Świat

Zagęszczenie czasu

Fotorzepa, Roman Bosiacki Roman Bosiacki
Rosja ma ich jedenaście, USA sześć, a Europa trzy. Dziś na świecie istnieją 24 strefy czasowe. Po co aż tyle? Spór trwa
- Przywykliśmy chlubić się liczbą naszych stref czasowych, bo wydawało nam się to wyrazistą ilustracją wielkości naszej ojczyzny. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się, na ile ten podział pozwala na efektywne zarządzanie? Czy nie prowadzi do stosowania zbyt kosztownych technologii? - pytał prezydent Rosji podczas niedawnego orędzia do narodu. Wywołał tym w swoim kraju wielką debatę.
[srodtytul]10 godzin różnicy [/srodtytul] Politycy z rosyjskiego Dalekiego Wschodu nie kryją, że pomysł im się podoba i chętnie „przybliżą się” do Moskwy. Tłumaczą, że gdy np. na Kamczatce ludzie wracają z pracy do domu, Moskwianie dopiero piją poranną kawę. - I jak tu pracować? - pytają. Przekonują, że zmniejszenie stref wyjdzie gospodarce na dobre.
Mniej entuzjazmu wykazują ludzie nauki. – Jestem zdziwiony, bo dotychczas ten temat nie istniał, ani w środowiskach naukowych, ani eksperckich. Nie było poważnej rozmowy na ten temat - mówił dziekan fakultetu geografii MGU (Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego) Nikołaj Kasimow. - Jeśli nie ma takiej konieczności, to nic zmieniać nie należy. Zbadajmy najpierw, jak to wpłynie na zdrowie ludzi, zużycie energii elektrycznej - wtórował mu profesor katedry geografii gospodarczej i społecznej Wiaczesław Baburin. Rosja rozciąga się w 11 strefach czasowych, a różnica między najbardziej wysuniętym na zachód Kaliningradem i najbardziej wschodnim rosyjskim miastem Anadyr na Półwyspie Czukockim wynosi 10 godzin. Podział na strefy z zasady pokrywa się z granicami administracyjnymi podmiotów Federacji Rosyjskiej, ale dwa z nich - Jakucja i Obwód Sachaliński - leżą jednocześnie w kilku strefach. Taki podział wprowadzili w 1918 roku bolszewicy, w celu „ustalenia jednorodnego z całym cywilzowanym światem pomiaru czasu w ciągu doby". – Nikt nie chce, żeby Władywostok przestawiał się na nocny tryb życia. Ale zmniejszenie o kilka liczby stref wyszłoby gospodarce na zdrowie – przyznaje publicysta Iwan Prieobrażeński. [srodtytul] Tańsze państwo [/srodtytul] Jakie to korzyści? Na pewno szybszy i łatwiejszy byłby przepływ pieniądza. Sprawniej odbywałyby się wszystkie transakcje finansowe. – Rynki finansowo-walutowe działają nieprzerwanie 24 godziny na dobę. Dlatego istnienie wielu stref czasowych oznacza trudności w księgowaniu transakcji. Każda operacja finasowa dokonywana między Władywostokiem a Moskwą musi uwzględniać przesunięcie w czasie. A to dodatkowa czynność, która opóźnia i podnosi koszt zawierania transakcji – tłumaczy „Rz” prof. Edward Haliżak, szef Instytutu Stosunków Międzynarodowych na Uniwersytecie Warszawskim. Ale wylicza też korzyści polityczne. – Mniej stref oznaczałoby mniejsze koszty funkcjonowania państwa. Łatwiej byłoby przekazywać dyspozycje i decyzje administracyjne, gdyż wszystkie urzędy rozpoczynałyby pracę o tej samej godzinie – mówi. W Ameryce powstała specjalna strona internetowa, która wylicza wszystkie korzyści . Jej autorzy nawołują władze do zmniejszenia liczby stref. „Zredukowanie sześciu stref do pięciu spowodowałoby, że mieszkańcy Ameryki Północnej mieliby więcej czasu na komunikowanie się ze sobą” – przekonuje twórca serwisu www.newtimezones.com Ray Demarchi. Pyta wprost: „Jak nasz rząd może efektywnie pracować, skoro wszystkie urzędy w całym kraju pracują w tym samym czasie tylko przez 45 minut? A osoba mieszkająca w Waszyngtonie ma tylko 2,5 godziny, pomijając lunch i przerwy na kawę, na skontaktowanie się z biurem na Zachodzie?”. Jako wzór do naśladowania w dobie kryzysu podaje Chiny i Indie: „Mają tylko po jednej strefie czasowej, a wyrastają na potęgi gospodarcze”. [srodtytul]Ujgurzy mają swój czas[/srodtytul] Dziś na świecie istnieją 24 strefy czasowe. Zostały wprowadzone w 1884 roku. Z reguły oznaczają przesunięcie w czasie o jedną godzinę. Ale nie wszędzie. W Chinach, które zajmują terytorium pięciu stref, od 1949 roku obowiązuje tylko jeden czas - pekiński. Efekt w praktyce jest taki, że o 10. rano na oddalonym od Pekinu o 3 tys. kilometrów zachodzie kraju jest jeszcze ciemno, a o 23. widno. Ale mieszkający tam muzułmańscy Ujgurzy – rdzenna ludność prowincji Sinkiang (dawniej Turkiestan Wschodni) – wymyślili na to sposób. Swoje zegarki cofnęli o dwie godziny. – Wszyscy Ujgurzy funkcjonują według ujgurskiego czasu. Według niego umawiają się na spotkania, otwierają szkoły i sklepy. Tylko rozkład pociągów i lotów jest podawany według czasu pekińskiego. Wtedy bardzo trzeba o tym pamiętać, bo można spóźnić się na samolot – mówi „Rz” Dolkun Isa, sekretarz generalny Światowego Kongresu Ujgurów. Co ciekawe, mieszkający w Sinkiangu Chińczycy używają swojego czasu. – Zawsze, gdy Ujgur umawia się z Chińczykiem na konkretną godzinę, pada pytanie „według jakiego czasu”? – dodaje Isa. Sam śmieje się, że taka różnica wywołuje wiele komplikacji. Ale nigdy w życiu by z niej nie zrezygnował. – Dla nas to również kwestia polityczna. Turkiestan nigdy nie należał do Chin, ale siłą został przez nie zaanektowany. My nigdy tego nie zaakceptujemy. Dzieli nas wszystko – kultura, religia, język. Dla nas własna strefa czasowa to podkreślenie naszej tożsamości. Każdy naród ma do tego prawo – podkreśla. [srodtytul]Dzieci mają być wyspane [/srodtytul] Polityczne są też zapewne przyczyny wprowdzenia unikatowej strefy czasowej w Wenezueli. Dwa lata temu prezydent Hugo Chavez po prostu nakazał obywatelom przesunąć zegarki o pół godziny. – Nie dbam o to, czy ktoś pomyśli, że oszalalem, ale nowy czas zaczyna obowiązywać – ogłosił. Argumentował, że słońce będzie wstawać wcześniej i wszyscy będą rano bardziej wyspani. Zwłaszcza dzieci chodzące do szkoły. Na całym świecie nie brakowało jednak głosów, że zrobił to po to, by znaleźć się w innej strefie czasowej niż jego największy wróg – USA. – Tak naprawdę nie ma żadnego logicznego wytłumaczenia, dlaczego to zrobił. Mówił, że oszczędzimy na zużyciu energii, ale niewiele to dało. Chciał pokazać, że jest inny i po prostu to zrobił – mówi „Rz” Roberto Abdul z wenezuelskiej organizacji praw człowieka Sumate. W praktyce, jak przyznaje, nikt tej zmiany nie odczuwa. Z tradycyjnego podziału na strefy wyłamała się też Nowa Funlandia. Władze kanadyjskiej prowincji cofnęły zegarki o pół godziny, bo pokazać swoją niezależność od reszty kraju. Także Pakistan dzieli od Indii (które, jak Chiny mają jeden czas) półgodzinna różnica. A Nepal – tylko 15-minutowa. – Strefy ustalono w XIX wieku, kiedy istniało większe poczucie lokalności, a nie globalności. Dziś globalizacja wymusza ujednolicenie czasu. Z ekonomicznego punktu widzenia podział na strefy przestaje mieć uzasadnienie – mówi prof. Haliżak.
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL