Wiadomości

Polityką PO rządzi „dojutrkowość"

Apel Pawła Zalewskiego o budowę wspólnego zespołu ds. dyplomacji jest skierowany głównie do rządu – uważa Paweł Kowal
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Traktat lizboński, jeśli ma przynieść Polsce korzyści, jest dla twardych graczy, a nie piarowców – mówi Paweł Kowal, europoseł PiS
[b]Rz: Jest już pan spakowany do wyjazdu na Ukrainę?[/b]]
[b]Paweł Kowal, eurodeputowany PiS, wiceminister spraw zagranicznych w rządzie PiS:[/b] Jasne. Spędzę tam pewnie sporo czasu w najbliższych tygodniach jako szef misji obserwacyjnej Parlamentu Europejskiego. [b]Niektóre media donoszą, że miałby pan zostać tam ambasadorem.[/b]
Codziennie krytykuję rząd za to, jak prowadzi politykę wschodnią, i jeśli mimo to część moich argumentów dotarła i ktoś pomyślał, że mógłbym w ten sposób przysłużyć się Polsce, to jest mi miło. Ale informacji jakobym miał dostać od PO propozycję objęcia placówki dyplomatycznej na Ukrainie, nie mogę potwierdzić. Nie zamierzam i nie zamierzałem zamieniać polityki na dyplomację, a tym bardziej zmieniać partii politycznej na inną. [b]Od paru dni w Teheranie (gdzie doszło do krwawych starć prorządowych sił z demonstrantami domagającymi się reform) wrze, reaguje dyplomacja państw europejskich. Polska milczy.[/b] Wypowiadanie się w sprawach szerszych niż tylko własny region w UE jest wyrazem ambicji w polityce zewnętrznej. Polska powinna w tych sprawach zabierać głos i zasada "ciszej jedziesz, dalej zajedziesz" daleko naszego kraju nie zaprowadzi. Zabieranie głosu i angażowanie się odpowiadałoby naszemu zaangażowaniu militarnemu w wielu miejscach na Bliskim Wschodzie i pozycji naszego państwa w UE i NATO. Mamy do tego tytuł, mamy świetnych ekspertów, dyplomatów. To politycy zawodzą. [b]Paweł Zalewski w wywiadzie dla "Rz" powiedział, że Polska nie ma strategii polityki zagranicznej dłuższej niż na najbliższe dwa lata.[/b] To alarmujące, że polityk związany z PO tak krytycznie ocenia polską politykę zagraniczną jako pozbawioną szerszej i dłuższej perspektywy. Przychylam się do jego opinii, że polityka zagraniczna stała się polityką uprawianą od przypadku do przypadku, opartą na przedstawianiu zwykłych sytuacji, jak to, że Polska ma komisarza, jako nadzwyczajny sukces i załatwianiu doraźnych problemów bez patrzenia w przyszłość. Myślę, że wystarczy spojrzeć na to, jak Polska przygotowuje się do odgrywania roli w europejskiej służbie wewnętrznej, czyli w europejskim ministerstwie spraw zagranicznych. Polski rząd nie jest przygotowany do tego, by zabiegać o elementy polskiego programu w działaniach pani Catherine Ashton (minister ds. zagranicznych i bezpieczeństwa UE – red.) i o polski personalny wkład w budowanie ambasad UE i jej urzędu. Jeżeli rząd to dzisiaj zaniedba, to straty będziemy odczuwali przez wiele lat. To ostatni moment, by zaznaczyć nasz punkt widzenia. [b]Przecież Jerzy Buzek jako przewodniczący PE pośrednio wsparł baronessę Ashton, przerywając wystąpienie deputowanego Nigela Farage ujawniającego jej powiązania z komunistycznymi służbami specjalnymi.[/b] W przypadku osób powoływanych na tak ważne stanowiska jak wysoki przedstawiciel ds. zagranicznych i bezpieczeństwa przedmiotem otwartej dyskusji powinny być wszystkie osiągnięcia i elementy biografii danej osoby. Ale nie możemy też poprzestać na krytykowaniu życiorysu pani Ashton – i tu się zgodzę z Jerzym Buzkiem. Dzisiaj oczekiwałbym już na efekty rozmów polskiego ministra spraw zagranicznych i polskich polityków z panią Ashton, tak by polskie sprawy: polityka wschodnia, bezpieczeństwo energetyczne, gazociąg północny, któremu się sprzeciwiamy, stały się przedmiotem jej zainteresowania. A także, by wśród jej współpracowników znaleźli się polscy eksperci. To jest dzisiaj zadanie polskiego rządu, którego ten nie wykonuje. [b]Zalewski apeluje o zaniechanie konfliktów i budowę wspólnego zespołu, który opracowałby strategię dla polskiej dyplomacji.[/b] Jego apel powinien być skierowany przede wszystkim do rządu, bo to rząd odpowiada za politykę zagraniczną, to rząd dowodził na wszelkie sposoby, że w polityce zagranicznej nie powinno być poważnego miejsca na rolę prezydenta. Dobrze, że Paweł Zalewski nie podtrzymuje tych poglądów. Dopiero w drugiej kolejności jest to moim zdaniem apel zaadresowany do opozycji, jeśli rząd zwróci się z propozycją sensownego dialogu. Moje doświadczenie z ponad dwóch lat bycia w opozycji jest takie, że kontakt z rządem Donalda Tuska był naprawdę incydentalny. Minister spraw zagranicznych rzadko odwiedzał posiedzenie sejmowej komisji, a jak już odwiedzał, to jego czas był mocno limitowany. Krytykę, choćby odnosiła się tylko do spraw i nigdy nie miała charakteru personalnego, traktował jak osobisty atak. Tak się nie dawało rozmawiać. Czy apel Zalewskiego to zmieni? [b]Jakie pana zdaniem są wady prowadzonej dzisiaj polskiej polityki zagranicznej?[/b] Coś, co ktoś nazwał "dojutrkowością", czyli myśleniem w kategoriach najbliższych wydarzeń, to praktyczna abdykacja z prowadzenia aktywnej polityki zagranicznej. Jeśli zawarty zostanie kontrakt gazowy z Rosją, będziemy jedynym znaczącym państwem Europy, które prawie 100 proc. kupowanego gazu sprowadza z jednego kierunku dostaw. To naprawdę nie chodzi nawet o politykę, co o zwykłą gospodarską roztropność. Problemem jest także zadowalanie się drewnianą zabawką zamiast prawdziwego rumaka, o czym pisał Teodor Parnicki. Przykładem może się stać Partnerstwo Wschodnie. Program ten mógł być działaniem bardzo ambitnym, ale w jego ramach nie zadbano ani o odpowiednie zapisy dotyczące perspektywy członkostwa dla partnerów na Wschodzie, ani o odpowiednie środki finansowe na jego realizację. [b]Wraca pan ciągle do spraw energii i gazociągu. Ale to nie są kwestie, które determinują światową politykę.[/b] A proszę wskazać inne państwo w Europie, które rezygnuje ze swojego strategicznego celu pod wpływem faktów dokonanych, stworzonych przez inne państwa. Niektórzy polscy politycy proponują półgębkiem, by się przyłączyć do projektu, który pół roku wcześniej określali jako sprzeczny z własnymi interesami. To oznacza poważny brak stałości w polskiej polityce zagranicznej i uleganie zrozumiałej psychologicznie potrzebie znalezienia akceptacji u innych przywódców europejskich. Ile razy słyszeliśmy, że traktat lizboński to bezpieczeństwo energetyczne, solidarność europejska, jawność w podejmowaniu decyzji personalnych w Unii, szansa na rozszerzenie w przyszłości. Współdziałanie wokół polskiej polityki zagranicznej powinno dotyczyć skutecznego domagania się realizacji tych celów. Ten traktat, jeśli ma przynieść Polsce korzyści, jest naprawdę dla twardych graczy, a nie dla piarowców. [i]rozmawiał Wojciech Wybranowski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL