Finanse

Kosztowne chorobowe

Student z Ukrainy cierpniący na świńską grypę
Fotorzepa, Krzysztof Lokaj klok Krzysztof Lokaj
Za grypę płacą pacjenci i pracodawcy. Państwo wstrzymuje się z drogą profilaktyką
– Zaproponowaliśmy Ministerstwu Zdrowia, by szczepionki na sezonowe zachorowania na grypę dla dzieci, osób przewlekle chorych oraz pracowników służb ratunkowych były finansowane z pieniędzy publicznych, ale nie obowiązkowe – przyznaje Wojciech Matusewicz, prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych. Jeśli Ministerstwo Zdrowia zdecyduje się na taki ruch, oznacza to większe niż dotąd zaangażowanie finansów publicznych w przeciwdziałanie grypie. I byłyby to niemałe pieniądze, bo szczepionka przeciętnie kosztuje ok. 30 zł, a mogłoby jej użyć ok. 8 mln osób.
Epidemia grypy jest znacznie poważniejsza niż w poprzednich latach. Wtedy najwięcej osób chorowało wiosną, a jesienią zdecydowanie mniej (w zeszłym roku w listopadzie było to ok. 15 tys. przypadków). W tym roku w listopadzie grypę rozpoznano lub podejrzewano u ponad 260 tys. osób. – Szacujemy, że w tym roku koszty leczenia grypy będą o ok. 10 proc. wyższe niż rok temu – oblicza Łukasz Stopa z Ogólnopolskiego Systemu Ochrony Zdrowia OSOZ. Według opracowanych przez ekspertów prognoz w całym 2009 r. najwyższe łączne koszty leczenia przeziębień i grypy przypadną na województwa mazowieckie, dolnośląskie i lubuskie. Co ważne, szacuje się również ogólny wzrost kosztów w tych regionach do około 25 tys. zł w przeliczeniu na 1000 mieszkańców – dodaje Łukasz Stopa.
Szpitale, gdzie z powodu powikłań grypy w pierwszych trzech tygodniach znalazło się ponad 1700 pacjentów, na razie nie mają z tego powodu dużych dodatkowych kosztów. – Sprawdzaliśmy zaledwie kilka próbek, u jednego pacjenta badanie potwierdziło A/H1N1. Każde badanie to ok. 350 zł. Nie bardzo wiemy, kto te koszty ponosi. Nadal jednak są to wydatki marginalne w skali szpitala – mówi Krystyna Grzenia, dyrektor Szpitala im. św. Wojciecha w Gdańsku. Na oddziałach intensywnej terapii na razie miejsc nie brakuje. Ostatni meldunek epidemiologiczny mówi o ok. 100 ciężko chorych hospitalizowanych w całej Polsce. Koszty? – Bardzo trudno to oszacować. Koszt pobytu pacjenta na OIOM waha się od kilku do nawet 20 tysięcy złotych dziennie. Każda sytuacja jest inna – tłumaczy Grzenia. Za to listopad był do tej pory najlepszym miesiącem w tym i tak bardzo dobrym dla branży farmaceutycznej roku. Eksperci oceniają, że w listopadzie producenci mogli sprzedać leki (przede wszystkim szpitalne) przynajmniej za 2,5 mld zł, a pacjenci przeznaczyli na preparaty kolejne 400 mln zł. Eksperci IMS Health nie mają wątpliwości, że wzrost nastąpił głównie w grupie leków związanych z terapią przeziębień i grypy. [i]—syl, m.ch.[/i] [ramka][b]Prawo co dnia wyjaśnia[/b] Absencja chorobowa to dla firm codzienność. Prawo pracy pozwala na pewne działania, które pozwolą zmniejszyć skutki nieobecności załogi. Pierwszym z nich jest możliwość powierzania pracownikom innej pracy. Każdy pracownik na trzy miesiące może być przeniesiony na inne stanowisko, pod warunkiem że odpowiada ono jego kwalifikacjom. Inna opcja to zawarcie tzw. umowy na zastępstwo. Ma to jednak złe strony. Trudno z dnia na dzień znaleźć zastępcę, który będzie pracował tylko kilka czy kilkanaście dni. Trzeba pamiętać, że osoba przyjmowana w miejsce chorującego pracownika podpisuje normalną umowę o pracę ze wszystkimi rygorami, które z tego faktu wynikają. Takie rozwiązanie sprawdza się najczęściej w przypadku dłuższych, poważnych chorób. Są też wyspecjalizowane firmy, które są w stanie z dnia na dzień podesłać pracownika o konkretnych kwalifikacjach. – W związku ze wzrostem zachorowań na grypę w ostatnim czasie mamy znaczący wzrost zainteresowania usługami – mówi Beata Trzepałka, Key Account Manager firmy Asystentka.pl. Korzystając z pracowników zewnętrznych, pracodawca nie martwi się o rekrutację, wynagrodzenie, szkolenie itp. Jeśli firma nie zdecyduje się na pracownika zewnętrznego, może rozważyć możliwość wypełnienia luki w mocach produkcyjnych, zlecając pracownikom pracę w nadgodzinach. Może być ona zlecana w razie szczególnych potrzeb pracodawcy. Ubytki kadrowe uzasadniają pracę ponad umówiony wymiar. Oczywiście trzeba pamiętać, że są limity nadgodzin, ale na krótki grypowy okres to sposób na wykonanie planu. Oczywiście chorujący pracownik otrzymuje od firmy wynagrodzenie chorobowe albo zasiłek chorobowy od ZUS. Wynagrodzenie chorobowe za pierwsze 33 dni wypłaca pracodawca, dopiero później chory przechodzi na garnuszek ubezpieczy- ciela. Tylko w przypadku osób, które ukończyły 50. rok życia, firma płaci jedynie za 14 dni choroby. W większości przypadków chorujący otrzymują 80 proc. swojego wynagrodzenia. Wiele firm doszło do wniosku, że tańszym rozwiązaniem od nadgodzin, pracy na zastępstwo czy pracowników zewnętrznych jest premiowanie tych, którzy nie korzystali ze zwolnień lekarskich. Wystarczy wprowadzić taki zapis do regulaminu wynagradzania. [i]—Tomasz Zalewski[/i][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL