Literatura

Narkoman uzależniony od kina – bez szans i chęci na wyjście z nałogu

Zygmunt Kałużyński, Tomasz Raczek „Alfabet na 4 ręce” wyd. Latarnik 2009
Życie Warszawy
Do księgarni trafił „Alfabet na cztery ręce” – rozmowy Zygmunta Kałużyńskiego z Tomaszem Raczkiem. Ten drugi spotka się z czytelnikami w sobotę w Jazzowni Liberalnej
Jeden z najlepszych polskich krytyków filmowych – indywidualista w życiu zawodowym i prywatnym, który zawsze miał własne zdanie, zwolennik pornografii i przeciwnik higieny
– Zygmunt Kałużyński zmarł 30 września 2004 r. Właściwie całe życie zawodowe upłynęło temu lewicowemu idealiście w tygodniku „Polityka”, gdzie dał się poznać jako bezkompromisowy recenzent i felietonista. Obdarzone hipnotyczną mocą kino uważał za najważniejszą rzecz w swoim życiu, od której się uzależnił – bez szans na porzucenie nałogu.
Słynna była jego awersja do czystości i sprzątania, z której uczynił rodzaj ideologii, oświadczając, że stanowi przejaw jego osobistej wolności. Kazimierz Rudzki powiedział mu kiedyś: „Zygmusiu, mówią o tobie, że jesteś brudny”. Kałużyński na to odparł: „Jestem zaniedbany w ubraniu, ale myję się i również się kąpię”. Zatroskany kolega poradził mu na to: „Może powinieneś zmieniać wodę?”. Chętnie oglądano go w telewizji, był bowiem szalenie barwny i spontaniczny. Nieuczesany, w pomiętym ubraniu, niedogolony, żywo gestykulował i bez żenady drapał się na wizji. Przez 12 lat prowadził z Tomaszem Raczkiem program „Perły z lamusa”. Jego nazwa została w ostatnim etapie emisji zmieniona na „Perły w południe”. Gdy się poznali, Tomasz Raczek miał lat 19, a jego już słynny starszy kolega – 58. Zaprzyjaźnili się na całe życie. Raczek opiekował się samotnym Kałużyńskim, załatwiał za niego wszystkie codzienne sprawy, podarował pierwszy w życiu uznanego krytyka telewizor (w 2001 r.!) i telefon komórkowy, przywoził kasety z filmami. „Alfabet na cztery ręce” jest zapisem niepublikowanych do tej pory rozmów tych dwóch dziennikarzy. Zamieszczone w ilustrowanej książce toczą się wokół najróżniejszych tematów umocowanych w kontekście filmowym – m.in. Biblii, jazzu, wiary, wojny. Czyta się je świetnie dzięki niezwykłej erudycji i błyskotliwym skojarzeniom Kałużyńskiego, słynącego z oryginalnego słownictwa (np. niesympatyczne starsze panie nazywał „rozdeptanymi rozdrapami”). Książce towarzyszy dokument na DVD Jana Sosińskiego. To film „Zygmunt Kałużyński. Pół życia w ciemnościach”, zrealizowany w jego mieszkaniu przy ul. Wilczej. Kałużyński słynął z ostrej krytyki naszego kina – „tych filmów o męczeństwie, tej martyrologii, klepania trumien i cmentarzy“. Zraził tym do siebie całe środowisko filmowców, którzy otwarcie obrzucali go inwektywami. Przyznawał, że przed wojną widzami polskich obrazów „nudnych, złych i straszliwie nędznych” były głównie „panny sklepowe, stenotypistki, służące, które życzą sobie oglądać marzenia o wielkim świecie. Dlatego większość ówczesnych filmów opowiadała o szczęśliwej bądź nieszczęśliwej miłości w wielkim dworze, o przygodach wśród wyższych sfer...”. Gdyby dożył dnia dzisiejszego, spostrzegłby ze zgrozą, że historia zatoczyła koło i że współcześni widzowie rodzimych karykaturalnych i kiczowatych komedii romantycznych takich właśnie produkcji oczekują od polskiego kina. Szczęśliwej bądź nieszczęśliwej miłości w kręgach ludzi pięknych i bogatych – blasku bogactwa, blichtru... Moda na sukces trwa. Spotkanie z Tomaszem Raczkiem rozpocznie się o godz. 19.
Źródło: Życie Warszawy

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL