Orzecznictwo

Niemcy odzyskali kamienicę

Sąd apelacyjny uznał, że zrzeczenie się przez spadkobierców budynku przy ulicy Polanki jest nieważne
Fotorzepa, Piotr Wittman Piotr Wittman
Urzędnicy zaniedbali sprawę. Miasto nie ma aktu notarialnego
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który zapadł w środę, kończy prawny spór o własność kamienicy przy ulicy Polanki.
A zaczął się on w 1946 roku, gdy gdański Sąd Grodzki zwrócił kamienicę Augustowi Lindhoffowi (stracił budynek rok wcześniej). Lindhoff umarł w Gdańsku w 1963 r. Budynek odziedziczyli jego spadkobiercy mieszkający w Niemczech. W 1977 r. okazało się, że administrujący kamienicą szwagier Lindhoffa nie jest w stanie jej utrzymać. Ówczesne władze miasta przejęły budynek w zarząd państwowy. Mimo że w 1967 i 1998 roku spadkobiercy zrzekli się majątku, w 2006 roku krewni Lindhoffa rozpoczęli walkę o odzyskanie budynku.
Sąd w 2007 roku wydał korzystny dla nich wyrok. A w środę utrzymał go w mocy także Sąd Apelacyjny. Dlaczego? Zawinili urzędnicy pracujący w latach 70. Przejęli budynek, ale jako potwierdzenie dostali dokument, który nie był aktem notarialnym. Sąd uznał więc, że jest nieważny. – Nie doszło do zrzeczenia się przez powodów własności nieruchomości, jako że ustawodawca uzależnił ważność takiego oświadczenia od zachowania rygoru aktu notarialnego – argumentowała sędzia Ewa Giezek. Mecenas Roman Nowosielski, reprezentujący gminę Gdańsk, sprawy nie uważa za przegraną, bowiem spadkobiercy przed przejęciem kamienicy muszą zwrócić gminie nakłady poniesione na utrzymanie budynku. Jednak choć miasto wyliczało je na około milion złotych, sąd przyznał niewiele ponad 80 tys. zł (łącznie z odsetkami). Gmina nie potrafiła bowiem udokumentować wszystkich wydatków. Sąd podkreślał, że biegli wskazywali na wyższe wydatki miasta, ale wyliczenia oparli na szacunkach, a nie dokumentach. Mecenas Nowosielski wyjaśniał, że już w trakcie postępowania przed sądem apelacyjnym miejskie służby przygotowały zestawienie wydatków poniesionych na utrzymanie nieruchomości. Jak mówił, zestawienie to może się stać podstawą do sporządzenia rachunku i złożenia kasacji. – Majątkowy interes gminy został ochroniony – mówi „Rz” Nowosielski. I zastrzega: – Sąd orzekł, że miasto ma prawo domagać się tego, co włożyło w cudzą nieruchomość. Dalej będziemy prowadzić ten spór w tym kierunku, by gmina odzyskała faktycznie poniesione koszty. Wyrok z płaczem przyjmowali lokatorzy gdańskiej kamienicy. –Państwo niemieckie dba o swoich, państwo polskie zostawia nas samych sobie – rozpaczała Ewa Cierpikowska. – Zostawiamy dorobek całego życia. Co mamy teraz począć, iść pod most? Rzecznik gdańskiego magistratu Antoni Pawlak zapewnia, że do takiej sytuacji nie dojdzie: – Z chwilą otrzymania wypowiedzeń wszyscy otrzymają mieszkania w pierwszej kolejności. Wyrok oburzył Dorotę Arciszewską-Mielewczyk, senator PiS i szefową Powiernictwa Polskiego. – My wszyscy wypłacamy odszkodowania Niemcom – stwierdziła. – Być może jeśli sam pan premier wypłacałby odszkodowania, wtedy coś by się zmieniło w naszym prawie. masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=p.kubiak@rp.pl]p.kubiak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL