Styl życia

Chorych nie stać na skuteczne leczenie

Rzeczpospolita
Prof. dr hab. Karina Jahnz-Różyk, alergolog, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego
Dawniej o alergii niewiele mówiono, gdyż dotyczyła nielicznych. Polskie badania epidemiologiczne wskazują, że na choroby alergiczne cierpi 50 proc. społeczeństwa.
Przeciętnie 5 proc. choruje na astmę, odsetek ten jest wyższy u dzieci. Astmy nie można lekceważyć, ponieważ może stanowić zagrożenie dla życia pacjenta. Objawy wskazujące na astmę, takie jak napadowy kaszel, duszność, słyszalne świsty w klatce piersiowej, wymagają konsultacji lekarskiej i szczegółowych badań diagnostycznych. Większość chorych na astmę poddaje się standardowej terapii, najczęściej wziewną postacią glikokortykosteroidów i beta-2 mimetyków. U pewnej grupy chorych nie udaje się uzyskać kontroli choroby i wówczas mówimy o tzw. astmie trudnej i ciężkiej. Leczenie jest w tym przypadku kompromisem pomiędzy stałą obecnością przewlekłych objawów astmy i ryzykiem zaostrzeń a występowaniem objawów ubocznych związanych ze stosowanym leczeniem.
U chorych na astmę trudną pojawiają się ciężkie, zagrażające życiu napady duszności, notuje się też wiele zgonów. Pacjenci wymagają częstej hospitalizacji, sami nie mogą kontrolować leczenia za pomocą leków wziewnych. Chorym może dokuczać także choroba zatok obocznych nosa, refluks żołądkowo-przełykowy, częste infekcje, zaburzenia psychiczne, obturacyjny bezdech senny. Znacznie pogarsza się jakość ich życia. W toczącej się dyskusji w gremiach naukowych na temat wzajemnych relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem warto zauważyć, że 27 proc. chorych na astmę uważa, że lekarze poświęcają im za mało czasu, a tylko 26 proc. jest zdania, że poświęcony czas i opieka medyczna jest wystarczająca. Od kilku lat w europejskich standardach leczenia niektórych postaci astmy ciężkiej alergicznej znajduje się terapia monoklonalnymi przeciwciałami anty-IgE. Wprowadzenie tej terapii spowodowało zmniejszenie liczby zaostrzeń choroby, zwłaszcza tych leczonych szpitalnie, poprawę jakości życia oraz zmniejszenie kosztów choroby. Lek jest zarejestrowany w Polsce, ma potencjalne zastosowanie u około 500 chorych, ale nie jest niestety refundowany. Cena leku (2 – 4 tysiące złotych w skali miesiąca), konieczność podawania go przez kilka lat w sposób istotny ograniczają dostępność tej terapii. Wpływ na to mają też liczne utrudnienia administracyjne, w tym brak możliwości podawania leku w ramach specjalistycznej opieki ambulatoryjnej, jak również niedostatek zainteresowania ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia i Ministerstwa Zdrowia. Obowiązek rozwiązania tego problemu spoczywa na odpowiednich strukturach państwa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL