Sądownictwo

Europoseł Lisek straci immunitet?

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Prokuratorzy uważają, że wyprowadzał pieniądze ze stowarzyszenia, by zasilać swoją spółkę
– 5 listopada prokurator krajowy skierował do przewodniczącego Parlamentu Europejskiego wniosek o uchylenie europosłowi immunitetu – mówi „Rz” Katarzyna Szeska, rzecznik Prokuratury Krajowej. – Jest to związane z zamiarem przedstawienia mu zarzutu popełnienia przestępstwa o charakterze gospodarczym.
Prokuratura Okręgowa w Koszalinie od kilku miesięcy prowadzi śledztwo, w którym bada operacje finansowe między spółką Campus, założoną przez Krzysztofa Liska, a Polskim Stowarzyszeniem Kart Młodzieżowych. Przez kilka lat prezesem obu była jedna i ta sama osoba: Lisek. Europoseł PO jest jednym z bliskich współpracowników premiera Donalda Tuska. Pochodzi z Iławy, w latach 80. działał w NZS, potem zakładał KLD. Jest członkiem Rady Krajowej i wiceprzewodniczącym Regionu Pomorskiego PO. W 2005 r. został posłem, obecnie zasiada w Parlamencie Europejskim.
[srodtytul]2 miliony złotych[/srodtytul] Śledczy mają zastrzeżenia do decyzji finansowych, jakie podejmował Lisek jako prezes Campusu i stowarzyszenia. Z ich ustaleń wynika, że aby podreperować będącą w kiepskiej kondycji spółkę, miał przekazywać jej pieniądze stowarzyszenia, m.in. udzielał spółce pożyczek i kupował jej akcje. W ten sposób do spółki miał wyprowadzić nawet 2 mln zł.  Lisek założył Campus jeszcze w latach 90. Stowarzyszenie powstało później – w 2002 r. Spółka mieściła się w Gdańsku. Jej udziałowcami prócz dzisiejszego eurodeputowanego były jeszcze dwie inne osoby i firma z Dublina. Spółka zajmowała się głównie pośrednictwem na rynku turystycznym, m.in. sprzedażą biletów. W 1998 r. Lisek i jego wspólnicy przenieśli firmę do Warszawy, a stamtąd do Iławy – rodzinnego miasta posła. Tam Lisek ze wspólnikami stworzył zatrudniające blisko 100 osób call center. Interes nie szedł za dobrze. Tylko w 2002 r. firma wypracowała zysk netto. Każdy kolejny rok kończyła stratą. Lisek nie spieszył się jednak ze zgłoszeniem wniosku o upadłość. Sąd wszczął procedurę dopiero w 2007 r. i rok później ogłosił upadłość spółki. Zostały po niej długi sięgające milionów złotych. „Rz” ustaliła, że to właśnie syndyk, który prowadził postępowanie upadłościowe, wpadł na trop niejasnych operacji finansowych między spółką a stowarzyszeniem. Badając akta firmy, natknął się m.in. na dwie dziwne umowy. Sąd Rejonowy w Elblągu poinformował o tym prokuraturę. – 5 czerwca 2007 r. złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury w Iławie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodziło o umowy pożyczki zawarte między stowarzyszeniem a spółką Campus – przyznaje „Rz” Dorota Zientara, rzecznik elbląskiego sądu. Sprawę tajemniczych operacji finansowych badali najpierw śledczy z Iławy, później z Elbląga. Ale dopiero kiedy latem tego roku Edward Zalewski, prokurator krajowy, przekazał akta apelacji szczecińskiej, a ta powierzyła śledztwo Prokuraturze Okręgowej w Koszalinie, sprawa ruszyła. [srodtytul]Jak zniknął dług[/srodtytul] „Rz” ustaliła, że wątpliwości śledczych dotyczą kilku działań prezesa. Ich opis jest we wniosku o uchylenie mu immunitetu. Prokuratorzy przede wszystkim wytykają, że Lisek nie złożył wniosku o upadłość spółki, chociaż była ona praktycznie bankrutem. – Biegły ustalił, że upadłość spółki należało zgłosić wiosną 2005 r. Już wtedy istniały ku temu podstawy – mówi „Rz” Ryszard Gąsiorowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie. Zamiast tego prezes Campusu sprzedał za 38 tys. zł swoje udziały w spółce Polskiemu Stowarzyszeniu Kart Młodzieżowych. – W praktyce stronami transakcji była jedna i ta sama osoba – mówi rozmówca „Rz” z wymiaru sprawiedliwości. Operacji między dwiema instytucjami, którym szefował Lisek, było więcej. W latach 2004 i 2005 stowarzyszenie pożyczyło Campusowi ok. 2 mln zł. Do dziś nie wiadomo, co się stało z tymi pieniędzmi. Spółka w ciekawy sposób pozbyła się długu. W lipcu 2006 r. zwołano nadzwyczajne zebranie wspólników Campusu. Lisek jako prezes stowarzyszenia zaproponował, że w zamian za należności obejmie ono 28 tys. dodatkowych udziałów w Campusie (wycenione na 2,8 mln zł). Umowę w tej sprawie podpisano jesienią 2006 r. Efekt operacji? Stowarzyszenie zamiast odzyskać pieniądze, dostało nic niewarte udziały w bankrutującej spółce. Pół roku później sąd w Elblągu podjął decyzję o przeprowadzeniu postępowania upadłościowego Campusu. „Rz” dotarła do akt sprawy upadłościowej. Wynika z nich, że Campus praktycznie nie miał majątku, a syndykowi udało się jedynie pokryć należności wobec pracowników spółki. Inni wierzyciele musieli pogodzić się ze stratą. – Została zaspokojona tylko pierwsza kategoria wierzycieli, czyli pracownicy, którzy otrzymali wynagrodzenia oraz uregulowany ZUS od tych wynagrodzeń i należności Urzędu Skarbowego – informuje Jacek Zaborowski, syndyk spółki Campus. Dlaczego stowarzyszenie inwestowało w upadającą spółkę? Czy dlatego, że po obu stronach zasiadała jedna i ta sama osoba? – Tylko prezes Lisek jest kompetentny, by udzielić informacji – usłyszała „Rz” w Polskim Stowarzyszeniu Kart Młodzieżowych. „Jestem całkowicie przekonany, że postępowanie zakończy się wyjaśnieniem sprawy i potwierdzeniem mojej niewinności” – napisał Lisek we wczorajszym oświadczeniu dla PAP. Prokuratura potwierdza informacje „Rz”. – Pożyczki od stowarzyszenia nie zostały zaewidencjonowane, a upadłość spółki, jak ustalił biegły, należało zgłosić już wiosną 2005 roku – mówi prokurator Gąsiorowski.  Dotąd w sprawie są podejrzane cztery osoby, między innymi brat europosła. – Cztery osoby z zarządu spółki usłyszały zarzut niezgłoszenia wniosku o upadłość – dodaje Gąsiorowski. Ma je usłyszeć też Krzysztof Lisek. Z naszych informacji wynika, iż w grę wchodzi nie tylko niezgłoszenie upadłości, ale też m.in. wyrządzenie szkody w mieniu stowarzyszenia. Co ciekawe, w zarządzie Polskiego Stowarzyszenia Kart Młodzieżowych zasiada również doradca polityczny premiera Donalda Tuska – Łukasz Broniewski. Wczoraj nie odbierał telefonu. Stowarzyszenie ma też sympatyków wśród polityków. W 2005 r. o pieniądze dla niego w interpelacji upominał się Sławomir Nowak, obecnie wiceszef Klubu PO. Domagał się wówczas wyjaśnień, dlaczego stowarzyszeniu odmówiono grantu od Polskiej Agencji Rozwoju Przemysłu (wniosek odrzucono z przyczyn formalnych). Sławomir Nowak pytany dziś, dlaczego upominał się o dotację dla stowarzyszenia, zasłania się niepamięcią. – To musiała być jednostkowa sprawa. Nie pamiętam jej dokładnie – twierdzi. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorów [mail=g.zawadka@rp.pl]g.zawadka@rp.pl[/mail] [mail=m.kowalewski@rp.pl]m.kowalewski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL