Literatura

Desperacja, trzaskanie i szukanie frajera, czyli Polska B w reportażu

Rzeczpospolita
Włodzimierz Nowak w tomie „Serce narodu koło przystanku” zawarł reportaże o Polsce „niewarszawskiej”
Nowak portretuje oblicze Polski, którego – dla spokoju sumienia – wolelibyśmy nie poznawać. Jego teksty są przerażające i fascynujące zarazem. Tak jak ich bohaterowie, wśród których obok ludzi słabych i przegranych znajdują się jednostki szlachetne.
Ta – jak ją nazywa – „Polska niewarszawska” znajduje się tuż obok, na wyciągnięcie ręki. Ale jej rzeczywistość obca jest znakomitej większości czytelników. A to przede wszystkim Polska osierocona i pozostawiona samej sobie; Polska, która lata względnego dobrobytu ma poza sobą. To popegeerowskie tereny zachodniego Pomorza z największym w kraju bezrobociem, to Górny Śląsk z kolejnymi zamykanymi kopalniami. To bieda, nuda i brak perspektyw. I wykluczenie, które prowadzi do działań ostatecznych, jak choćby fala samobójstw wśród witnickiej młodzieży.
To kraj zapijaczonych „przystankersów”, którym nic się nie chce. Ludzi, którzy kiedyś pracowali w PGR, a teraz nie próbują się przekwalifikować, spróbować czegoś nowego, wygrzebać się z nędzy. Bo wolą bezczynnie wysiadywać pod sklepem i wspominać dawne czasy. Nowak pozwala nam przyjrzeć się tej rzeczywistości z nieco innej, niż przywykliśmy, perspektywy. Są w tych reportażach rys interwencyjności, oskarżenia wysuwanego pod adresem państwa, próba zrozumienia „Polski niewarszawskiej”. Owszem, mówi Nowak, ci ludzie są zniechęceni i żyją (choć lepszym słowem byłoby – wegetują) w społecznej niszy, ale nie można ich bezkrytycznie obwiniać za brak nadziei. Czy desperacki gest matki, która popełniła samobójstwo wraz z niepełnosprawnym synem, można tłumaczyć jedynie brakiem woli życia, czy może raczej brakiem pomocy i zrozumienia? Co myśleć o ubogiej samotnej matce, która nie chce podjąć lepiej płatnej pracy, bo – paradoksalnie – straci na tym więcej, niż zyska? Może opiekuńcze państwo to często tylko slogan? Aberracje prawne oraz rosnące dysproporcje między błyszczącym światem galerii handlowych a prowincjonalną rzeczywistością skłaniają do radzenia sobie na własną rękę. Można próbować żyć godnie i honorowo, ale po co się męczyć? Tak oto rodzi się nowy typ polskiego cwaniactwa, doskonale opisanego w reportażu „Cała Polska trzaska”. Sfingowane wypadki samochodowe, pozwalające wyłudzić od firm ubezpieczeniowych ogromne pieniądze, okazują się świetnym sposobem na lekkie, łatwe i przyjemne życie. Takich „branż” są setki, bohaterów podobnych sportretowanemu w reportażu Jarkowi – tysiące. Cała Polska trzaska, oszukuje, wyłudza, przekręca, szuka frajera. Tacy ludzie przerażają („Nie wiem, dlaczego go słucham. Może dlatego, że kiedy opowiada, to mi się usta rozdziawiają” – pisze o Jarku Włodzimierz Nowak), przeraża taki obraz kraju. I daje do myślenia. [ramka]Włodzimierz Nowak [b]„Serce narodu koło przystanku”[/b] wyd. Czarne[/ramka]
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL