Show-biznes

Ucieczka z Hollywood

PAT
Należy do najbardziej rozpoznawalnych hollywoodzkich gwiazd. Laureatka dwóch Oscarów Jessica Lange była muzą i natchnieniem dla wielu reżyserów, ale od prawie 30 lat jest wierna jednemu mężczyźnie: aktorowi i dramaturgowi Samowi Shepardowi. Niedawno skończyła 60 lat i postanowiła przejść na aktorską emeryturę
Na ekranie pojawia się coraz rzadziej. Mówi, że to jej świadomy wybór. Chce po prostu więcej czasu spędzać z rodziną. Przypomniała też sobie o dawnej pasji: fotografii.
Solidny związek, taki jak jej i Sheparda, jest w Hollywood rzadkością. Nie pobrali się, ale są ze sobą od 1982 roku. Zdarza im się też razem pracować, ostatnio przy okazji „Nie wracaj w te strony” (2005) Wima Wendersa. Wychowują trójkę dzieci: dwójkę własnych i córkę Jessiki z poprzedniego związku z tancerzem Michaiłem Barysznikowem. Mają w Minnesocie dom na wsi i wiodą tam spokojne życie z dala od wielkomiejskiego zgiełku. – Nigdy nie lubiłam być oceniana, a bycie aktorką to właściwie stałe wystawianie się na krytykę – mówi Jessica Lange. – Chociaż cenię swój zawód, nie chcę być aktorką przez całe życie. Jest tyle innych rzeczy, których chciałabym spróbować. Ale oczywiście na pierwszym miejscu są moi najbliżsi. W miarę upływu lat człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, jak cenny jest czas spędzony razem i żałuje wszystkich zmarnowanych lat.
Urodziła się 20 kwietnia 1949 roku w Cloquet w Minnesocie. Ojciec komiwojażer był w domu rzadkim gościem. Ale to on, powie potem córka, zachęcał ją do podejmowania odważnych życiowych decyzji. Po ukończeniu szkoły średniej dostała stypendium na uniwersytecie stanowym. Zaczęła studiować fotografię, jednak szybko się tym znudziła i w tajemnicy przed rodzicami wyjechała pod koniec lat 60. do Paryża ze swoim chłopakiem i przyszłym mężem, hiszpańskim fotografem Francisco Paco Grande. Tam uczyła się tańca i aktorstwa, chodziła na kursy dla mimów. Po powrocie do Nowego Jorku, żeby zarobić na utrzymanie, pracowała m.in. jako kelnerka i modelka. Wypatrzył ją wtedy producent Dino De Laurentis i obsadził w „King Kongu” (1976). Rola ukochanej potężnego goryla była, delikatnie mówiąc, ryzykownym zadaniem. A jeśli dodać zupełny brak doświadczenia debiutującej Lange – aktorska porażka była nieunikniona. Recenzenci nie zostawili na Jessice suchej nitki (mimo to Lange została za tę rolę nagrodzona Złotym Globem). W rezultacie przez następnych kilka lat nie dostała żadnej istotnej propozycji. W 1979 roku reżyser i choreograf Bob Fosse, z którym miała w tym czasie romans, zaangażował ją do głośnego musicalu „Cały ten zgiełk”. Ale punktem zwrotnym w karierze okazała się dwa lat później rola niewiernej żony w filmie „Listonosz zawsze dzwoni dwa razy” z Jackiem Nicholsonem. Rok 1983 już zdecydowanie należał do Jessiki Lange. Dostała dwie nominacje do Oscara: w kategorii „najlepsza aktorka” za kreację w biograficznym filmie „Frances” opowiadającym o krótkiej i burzliwej karierze hollywoodzkiej gwiazdy lat 30. Frances Farmer oraz w kategorii „aktorka drugoplanowa” za rolę w „Tootsie” u boku Dustina Hoffmana. Za tę ostatnią odebrała statuetkę. – Nigdy nie martwiłam się tym, w jakim kierunku pójdzie moja kariera – mówi gwiazda. – Wystarczyła mi świadomość, że po to, by ten zawód sprawiał mi przyjemność, muszę próbować tego, czego wcześniej nie robiłam. Na planie „Frances” spotkała Sama Sheparda i jej życie prywatne wreszcie się ułożyło. Trwała też znakomita zawodowa passa. W 1985 roku otrzymała kolejną oscarową nominację: za rolę żony farmera, którego zagrał Shepard, w „Pułapce”. Szanse na statuetkę miała jeszcze trzykrotnie: za „Słodkie marzenia” (1985), gdzie wcieliła się w piosenkarkę country Patsy Cline, „Pozytywkę” (1989) – tu była broniącą ojca prawniczką, oraz za „Błękit nieba” (1994), gdzie stworzyła przejmującą kreację jako niezrównoważona psychicznie żona amerykańskiego oficera. Ta ostatnia nominacja zamieniła się w drugiego Oscara. Ma na koncie wiele innych pamiętnych ról, m.in. w „Zbrodniach serca”, „Przylądku strachu”, „Rob Royu” czy „Tytusie Andronikusie”. Po roku 2000 występuje w filmach sporadycznie, ale można ją było oglądać choćby w „Dużej rybie”, „Broken Flowers” czy „Bonneville”. Ma też za sobą udaną karierę sceniczną – zadebiutowała na Broadwayu w 1992 roku w słynnym „Tramwaju zwany pożądaniem” Tennessee Williamsa. – Nie myślę o przyszłości – mówi aktorka. – Nie zastanawiam się i nie próbuję sobie wyobrazić, co będzie dalej. Teraz moją jedyną ambicją jest być szczęśliwą. Straciłam dostatecznie dużo czasu, uciekając przed szczęściem. Bonneville 8.35 | ale kino! | CZWARTEK (24.12) King Kong 11.35 | tvp 2 | SOBOTA 12.05 | Zone Europa | SOBOTA
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL