Historia

Kiedy prawda była poezją

Gen. Klemens Rudnicki (w środku) i szef sztabu 2. Korpusu płk Wiśniowski (na dole) wśród wiwatujących Włochów w wyzwolonej Bolonii, 21 kwietnia 1945 r.
Zbiory Zbigniewa Wawra
W wagonie sanitarnym pociągu wiozącego żołnierzy armii gen. Andersa ewakuowanej z Rosji do Persji jedna z sióstr pięknie opowiada baśnie. Powalony atakiem malarii płk Klemens Rudnicki słucha w głębi jałowych turkiestańskich stepów opowieści o Sindbadzie Żeglarzu wędrującym przez bajkowe krainy i pływającym po kolorowych morzach... W porcie nad Morzem Kaspijskim Krasnowodsku sanitariusze wnoszą go na pokład statku na noszach. Dowodzony przez płk. Rudnickiego transport to ostatnia grupa polskich żołnierzy opuszczających latem 1942 r. Kraj Rad. Na oddalającym się sowieckim brzegu zostają składy pełne mundurów, koców, wojskowego sprzętu i wyposażenia dla polskiego wojska. „A niech się tym udławią” – macha ręką jeden z żołnierzy.
Każdy z ewakuowanych ma za sobą dwa lub trzy lata poniewierki, obozów i więzień. Dla Klemensa Rudnickiego zaczęły się one w lutym 1940 r., gdy jako nowo mianowany szef sztabu obszaru lwowskiego ZWZ przekraczał w drodze z Warszawy granicę okupacji sowieckiej na Bugu pod Jarosławiem. W zaspę, w której się schronił po przejściu rzeki z jednym z towarzyszy wyprawy, uderzyła nagle karabinowa kula. Już po chwili dwóch bojców pędziło ich w kierunku drogi: „Nu, dawaj, tolko biez razgaworow!”. Tak na muszce sowieckiego karabinu Rudnicki wracał w swe rodzinne strony i okolice, skąd na czele swych ułanów małopolskich wyruszył na wojnę we wrześniu 1939 r. Urodzony w 1897 r. w Żydaczowie w pobliżu Lwowa Klemens Rudnicki, w latach szkolnych członek niepodległościowego Zarzewia i Polskich Drużyn Strzeleckich, latem 1914 r. trafił do szeregów Legionu Wschodniego. Później, do końca wojny, służył w austriackiej kawalerii. W wojsku polskim wyróżnił się podczas walk z bolszewikami jako rotmistrz 2. Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Był słuchaczem Wyższej Szkoły Wojennej, a potem wykładał w niej taktykę. Uważano go za jednego z najzdolniejszych, najenergiczniejszych i najlepiej wyszkolonych oficerów polskiej kawalerii.
Na rok przed wojną Klemens Rudnicki objął po Tadeuszu Komorowskim, późniejszym komendancie głównym AK, „Borze”, dowództwo 9. Małopolskiego Pułku Ułanów w Trembowli. Pułk w składzie Podolskiej Brygady Kawalerii, przydzielonej do Armii „Poznań”, walczył w bitwie nad Bzurą, osłaniając skrzydła dywizji piechoty nacierających na Kutno, Łowicz i Sochaczew. Potem wraz z innymi oddziałami kawalerii przedarł się w walce przez Puszczę Kampinoską do Warszawy. Pułkownik Rudnicki należał do wąskiego grona pierwszych organizatorów i dowódców ZWZ. Ale sliedowatielom z NKWD nie udało się tego odkryć. W rezultacie jako kijowski kupiec Rumiński został skazany za nielegalne przekroczenie granicy zaledwie na parę lat „swobodnej” zsyłki w Kirowie, dawnej Wiatce. W 1941 r., w chwili podpisania paktu Sikorski-Majski, pracował tam jako robotnik w cegielni. Aby dostać się do organizującego się wojska, zdecydował się ujawnić miejscowemu prokuratorowi nazwisko i stopień. W rezultacie, ubranego od stóp do głów w najlepszym w mieście uniwermagu, kirowskie NKWD wyekspediowało do sztabu gen. Andersa. W tworzącej się armii objął różne stanowiska dowódcze, a po reorganizacji wojska na Bliskim Wschodzie został zastępcą dowódcy 5. Kresowej Dywizji Piechoty „Żubrów”. W kwietniu 1944 r. „Żubry” zaczynają zajmować stanowiska u podnóży masywu Monte Cassino. 5. KDP ma szturmować północną, wyższą i bardziej oddaloną od klasztoru część skalistego amfiteatru – umocniony setkami bunkrów grzbiet wzgórza Widmo, wierzchołki Małego i Dużego San Angelo, a także wzgórze 575. Po niepowodzeniu pierwszego szturmu Rudnicki dostaje rozkaz poprowadzenia drugiego natarcia dywizji. To właśnie wówczas na odcinku Kresowej, podczas największego nasilenia boju, dochodzi 17 maja do niezwykłego zdarzenia. Żołnierze 17. Baonu, przyciśnięci niemieckim ogniem pod wierzchołkiem San Angelo, bez amunicji – niektórzy rzucają w stronę nieprzyjaciela kamieniami – zaczynają śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła”. Rok po bitwie płk Rudnicki, ich dowódca, pisze w okolicznościowym artykule: „Żebyś nie wiem co, Poeto, napisał, i tak nie zdołasz oddać tego, co było. Tam działa się niespotykana w dziejach czynu wojennego rzecz: poezja stała się prawdą, a prawda była poezją”. Do końca kampanii we Włoszech, m.in. podczas walk o Ankonę i na linii Gotów, płk Rudnicki, w kwietniu 1945 r. mianowany generałem, pełni funkcję zastępcy dowódcy Kresowej. W operacji bolońskiej dowodzi grupą „RUD” i na jej czele wkracza do Bolonii. U schyłku wojny obejmuje dowództwo 1. Dywizji Pancernej. Po wojnie osiada w Londynie. Do śmierci w 1992 r. prezesuje Zrzeszeniu Kół Pułkowych Kawalerii w Wielkiej Brytanii. [i]Grzegorz Łyś, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, popularyzator nauki, autor m.in. licznych publikacji z zakresu turystyki historycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL