będzie rosło.
Rozmawiał Konrad Krasuski
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA