Piłka nożna

Znam swoją wartość, gram w dobrym klubie

Mariusz Lewanodwski 0w kadrze Leo Beenhakkera rozegrał najwięcej meczów
Fotorzepa, bartosz jankowski Bartosz Jankowski
O Franciszku Smudzie i grze w kadrze narodowej mówi Mariusz Lewandowski, były kapitan piłkarskiej reprezentacji Polski
[b]Rz: „Każdy trener jest tymczasowy. Zawodnik też” – pana wypowiedź z października nabrała teraz nowego znaczenia. U Leo Beenhakkera występował pan najczęściej ze wszystkich piłkarzy, u Stefana Majewskiego był pan kapitanem, a Franciszek Smuda w ogóle pana nie powołał. Przykro?[/b]
Mariusz Lewandowski: Smuda nie powołał mnie na dwa towarzyskie mecze, a co będzie dalej – nie wiadomo. Znam swoją wartość, gram w dobrym klubie, utrzymuję się w nim od dziewięciu lat. Nie mam kompleksów. Jeżeli selekcjoner będzie chciał powołać mnie do drużyny i dać mi szansę sprawdzenia się, to się karnie zgłoszę. Jeżeli Smuda uzna, że są lepsi, to życzę mu powodzenia. [b]„Gwałt przez agresję” – tak selekcjoner opisuje pana umiejętności piłkarskie.[/b]
Jeśli ktoś uważa, że nie umiem grać w piłkę, to ciekawe, jakim cudem zdobyłem w tym roku Puchar UEFA albo jak to się dzieje, że u każdego trenera w klubie, a wcześniej w reprezentacji, miałem miejsce w składzie. Inną kwestią pozostaje, czy ja Smudzie pasuję, każdy ma przecież swoją koncepcję i jeżeli nie ma dla mnie miejsca u nowego selekcjonera, to mogę się z tym nie zgadzać, ale muszę ten wybór szanować. Jego prawo. [b]Poznał pan kiedyś Smudę? Rozmawialiście?[/b] Nigdy z nim nie pracowałem, nie znam jego stylu, co nie znaczy, że nie mógłbym się nauczyć. Meczu z Rumunią nie oglądałem, bo graliśmy wtedy z Szachtarem w Turcji sparing z reprezentacją Bułgarii, a ze spotkania przeciwko Kanadzie zapamiętałem dużo ciekawych akcji, które udało się Polakom stworzyć. Moim zdaniem widać było coś ciekawego, zalążek nowego pomysłu na drużynę. [b]Nie ma już w kadrze Artura Boruca, Jacka Krzynówka, Ebiego Smolarka i pana, czyli ważnych piłkarzy Leo Beenhakkera. To zmiana pokoleniowa? [/b] Nie czuję się stary, mam dopiero 30 lat. Jacek Bąk grał w kadrze pięć lat dłużej, Krzynówek ma 33 lata, a jeszcze niedawno strzelał najważniejsze gole. Poza tym w drużynie Smudy mają miejsce Michał Żewłakow i Kamil Kosowski, więc trener na pewno nie patrzy w daty urodzenia. Czuję się trochę tak jak Żewłakow, kiedy nie dostał powołania na mecze z Czechami i ze Słowacją – jestem zawieszony w próżni. Nie chcę spoczywać na laurach, chcę się uczyć czegoś nowego. Rozmawiałem z Żewłakowem, mówił mi o zmianach w treningach, o tym, co nowe u Smudy. Nie powiem, czy lepsze czy gorsze, ale inne. [b]Trener wspomniał też o pana żartach z dodatkowej mobilizacji, o jaką Słoweńcy powinni się postarać przed ostatnim meczem Polaków w eliminacjach do mundialu. Może dał panu czas na przemyślenia?[/b] Już tyle razy to tłumaczyłem: nigdy nie grałem w reprezentacji dla pieniędzy. Do przyjazdów na zgrupowania zazwyczaj dokładałem. Proszę spytać Martę Alf, ile razy pojawiałem się na zgrupowaniu wcześniej, niż było planowane. Jak latałem, wynajmując odrzu- towiec z Doniecka do Poznania i płacąc kilkadziesiąt tysięcy euro, to nikogo nie interesowało. Do PZPN o zwrot kosztów nigdy się nie zwracałem, bo kadra to była kadra. Zaszczyt i honor. I nic się nie zmieniło. [b]To prawda, że walczący o mistrzostwo Ukrainy pana klub Szachtar Donieck w każdej kolejce płaci rywalom Dynama Kijów?[/b] Nic mi o tym nie wiadomo. Ale moja wypowiedź w Pradze była niefortunna. Ani słowa więcej na ten temat. [b]Ma pan do siebie pretensje za któryś mecz eliminacji?[/b] Jesteśmy zespołem, wszyscy odpowiadamy za całość. Wiem, że dałem wszystko, co miałem najlepszego. A inni? Niech pan ich spyta. Stać nas było na wygranie grupy, gdyby nie głupia porażka ze Słowacją w Bratysławie, weszlibyśmy na pierwsze miejsce i już go nie oddali. [b]Nie tylko Beenhakker ponosi odpowiedzialność za to, że nie jedziemy do RPA. [/b] Nie wiem, czy to dobrze, że został po mistrzostwach Europy, ale wiem, że od początku do końca dawał drużynie to, czego potrzebowała. Był profesjonalistą, nie zmienił się, nie tracił nadziei. [b]Stać pana na szczerą odpowiedź, czy alkohol przeszkodził tej drużynie w awansie?[/b] Nie przeszkodził. Czy wygrywaliśmy, czy przegrywaliśmy, plan się nie zmieniał, następnego poranka był trening, na który trzeba było wyjść w pełni skoncentrowanym. To, co później opowiadał Jan de Zeeuw, zakrawa na kpinę, taka spychologia, odsunąć winę jak najdalej od siebie. Wybryk był jeden, we Lwowie. W alkoholu nie szukałbym całego zła, nie trafiliśmy z formą, zawodził każdy po kolei, a rywale to wykorzystali. Mamy teraz winić Artura Boruca? Ja go za nic nie winię, bywały mecze, że nie przegrywaliśmy tylko dzięki niemu. [b]Widzi pan siebie w drużynie na mistrzostwach Europy w 2012 roku?[/b] Najważniejsze, by widział mnie trener. Koncentruję się na klubie, zostało mi półtora roku kontaktu. Z Szachtarem wywalczyłem Puchar UEFA i nigdy tego nie zapomnę.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL