Kraj

Walka o tradycyjny opłatek na święta

Opłatki, które trafiają do parafii, produkują zakony żeńskie przykład bernardynki lub wyspecjalizowane firmy (siostra bonawentura)
Rzeczpospolita
Księżom nie podoba się, że wierni kupują je w sklepach. – Różnica leży w tradycji i symbolice – podkreślają
– Do zakrystii po opłatki przychodźcie, a nie kupujcie w supermarkecie – usłyszeli w ostatnią niedzielę wierni z parafii niedaleko Warszawy.
Kapłanom nie podoba się, że wiele osób w przedświątecznej gorączce kupuje opłatki tam, gdzie im wpadną w oko w trakcie zakupów. – Nie uchodzi wrzucać ich do koszyka, w którym leży już świnina – zżyma się Alojzy Orszulik, biskup senior diecezji łowickiej. – Handlowcy stosują zabiegi marketingowe, które mają przyciągnąć klientów. Opłatek można otrzymać w parafiach za „co łaska”, czyli także za darmo, jeśli kogoś nie stać na datek. Nie uchodzi wrzucać opłatków do koszyka ze świniną Alojzy Orszulik biskup senior
– Handel od dawna rabuje symbolikę świąt i nie ma sposobu, by tego zabronić – mówi „Rz” ks. Jan Słomka, prof. Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego. – Opłatek w sklepie i kościele jest taki sam, ale nie ten sam. Różnica leży w tradycji i symbolice. Gdy przyjmujemy go od wysłanników parafii, dajemy znak swojego związku duchowego ze wspólnotą w wierze. – Święta są duchowym przeżyciem, dlatego nie powinniśmy odzierać ich z sacrum – uważa Aldona Plucińska z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. Opłatek – symbol miłości, przebaczenia i pojednania – pojawił się w czasach pierwszych chrześcijan. Po łacinie nazywano go „oblata”, czyli chleb lub dar ofiarny. Dzielono się nim podczas spotkań wspólnot działających w ukryciu. Zanikł w średniowieczu, pozostając wigilijnym zwyczajem w Polsce, na Litwie czy Ukrainie. – Od Niemców przejęliśmy choinkę, od Finów – Mikołaja, a opłatki są nasze – mówi bernardynka Józefa Dzikoń. W XIX w. opłatek był ozdobą świątecznego drzewka. W czasach rozbiorów i wojen łamanie się nim było nie tylko manifestem wiary, ale też patriotyzmu. Opłatkowy zwyczaj łączył emigrantów. Do USA zawędrował dzięki arcybiskupowi Filadelfii Johnowi Josepowi Krolowi, znanemu w kraju jako Jan Król. – Zachwycony zwyczajem zabrał opłatki do swojej diecezji – wspomina bp Orszulik, wówczas kierownik Biura Prasowego Episkopatu Polski. – Niebawem zza oceanu polscy emigranci zaczęli słać listy z prośbą o przysłanie opłatków, bo chcieli się nimi podzielić z bliskimi. Paulini z Jasnej Góry oferują opłatki, na których przedstawiana jest jasnogórska twierdza, klasztor i wizerunek Matki Boskiej. Co roku, od czasów wyboru na papieża Karola Wojtyły, pielgrzymują z nimi do Watykanu. – Po raz pierwszy szkatułę z opłatkami zawieźli w 1979 r. – wspomina ojciec Zachariasz Jabłoński. – Choć Benedykt XVI opłatkiem nie dzieli jak Jan Paweł II, to wciąż dostarczamy je polskiemu duchowieństwu. Dawniej na wsiach opłatki wypiekali i rozwozili organiści, otrzymując w zamian tzw. snopkowe. – Zwykle worek ziarna, ale także kurę czy kaczkę, wszystko zależało od zamożności gospodarzy – opowiada Aldona Plucińska. – Zaczynali obchód w listopadzie. – Nasz dom był ostatni na trasie wędrówki organisty – wspomina Ryszard Cieślak, sołtys wsi Mazurki koło Bełchatowa. – Mama robiła jajecznicę na słoninie, a ojciec sięgał po samogonkę. Z czasem zamiast ziarna organiści zaczęli brać pieniądze i przestali przesiadywać po domach. Konie pozamieniali na samochody. Przyjeżdżali na skraj wsi i wędrowali piechotą od domu do domu, bo nie wypadało zajeżdżać autem. Teraz organiści kupują opłatki w żeńskich klasztorach i wyspecjalizowanych firmach. Opłatek powstaje z mąki i wody, a urządzenia do wypieku przypominają gofrownice. – Mąkę przywożą nam z młyna w Pabianicach, nie może być zbyt mocno rozdrobiona, bo musi mieć gluten, który jest spoiwem ciasta – opowiada s. Józefa Dzikoń z klasztoru w Rudzie Pabianickiej. – Po wymieszaniu ma konsystencję ciasta na naleśniki. W trakcie zmiany obsługujemy po trzy matryce, wyrabiając w trzy, cztery godziny wiaderko ciasta. Po wyjęciu z matrycy siostry czekają, aż wystygnie, a potem wycinają opłatki nożyczkami. Opłatki wyrabiane w Rudzie trafiają do szkół, domów opieki, Caritasu, szpitali, na przedświąteczne spotkania w zakładach pracy. – Prowadzimy zarejestrowaną działalność gospodarczą, na żądanie wypisujemy faktury – mówi siostra Józefa. – Jesteśmy zakonem kontemplacyjnym, utrzymujemy się m.in. ze sprzedaży opłatków. Bernardynki wypiekają także kolorowe opłatki (używają jadalnych farb) przeznaczone dla zwierząt. Zamówień na nie jest jednak coraz mniej, bo i zwierząt w wiejskich zagrodach ubywa. – W moim domu ojciec dawał opłatki zwierzętom, żółte symbolizujące masło – krowom, a czerwone świadczące o narowistości – koniom – wspomina bp Orszulik, który wychował się w Baranowicach na Śląsku. Plucińska dodaje, że symbolika opłatków zależała od regionu. Podobnie pora, kiedy gospodarze przychodzili do obory, ale zwykle po wigilijnej kolacji. Opis tego zwyczaju można znaleźć w „Chłopach” Władysława Reymonta: „Jagna połamała opłatek na pięć części i przychylając się nad każdą krową, czyniła krzyż święty między rogami, a wtykała po kawałku w gębulę, na szerokie, ostre ozory”. Jednym z potentatów na polskim rynku opłatków jest spółka Christ z Czarnochowic koło Wieliczki. – Od sierpnia do parafii w całym kraju trafiło z firmy 15 tys. kop, czyli zestawów różnej wielkości opłatków pakowanych po 60 sztuk – mówi Alicja Zięba ze spółki Christ. – W pierwszym półroczu pieczemy opłatki na eksport do Stanów Zjednoczonych, Kanady, Anglii i Włoch. Rozprowadzane są przez naszych przedstawicieli handlowych. Zięba ocenia, że konkurencja na tym rynku jest olbrzymia, bowiem opłatki wypiekane są przez firmy, klasztory, a w końcu roku także piekarnie, a nawet domowym sposobem. Masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.goss@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL