Historia

Walka o sprawiedliwość i honor

Polscy oficerowie zostali zamordowani przez NKWD w 1940 roku. Na zdjęciu ekshumacja zwłok w Lesie Katyńskim w 1943 r.
Reprodukcja , Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Pozew to nie jest zemsta na Rosjanach – mówi Witomiła Wołk-Jezierska, córka zamordowanego oficera
Witomiła Wołk-Jezierska jest jedną z 13 Polaków, którzy pozwali państwo rosyjskie. Teraz liczy dni do ostatecznego wyroku Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Nie tylko dlatego, że od decyzji o pozwaniu Rosji mija już pięć lat. Wyroku chciałaby doczekać jej 92-letnia matka Ojcumiła Wołk, jedna z nielicznych żyjących wdów katyńskich.
Obie kobiety bez efektów walczyły przed rosyjskimi sądami m.in. o dostęp do akt umorzonego śledztwa katyńskiego. W postępowaniu przed rosyjskimi organami ścigania brała też udział druga wdowa po polskim oficerze zamordowanym przez NKWD – Helena Tomaszewska. Niestety, skierowania pozwu do Strasburga nie dożyła. Zajął się tym jej syn Artur.
Rodziny ofiar reprezentują dr Ireneusz Kamiński, Roman Nowosielski i Bartłomiej Sochański. [srodtytul]O dobre imię ojca[/srodtytul] Dom pani Witomiły jest pełen przedwojennych zdjęć ojca Wincentego, porucznika artylerii ciężkiej, wykładowcy Mazowieckiej Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii w Zambrowie. – To najprzystojniejszy ojciec na świecie – twierdzi gospodyni. W rzeczywistości nigdy się nie zobaczyli. Kiedy pani Witomiła się urodziła, ojciec był w obozie w Kozielsku. Dowiedział się o jej narodzinach – potwierdza to wysłana w marcu 1940 roku z Kozielska kartka. Ostatnia, jaką dostała od męża 23-letnia wówczas Ojcumiła. Oficer i jego znajomi, pisząc ją, nalegali, by chrzest córki odbył się dopiero po ich powrocie do wolnego kraju. Witomiła Wołk-Jezierska od lat zabiega o szacunek dla zamordowanych przez NKWD Polaków i ukaranie oprawców. – Pozew to nie jest zemsta na Rosjanach – tłumaczy. – Nie chodzi o odszkodowanie, ale o sprawiedliwość i honor. Chce, żeby zbrodnię katyńską uznano na arenie międzynarodowej za ludobójstwo. Przed Trybunałem w Strasburgu domaga się od Rosjan symbolicznego jednego euro. Podobnie jak Wanda Rodowicz, wnuczka innego więźnia Kozielska Stanisława Rodowicza i kuzynka legendarnego „Anody” (uczestnika akcji pod Arsenałem z 1943 roku). I ona szuka sprawiedliwości w Strasburgu, bo rosyjskie sądy nie uznały żadnego z jej roszczeń. W czasie jednej z rozpraw prokurator wojskowy Igor Blizjejew stwierdził, że nie można zrehabilitować polskich oficerów, bo były podstawy do represjonowania niektórych jako „szpiegów, dywersantów i terrorystów”. Nikt ze skarżących Polaków nie akceptuje odmowy dostępu do części dokumentów trwającego 14 lat rosyjskiego śledztwa katyńskiego. Zajrzeć do nich mogli jedynie rosyjscy adwokaci: Anna Stawicka i Roman Karpiński, reprezentujący krewnych ofiar razem z polskimi prawnikami. Ale z powodu klauzuli tajemnicy państwowej, jaką nałożono na dokumenty, nie mogli ich wykorzystywać w procesie przed moskiewskimi sądami. [srodtytul]Strach przed odszkodowaniem?[/srodtytul] Rosyjska prokuratura wojskowa i tamtejsze sądy odmówiły uznania pomordowanych Polaków za ofiary represji politycznych. Zawiodły też nadzieje adwokatów, które dał Sąd Najwyższy w Moskwie, uznając za takie ofiary ostatniego cara i jego rodzinę, zamordowanych przez bolszewików. Oficerom odmawia się też rehabilitacji. Zdaniem prawników Rosjanie obawiają się, iż takie orzeczenie umożliwiłoby krewnym ofiar ubieganie się o wysokie odszkodowania. Sprawa dotyczy ponad 22 tysięcy ofiar, roszczenia mogłyby być więc horrendalnie wysokie. Witomiła Wołk-Jezierska dowiedziała się, że jej ojca nie można zrehabilitować, bo nie wiadomo, z jakiego artykułu sowieckiego kodeksu karnego z 1926 roku postawiono mu zarzuty. Według prokuratury wojskowej oficer nie podlega też przyjętej przez Federację Rosyjską w październiku 1991 roku ustawie umożliwiającej rehabilitację ofiar stalinowskich represji. A w dodatku rosyjska prokuratura nie ma pewności, czy polscy oficerowie w ogóle zostali w 1940 roku zabici. Córka porucznika jest zawiedziona także instytucjami niepodległej Rzeczypospolitej. – Dlaczego przez tyle lat po 1989 roku nikt nie próbował osądzić sprawców zbrodni katyńskiej? Dlaczego dotąd nie uznano zamordowanych przez NKWD za bohaterów? – pyta. Nie do końca wierzy, że sukcesem zakończy się śledztwo katyńskie prowadzone od 2004 roku przez prokuratorów IPN. Zwłaszcza dlatego, że polscy śledczy nie mogą np. przesłuchiwać świadków na terenie Federacji Rosyjskiej. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, do skargi zamierza przystąpić polski rząd. Zrobił to już w przypadku podobnego pozwu przeciwko Rosji wniesionego przez Antoniego Trybowskiego i Jerzego Janowca, także krewnych ofiar NKWD. Decyzja rządu zwiększyłaby polityczną rangę skargi, ale nie gwarantuje sukcesu przed Trybunałem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL