Prawo drogowe

Fotoradar nie z kryjówki

ROL
Kierowcy, których sfotografował radar zamontowany w koszu na śmieci, nie zapłacą mandatów
Pomysł lubelskich policjantów wzbudził ogromne kontrowersje. Kilka tygodni temu funkcjonariusze drogówki ukryli fotoradar w śmietniku. Przez dwa dni urządzenie sfotografowało ponad 1,3 tys. kierowców, którzy przekroczyli prędkość.
– Jesteśmy zbulwersowani sposobem kontroli – mówi jedna ze złapanych osób, pragnąca zachować anonimowość. – Nie dość, że akcję urządzono przy drogach wlotowych do miasta, gdzie zagrożenie jest niewielkie, to jeszcze radar był co parę godzin przenoszony z jednej drogi na inną. Teraz policja wycofuje się z karania złapanych w ten sposób osób. Z opinii prawnej biura Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji wynika, że umieszczenie fotoradaru w koszu na śmieci jest nieprawidłowym użytkowaniem urządzenia. Powinien on bowiem stać na trójnogu, a był umocowany na specjalnej półce w środku kontenera.
– Obwinieni mogliby łatwo podważyć w sądzie działanie urządzenia. Na przykład argumentować, że podmuch przejeżdżającej ciężarówki spowodował przesunięcie śmietnika lub drgania, co wpłynęło na dokładność pomiaru – mówi podinspektor Janusz Wójtowicz, rzecznik prasowy komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie. Dlatego postępowania wobec kierowców będą umarzane. Policjanci uciekają się do forteli, aby zmylić kierujących. W Krasnymstawie schowali fotoradar w starym żuku zaparkowanym na poboczu. Zdarza się też, że funkcjonariusze umieszczają urządzenie przy aucie, które rzekomo ma awarię, a kierowców przekraczających prędkość inny patrol zatrzymuje kilka kilometrów dalej. Bywa, że wykorzystują prywatne samochody, z których dokonują pomiarów. Czy takie ukrywanie fotoradarów jest zgodne z prawem? Przepisy nie wskazują, gdzie ma stanąć urządzenie. Strategia użycia radarów to sprawa poszczególnych jednostek policji. Sprzęt musi jednak zostać zainstalowany zgodnie z instrukcją, a ta wyraźnie wskazuje, co może zafałszować wynik, np. pomiar przez krzaki czy zza przedmiotów "zaciemniających promienie mikrofalowe". Większość policyjnych kryjówek nie spełnia takich wymogów, a uzyskany w ten sposób wynik może być łatwo zakwestionowany. Czy ta zabawa w chowanego ma sens? – Tak, jeśli dotyczy miejsc rzeczywiście niebezpiecznych, a nie jeśli ma wyłącznie cel fiskalny – mówi Grzegorz Gorczyca, prezes stowarzyszenia Automobil Chełmski.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL