Sztuka

Kokieteria i pycha portretu

Fotorzepa
Wystawa w warszawskim Zamku Królewskim to wybór polskich portretów powstałych w ciągu 450 lat. Nazwiska w tytule ustawiają czasowe ramy: „Uroda portretu. Od Kobera do Witkacego”.
70 dzieł, od renesansu do formizmu; gros prac autorów związanych z europejskimi dworami.
[b][link=http://www.rp.pl/artykul/9149,415402_Historia_portretu.html]Zamek Królewski zaprasza na wykłady ...[/link] [link=http://www.rp.pl/artykul/321766,400478_Uroda_portretu.html]Zobacz na tv.rp.pl [/link][/b]
[b][link=http://www.rzeczpospolita.pl/pliki/kultura/portret/portret1.swf]Zobacz wirtualny spacer po wystawie (na całym ekranie)[/link][/b] [b] [i]Sterowanie panoramą: klawisz Shift - zbliżanie, klawisz Ctrl - oddalanie, klawisz myszy - przesuwanie i obracanie; żeby przejść do następnego pomieszczenia trzeba kliknąć dwa razy w przejście i chwilę poczekać[/i][/b] [b][link=http://www.rp.pl/temat/367044.html]Zobacz inne wirtualne spacery[/link][/b] To nie jest przekrój społeczny narodu polskiego. Wśród modeli wyłącznie osobistości ze społecznego świecznika. Królowie, arystokracja, magnateria. Na początku XX stulecia do błękitnokrwistej hight society dołączyła elita artystyczna i intelektualna. Każda osoba jest znana z imienia, nazwiska, funkcji i zasług. Przecież jesteśmy na Zamku Królewskim, byle kogo tu się nie zaprasza. W wizerunkach została zaszyfrowana opowieść o świetności Rzeczypospolitej Obojga Narodów, jej powolnym upadku, czasach nieistnienia i dwudziestoleciu po odzyskaniu niepodległości. Galeria portretów zaaranżowana tradycyjnie, według chronologicznego porządku. Otwiera ją konterfekt Anny Jagiellonki z końca XVI wieku, kończy zaś autoportret Witkacego z 1938 roku. [wyimek]Wśród modeli królowie, arystokracja, magnateria oraz elita artystyczna i intelektualna[/wyimek] Uwielbiam przyglądać się portretom. Obojętne z jakiej epoki. Zawsze w cudzych facjatach znajduję coś fascynującego. Nieważne, gęby brzydkie czy piękne. Bardziej istotne, co modele wkładają na siebie; jak ustawiają nóżkę-rączkę; kto im towarzyszy. Z podobizn można wyczytać mnóstwo informacji o charakterze pozujących, ich upodobaniach, słabościach i mocnych stronach. [srodtytul]Niekochana królowa[/srodtytul] Sztuka portretowa dotarła do Polski z prawie dwuwiekowym poślizgiem wobec Niderlandów, Włoch, Francji czy Niemiec. Jeszcze w renesansie nie byliśmy artystyczną potęgą. Wprawdzie Zygmunt Stary robił, co mógł, żeby dogonić śródziemnomorską kulturę, ale udało mu się tylko w zakresie architektury. Z córką Anną też były kłopoty. Nieładna, nie miała kandydatów do ręki. Dopiero bezpotomna śmierć brata Zygmunta Augusta okazała się dla niej szansą. Już już infantkę miano wydać za Henryka III Walezego, lecz Francuzowi się upiekło – zastąpił zmarłego brata na rodzimym tronie. Starą pannę poślubił dopiero Stefan Batory, następny król elekt. Czy można się dziwić sporo młodszemu, krewkiemu mężczyźnie, że nie był z tego rad? Na obrazie Marcina Kobera królowa Anna jest na ostatnich nogach, rok przez zejściem. A zmarła, mając 73 lata – jak na tamte czasy wiek matuzalemowy! W jej woskowej twarzy żywe wydają się tylko czarne, duże oczy, scheda po Sforzach. Ostry nos, wąska kreska ust. Gdyby je otworzyła, powiałoby grozą – braki uzębienia, niemiły zapach… Za to jej królewski małżonek przedstawiony w sąsiedztwie prezentuje się, jak na monarchę przystało. Miał pięćdziesiątkę, gdy uwiecznił go Kober. Całopostaciowe dzieło ukazuje modela w długim czerwonym kontuszu (kolor zarezerwowany dla władzy). Zarost jeszcze czarny, oko bystre, rumiane policzki. Nie okazał się zbyt rycerski dla żony, poświęcił jej trzy noce. Więc przejęła inicjatywę. Nieszczęsna, tylko się skompromitowała. Stefan uciekł, Anna dostała spazmów i trzeba było upuszczać jej krew. A że w najwyższych kręgach nie było mowy o intymności, wydarzenie przeszło do historii. [srodtytul]Elegant na naukach[/srodtytul] Były lata 30. XVII stulecia. Młody książę Janusz Radziwiłł został wysłany po wiedzę do Lejdy, gdzie działał najstarszy holenderski uniwersytet i powstał silny ośrodek malarski (tam urodził się Rembrandt). – Skoro już tam jesteś, zamów sobie porządny konterfekt – namówił młodzieńca ojciec. Wykonanie tegoż zlecono Davidowi Bailly’emu, wziętemu lejdejskiemu portreciście. Artysta ocenił modela: przystojny, ale jeszcze dzieciuch. Z zadatkami na wykształconego światowca. Na razie mistrz skupił się na detalach stroju. Najważniejsze były koronki, które właśnie stawały się najmodniejszym i najkosztowniejszym szaleństwem. Jakbyśmy dziś powiedzieli, barokowym „must-have”. Misternie udziergane kołnierze zdobią też ubiory zamożnych klientów Bartłomieja Strobla, wybitnego malarza, dwa pokolenia młodszego od Kobera, chętnie zatrudnianego na polskich dworach. [srodtytul]Polki idolki[/srodtytul] Nie odziedziczyła po ojcu fizjonomii, za to mocny charakter. Annę Orzelską, naturalną córę Augusta II, odmalował artysta z warsztatu Antoine’a Pesne’a, parysko-berlińskiego akademika. Jedna z najpiękniejszych dam swoich czasów prowadziła dość swobodne życie. Do portretu pozowała w towarzystwie mopsa, którego wyłupiastooka mordka kontrastuje ze śliczną twarzyczką pańci. Natomiast Anna Teresa Potocka kazała się uwiecznić z wnukiem Alfredem. Malarz Giovanni Lampi miał problem: dziecko i kobieta nie pozowali mu jednocześnie. Potwierdzają to daty powstania obrazu: 1791 i 1792. Nietrudno też zauważyć, że między babką a dzieckiem nie ma żadnej więzi emocjonalnej ani fizycznej. W tamtych czasach dzieci wyglądały jak pomniejszone kopie dorosłych. Tak właśnie prezentuje się kilkuletnia Amelia Ogińska oddana przez Francois Fabre’a. Rok 1808, en vogue były naturalność i antyk. Toteż Amelka została obstrzyżona „na Tytusa” (bardzo krótko) i trzyma „wiejski” koszyk z kwiatami. Teraz o legendarnej piękności, która skradła serce Napoleonowi. Maria Walewska na płótnie Francois Gérarda (1810 r.) wygląda uroczo, lecz już nie dziewczęco. Widać, że napracowała się przed portretową sesją. Co innego Marynia Raczyńska (1905 r.), flama Witolda Wojtkiewicza. Różana cera, wilgotne rozchylone usta. Sama naturalność, również w zachowaniu. Wcale nie kokietuje malarza. Po prostu – zachwyca. Za to Witkacego fascynował inny typ kobiety. Wyzwolone intelektualistki, perwersyjne drapieżnice. Jak Eugenia Dunin-Borkowska, zakopiańska lwica salonowa. Artysta wzdychał do niej aż dwa lata. Podobizna aktorki-poetki z 1913 roku nie pozostawia wątpliwości: to ona wodziła go za nos. On tylko trzymał pędzel. Wystawa czynna od 5 grudnia do 28 lutego 2010 [link=http://www.zamek-krolewski.pl/?page=2085]www.zamek-krolewski.pl[/link] [ramka] KONKURS Dla naszych czytelników mamy trzy podwójne zaproszenia na wystawę. Wygrają trzy pierwsze zgłoszenia na adres [mail=kultura@rp.pl]kultura@rp.pl[/mail]. [b]Znamy już zwycięzców, poinformujemy ich drogą elektroniczną. Dziękujemy za udział w konkursie :)[/b][/ramka] [ramka][srodtytul]Arbitrzy elegancji dwóch Rzeczypospolitych[/srodtytul] Wczesny barok: książę Janusz Radziwiłł (1632) – piękniś o damskim wyglądzie. Loki do ramion, „garnitur” ze złotogłowiu, koronkowe kołnierz i mankiety, białe pończochy, pantofle na wysokich obcasach – wymieszane wpływy francusko-flamandzkie. Barok: Franciszek Ossoliński z trzema synami (1670 – 1680) – uosobienie mocnego mężczyzny i macho. Podgolony łeb, żupan do kostek (narodowy strój polski arabskiego pochodzenia) przepasany jedwabnym pasem; na to kontusz (szata wierzchnia, rodzaj płaszcza czy kamizeli). Klasycyzm: Stanisław Kostka Potocki (1781) – człowiek oświecenia, mieszanka uwodziciela, antycznego wojownika i intelektualisty. Warkocz-kitka z tyłu głowy, skromna biała koszula i opięte jak rajstopy spodnie. Biedermeier: Ireneusz Kleofas Ogiński (1820) – wrażliwy młodzieniec lala. Loki opadające na plecy, wąskie, jasne spodnie, krótki żakiet, biała koszula. Secesja: Paul Nauen (1893) – artysta mieszczanin. Sumiasty, podkręcony wąs, krótka, „męska” fryzura. Sztuczkowe spodnie i czarny surdut. Strój używany do dziś na wyjątkowe uroczystości, np. ślub.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL