Publicystyka

Polityczny podział ról

MichaŁ SzuŁdrzyŃski
Fotorzepa, Seweryn Sołtys Seweryn Sołtys
Sekretem sukcesu PO jest wytworzenie wrażenia, że polityka i władza są czymś innym – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”
[b]Skomentuj [link=http://blog.rp.pl/szuldrzynski/2009/12/08/polityczny-podzial-rol/]na blogu[/link][/b]
Wiele miesięcy temu, po zredagowaniu numeru dziennika „Fakt”, Donald Tusk miał powiedzieć do swych współpracowników, że PO powinno się różnić od innych partii tym, czym tabloid różni się od prasy opiniotwórczej. Ta ostatnia stawia swym czytelnikom wymagania, tabloid zaś swym czytelnikom służy, dostarczając mu rozrywki lub interweniując w bulwersujących sprawach [srodtytul]Postpolityka[/srodtytul]
Przypomnienie tej anegdoty jest bardzo pomocne dla tych wszystkich, którzy starają się zrozumieć przyczyny tego, że Platforma Obywatelska jest pierwszą partią w historii, która po dwóch latach rządzenia – mimo ujawnienia kilku afer – może wciąż liczyć na sondażowe poparcie ponad połowy społeczeństwa. Przy okazji warto też przywołać modne kilkanaście miesięcy temu słowo „postpolityka”. [wyimek]Tusk szedł do władzy nie po to, by wprowadzać w Polsce zmiany, ale by w kraju zapanowały spokój, miłość i zaufanie[/wyimek] W Unii Europejskiej postpolityka – jak zwraca uwagę Jadwiga Staniszkis – oznacza rozdzielenie władzy od polityki. W Europie realną władzę ma biurokratyczna machina urzędnicza, nie politycy. Uprawianie polityki pojmowanej tradycyjnie pozostawia się rządom i parlamentom krajowym. Biurokraci nie politykują, lecz mają władzę, podejmując tysiące decyzji administracyjnych wpływających na życie pół miliarda mieszkańców Unii. Lokalni politycy politykują, jednak ich władzę ograniczają ramy wyznaczone przez Unię. Wielkim sukcesem PO było przeniesienie tego rozróżnienia do polskiego życia publicznego. Donaldowi Tuskowi udało się wytworzyć wrażenie, że polityka i władza są czymś innym. Nic więc dziwnego, że Platforma tak demonstracyjnie nie stawiała sobie żadnych politycznych celów, nie chciała realizować wielkich projektów. Zapowiada natomiast dokonywanie drobnych korekt, takich jak choćby uproszczenie procedur krępujących biznes czy przyspieszenie procesu budowy autostrad. Czym stała się polityka? Teatrem partyjnej wojny na słowa i obelgi. Z jednej strony mamy więc kłócących się polityków, a z drugiej – władze z premierem na czele, które zarządzają naszym krajem. [srodtytul]Bezradna opozycja[/srodtytul] Warto przypomnieć, że w kampaniach wyborczych Platforma deklarowała wręcz niechęć do polityki, a Tusk sprawiał wrażenie osoby, która idzie do władzy nie po to, by wprowadzać w Polsce zmiany, ale by w kraju zapanował spokój, miłość i zaufanie. Podział na politykę i władzę doskonale widać w podziale ról odgrywanych przez najważniejszych polityków PO. Twarzą władzy jest zatroskany o dobro Polaków Donald Tusk i jego doradca Michał Boni, którego kompetencje szanuje nawet opozycja. Wspiera ich śmiertelnie nudny, ale sprawiający poważne wrażenie minister finansów. Z kolei od politycznej mokrej roboty są wojujący z opozycją posłowie Niesiołowski, Palikot, Karpiniuk itp. Strategia ta przyniosła pierwsze owoce, gdy wybuchł kryzys. Rząd przekonał Polaków, że mówienie o kryzysie to sprawa polityczna, wykorzystywana przez opozycję w partyjnej wojnie. Na szczęście nad wszystkim czuwają rządowi technokraci, a ci zapewniają, że wszystko jest pod kontrolą. Postpolityczny podział pomógł też Tuskowi uporać się z największym politycznym kryzysem związanym z aferą hazardową. Premier najpierw wyrzucił z rządu wszystkich mniej lub bardziej związanych z tą aferą, przesuwając ich ze sfery władzy do politycznej wojny. Dzięki temu mógł dalej zapewniać – że ataki są tylko polityczne, rząd pracuje bez zakłóceń, cała afera zaś to polityczny atak opozycji i CBA. Wojna z PiS, jeśli już musi się toczyć, to niech toczy się w parlamencie, nie zakłócając prac rządowych fachowców i ich szefa – premiera. Opozycja, jak dotąd, wobec takiej taktyki jest bezradna. Cokolwiek by zrobiła, to zawsze będzie można o niej powiedzieć, że zajmuje się brudną polityką i przeszkadza Platformie w sprawnym rządzeniu. [srodtytul]Mogą spać spokojnie[/srodtytul] Warto też przypomnieć zdanie politologów o znaczeniu afery Rywina. Otóż w III RP obywatele słyszeli o poszczególnych aferach, ale nie zakłócały one ich przekonania, że sprawy w Polsce idą generalnie w dobrym kierunku. Dlaczego? Bo te sprawy były jak elementy puzzli, których nie sposób ułożyć, nie znając obrazka, który ma odzwierciedlać. Wzór taki dała afera Rywina, wytworzyła ona opowieść, narrację, dzięki której wszystkie wcześniej znane lub nieznane afery złożyły się w całość skorumpowanej III RP. Opozycja dziś nie potrafi wymyślić przekonującej opowieści o złej Platformie uwikłanej w afery, nadużywającej służb specjalnych i zajmującej się głównie grą w piłkę. Tylko taka narracja mogłaby przeciwstawić się narracji postpolitycznej narzuconej przez Platformę. A skoro jej brak, liderzy PO mogą dziś spać spokojnie, utrwalając wygodny dla siebie podział na władzę i politykę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL