Plus Minus

Krasnoludki wygrywają w mroku

Rzeczpospolita
W najbliższych latach sferę sztuk wizualnych ogarnie ciemność. Zielone światła w ogóle zgasną, jechać można będzie tylko na czerwonych, ryzykując katastrofę.
Ta ponura wizja dotyczy eksperymentów i nowatorskich realizacji, na które coraz trudniej będzie znaleźć sponsorów. Tradycja i tandeta zawsze jakoś się przetelepią.
Z centrum miast zniknie wiele galerii prywatnych, bo koszty utrzymania przerosną ich dochód. Zamknięte zostaną śródmiejskie salony na państwowym garnuszku – bo wnętrza można praktyczniej wykorzystać. W kilku co ważniejszych muzeach i centrach sztuki zmienią się szefowie (emerytury, koniec kadencji) i będzie to roszada po linii ministerialnej: radykalnych zastąpią bardziej ugodowi, przychylni sztuce środka, czyli nijakiej. Dziedzina zwana krytyką sztuki zostanie wyeliminowana z czołowych mediów i będzie funkcjonować głównie w niszowych wydawnictwach. Rynek sztuki oklapnie, choć rzecz jasna nie spadnie do zera. Ogólnie zainteresowanie twórczością wizualną w RP ograniczy się do młodzieży (ma czas, zapał i wierzy w ideały) oraz grup związanych z tą dyscypliną zawodowo.
A teraz prognozy optymistyczne. Najbardziej utalentowani artyści wyjadą z kraju na stałe lub ograniczą u nas aktywność, koncentrując się na zagranicznych ofertach. To dobra wiadomość, bo dzięki temu czasem będziemy mogli zobaczyć owoce ich kreatywności. Przykładem Polska! Year, manifestacja naszej kultury na Wyspach Brytyjskich. Organizatorzy przedstawili program o wiele bardziej zróżnicowany i wyższej jakości niż to, co serwują ostatnio nasze galerie. Rozkwitnie rodzimy design – również poza granicami, jako że w Polsce nie ma kontrahentów na nietradycyjne produkty. Wróżę wielką przyszłość naszym projektantom lamp (Puff-Buff, Tomek Rygalik) oraz wzornictwa z folklorystycznymi motywami (wycinanki!). Co do zagranicznej promocji naszej kultury – cała para pójdzie w gwizdek Roku Chopinowskiego i Expo 2010 w Szanghaju. Już wiadomo, że wystawa światowa w Chinach będzie naj… w historii i gospodarze spodziewają się 70 mln zwiedzających. Nasz pawilon pokryje blacha ukształtowana w stylizowane ludowe wzory (niezawodne wycinanki). Już jest lansowany jako jeden z najefektowniejszych. A gdy do tego dojdzie promocja muzyki Chopina – o którym nie wszyscy wiedzą, że był Polakiem – będziemy na Expo 2010 triumfować. Na rodzimym poletku czekają nas dwa międzynarodowe wydarzenia: 2. Biennale Sztuki w Poznaniu i 22. Biennale Plakatu w Wilanowie. Dwie cykliczne imprezy – z najkrótszym w Polsce stażem i najdłuższym. Ciekawe, o której będzie głośniej. Typuję tę pierwszą. Spośród naszych twórców uratują się ci, którzy wejdą w alianse z innymi dyscyplinami – teatrem, kinem, sztukami multimedialnymi. Nie jest to niemożliwe – w dzisiejszych czasach kreatywność ważniejsza jest niż warsztat. Dowodem Paweł Borowski, plastyk i rysownik, który tak spektakularnie zadebiutował w kinie. Albo Anna Baumgart realizująca scenografie dla teatrów. Mam też przeczucie, że nastąpi dobry czas dla filmu animowanego. Nie tego wtórnego, naśladującego amerykańskie, sztampowe produkcje (Bagiński), lecz swojskiego, opartego na absurdalnym humorze, brutalnego w formie, wywodzącego się od najlepszych polskich mistrzów (Wojtek Bąkowski, Janek Koza). Wszystko także wskazuje, że nasz komiks nabiera wiatru w żagle. Rysowników mamy świetnych, lecz szwankują scenariusze. I życzenie pod adresem Macieja Sieńczyka, wybitnego talentu ilustratorsko-komiksiarskiego: niech zwolni tempo. W przeciwnym razie szybko się opatrzy, bo ma zbyt wyrazisty styl. Zaleta, która może się stać wadą. A co na niwie sztuk czystych? Najlepiej będą mieć kurduple. Wybrali najwłaściwszą strategię na czas zapaści – a sztuka polska dopiero w 2010 roku naprawdę poczuje, co to kryzys. Dlaczego nie dotyczy Krasnoludków? Ponieważ celem istnienia poznańskiej grupy nie jest sztuka, lecz autopropaganda. Nie ma tego złego, co by na dobre im nie wyszło. Wyliczmy po kolei: The Krasnals działają anonimowo, udają podziemie oficjalnej sztuki. A u nas drugi obieg zawsze cieszył się estymą i miał wpływ. Taki kraj, taka tradycja. Poza tym poznańskie trolle w każdej chwili mogą się rozmnożyć, rozwinąć lub zwinąć. Nie muszą nawet malować niczego nowego – wystarczy, że przerobią już istniejące knoty. Tak aby-aby, kopiując ze zdjęć. Akryl dobrze kryje, większych strat w materiale nie ma. Elektronika znakomicie tuszuje mankamenty kompozycji. Jaki naprawdę jest kolor, proporcje, faktura, materia? Nieważne, grunt, że na ekranie widać, o co chodzi. Krasnoludy funkcjonują jak fabryka (też tradycja sięgająca kultu Warhola). Pchają w sieć coraz to nowy obrazek na dowolnie wybrany, byle gorący, temat. Opatrują pracę bełkotliwym komentarzem pisanym niezgułowatą polszczyzną – i gotowe. Teraz wyjaśniam, na czym polega geniusz Krasnoludków: są niezależni od układów, galerii, krytyków, publiczności. Na nich nikt nie żeruje (trudno posilić się na atrapie strawy, w tym przypadku strawy duchowej) – za to oni czerpią garściami ze wszystkich. Nie da się ich powstrzymać. Po naszym kraju hula wiatr samowolki. Korzystają z niego pseudopolitycy, niby-biznesmeni, quasi-artyści. W mediach grasują znający-się-na-wszystkim-kolesie, uprawiający surfing po cudzych myślach, wypowiedziach, konstatacjach. Zrzynają z istniejących już tekstów, cytują bez cudzysłowów. To obecnie najpopularniejsza technika dziennikarska. Złodziejstwo, na które nie zezwala prawo autorskie – ale kogo w kryzysie stać na dociekanie racji?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL