Architektura

Szklane domy za firaną

Dom projektu Flöckner Schnöll Architects przejeżdżający rowerzyści mylą z restauracją
Rzeczpospolita
W XX wieku architekci przeszklili domy, chcąc pokazać, jak żyjemy. Dziś widzą, że każdy z nas ma coś do ukrycia
Pamiętna scena „Miasteczka Twin Peaks”. Przed czerwoną kotarą, która wypełnia cały ekran, siedzi karzeł i zamiast, na co wszyscy liczą, rzeczowo wyjaśnić agentowi Cooperowi, kto zabił Laurę Palmer, gmatwa wszystko dokumentnie. Zasłony nie bez powodu są fetyszem Davida Lyncha, reżysera „Twin Peaks” – pojawiają się w kluczowych scenach w co drugim jego filmie. Obiecują widzowi 100 procent zagęszczonej tajemnicy bez konserwantów. Nastrój buduaru lub lupanaru, co kto woli, ale zawsze odpowiednio teatralny i nierzeczywisty.
Gdy gęsto drapowane zasłony pojawiają się w hotelach, nocnych klubach czy luksusowych sklepach, tam, gdzie nasze poczucie rzeczywistości ulega stępieniu, mieszczą się w ramach przewidywalnego schematu. Okazało się jednak, że schemat ten jest nie dość pojemny. Dowodzi tego dom, który dwa lata temu stanął pod Salzburgiem. [srodtytul]Dom w czarnych okularach[/srodtytul]
Niemożliwa do zapamiętania nazwa domu (47°40’48”N /13°8’12”E) zaprojektowanego przez biuro Flöckner Schnöll Architects oddaje jego dokładne położenie geograficzne. Wkrótce po tym, jak właściciele wprowadzili się do swego 47°N, zaczęli ich nachodzić przejeżdżający obok cykliści, prosząc o coś do picia lub do jedzenia. Parterowy dom ma najprostszą formę. Z daleka widać jedynie zdecydowane, horyzontalne linie żelbetowego dachu i podłogi. Co więc zwiodło cyklistów? Na obwodzie dachu, czyli na zewnątrz, zamocowano rozsuwane czarne zasłony, które rozwiewa wiatr. Trudno się dziwić głodnym rowerzystom, że mylą dom z restauracją. Pozornie absurdalna dyndająca za oknem megafirana może być jednak bardzo funkcjonalna. – Zasłona w 47°40’48”N/ 13°8’12”E wykonana jest z przepuszczającego powietrze tkanego polietylenu. Nawet gdy jest całkowicie zasunięta, można przez nią oglądać krajobraz, działa jak okulary słoneczne – wyjaśniają architekci Maria Flöckner i Hermann Schnöll. – Poza tym chroni przed zbyt silnym światłem słonecznym, wiatrem i śniegiem. W tradycyjnej architekturze podobną rolę pełnią na przykład sudare, japońskie bambusowe rolety, które opuszcza się za oknem podczas wilgotnego i upalnego lata. Jak może wyglądać sudare w wersji ultranowoczesnej, pokazał architekt japoński Shigeru Ban w swoim projekcie z 1995 roku. Jego Curtain Wall House, choć nie ma jeszcze 15 lat, bez wątpienia zalicza się do klasyki. Nazwa domu odwołuje się do pojęcia, które w XX-wiecznej architekturze zrobiło oszałamiającą karierę. Ale Ban przekłuwa je jak nadęty balon. W nomenklaturze architektonicznej ściana kurtynowa (curtain wall) to ściana zewnętrzna, na ogół szklana, która nie ma funkcji konstrukcyjnej, niczego nie dźwiga. Budynki o gładkich szklanych elewacjach ciągnących się przez wiele pięter to XX-wieczny symbol triumfu inżynierii budowlanej nad prawem ciążenia. Pierwszy stawiał je Mies van der Rohe. [srodtytul]Ostrożne dawkowanie niedyskrecji[/srodtytul] „Mies wymyślił ścianę kurtynową – wyjaśniał Shigeru Ban grę słów w nazwie swego domu – ja użyłem tylko kurtyny”. Olbrzymia, przeskalowana, rozsuwana biała płachta osłania dwa piętra domu. Światło przenika przez nią, nawet gdy jest zasunięta. W nocy dom wygląda jak lampion. Dom stoi u zbiegu dwóch uliczek tak wąskich, że samochód może się na nich minąć najwyżej z rowerem. Taras pierwszego piętra wisi nad ulicą wsparty na wąskich słupach, gdy więc zasłona zostaje rozsunięta, dom nabiera lekkości szkieletu. Sama skóra i (genialne) kości. Z zewnątrz zupełnie nie widać szklanych przegród umieszczonych w głębi domu, zamykanych szczelnie w razie potrzeby, np. zimą, i oddzielających taras od części mieszkalnej. Przyzwyczailiśmy się, że w domach nawiązujących do modernistycznej estetyki zasłon nie ma lub są ograniczone do absolutnego minimum. Mieszkańcy mają piękne widoki, ale i sami żyją jak na wystawie. Jakby mówili: nie mamy nic do ukrycia, precz z mieszczańską hipokryzją. Jednak gdy rolę fasady w domu pełni gigantyczna zasłona, gra staje się bardziej intrygująca. Polega na ostrożnie dawkowanej niedyskrecji, zasłanianiu i odsłanianiu wnętrza. – Dom powinien mieć kontakt z naturą, jednak w rozsądnym zakresie – mówi Michel Roeder z biura C18 Architekten, które wykorzystało motyw zewnętrznej zasłony w swoim Haus mit Atelier. Dom oddano do użytku w maju ubiegłego roku w niemieckim Wissgoldingen. Od ulicy widać tylko ślepą, białą ścianę minimalistycznej bryły. Dom otwiera się na stronę południową, tu zawieszono zasłony wykonane z materiału wykorzystywanego na budowach do osłaniania rusztowań. Srebrzyste, połyskujące. – Olbrzymie szklane fasady można całkowicie otworzyć. Ma się wtedy wrażenie, że przyroda wchodzi do wnętrza. Zasłony pozwalają jednak odpowiednio stopniować tę otwartość, gdy potrzebujemy więcej intymności – tłumaczy Roeder. Na moje pytanie, czy czyszczenie zasłon nie jest przypadkiem trochę kłopotliwe, architekt robi wielkie oczy: – Czyścić zasłony? Użyliśmy materiału, którego nie trzeba czyścić. W ciągu ostatnich lat powstało kilka budowli, które z zasłonki robią fasadę budynku, wykorzystując teatralny, barokowy motyw w ascetycznym kontekście. Ruchomą fasadę ma teatr pod gołym niebem otwarty rok temu na placu przed katedrą św. Wawrzyńca w Rotterdamie. A polska pracownia Moomoo realizuje pod Warszawą „s house” zaprojektowany dla fotografa i kostiumolożki. – Dom jest ukłonem w stronę właścicieli – mówi Łukasz Pastuszka z Moomoo. – Czerń elewacji nawiązuje do ciemni fotograficznej. Zasłona chroni przed słońcem, a jako ruchomy element daje też ciekawe tło w pracy fotografa. Może być używana jako ekran letniego kina – dodaje. W razie silnego wiatru lub śnieżycy dzięki elektrycznym czujnikom zsuwa się i chowa w obręb budynku. [srodtytul]Zasłonki z energią[/srodtytul] W amerykańskiej pracowni Kennedy & Violich Architecture powstał prototyp domu, w którym zasłony wiszące na zewnątrz budynku są wyposażone w baterie słoneczne. W ten sposób Soft House ma zbierać 16 kWh dziennie, czyli trzy razy tyle prądu, ile na dzień zużywa czteroosobowa polska rodzina. Zewnętrzne zasłony chronią przed słońcem i złym spojrzeniem, dają ci trzy razy więcej energii, niż potrzebujesz, i nie trzeba ich myć. Jeśli się upowszechnią, odkrycie, kto zabił Laurę Palmer, będzie tylko kwestią czasu.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL