Wspomnienia

Eberhardt: Potrafił przyznać się do błędu

Grzegorz Eberhardt, pisarz
Nasza znajomość nie jest długa, trochę ponad dwa lata. Kończąc swą książkę o Józefie Mackiewiczu pomyślałem o jej wcześniejszym przedstawieniu kilku osobom. Osobom, których twórczość cenię sobie najwyżej – w różnych dziedzinach, nie tylko literackich. Na liście tej musiał się znaleźć i on, Maciej Rybiński. Pozornie jedynie felietonista, satyryk, dla mnie przecież filozof, znawca piękna, smaku (łącznie ze smakiem wina). Również smakosz literacki.
Po jego recenzjach – czynionych zresztą najczęściej nie wprost – po prostu omówiony tytuł kupowało się. Ale Maciej Rybiński to także jeden z trzeźwiejszych komentatorów politycznych, i bodaj jedyny wśród nich potrafiący przyznać się do błędów (nie częstych zresztą). Zabiegając o recenzję nie znałem Go osobiście, wysłałem e-maila na adres redakcji, szybko zareagował. I nawet jakby nie dziwił się mojej prośbie. Postać Józefa Mackiewicza była mu bardzo bliska, znał jego twórczość. Prosił jedynie o wydruk papierowy, dość miał ślęczenia przed ekranem komputerowym. Pomimo tęgości maszynopisu zadzwonił już po kilku dniach z pytaniem jak może mi pomóc. Poprosiłem o napisanie przedmowy. I tak też się stało, od 16 września 2007 roku tekst jego autorstwa otwiera mojego „Pisarza dla dorosłych”.
Myślę, że bardzo ważne są okoliczności, w jakich ludzie się poznają, oraz powody dla jakich się poznają. Nie znaliśmy się z lat PRL, nie poznaliśmy się w Europie Zachodniej, gdzie wraz z rodziną musiał wyjechać w roku 1982. Poznaliśmy się w roku 2007, dzięki Józefowi Mackiewiczowi, pisarzowi, publicyście, dla którego prawda była nadrzędną wartością. Maćkowi także. I dlatego też musiałem wspomnieć o epizodzie związanym z moją książką. Potężna twórczość eseistyczna Rybińskiego doczekała się zaledwie dwóch wyborów, a i to zawierających wyłącznie teksty powstałe już w XXI wieku. A znam przecież jego teksty odnajdywane hen-hen przed laty w takim ITD (lata 70.), czy w prasie emigracyjnej lat 80. Teksty oryginalne, teksty spamiętane! I z myślą o opracowaniu ich wyboru książkowego ruszyłem do bibliotecznej kwerendy. Maciek początkowo był trochę sceptyczny wobec tego pomysłu. Przekonałem przypominając mu kilka esejów jakie napisał w latach 70. w ITD. Przekonałem go także i tymi z emigracji. Okazały się być ciągle atrakcyjne, Maciej zapisał w nich realia tamtych lat, ale także zawarł w nich ogromną wiedzę o tamtym czasie. Często rozmawialiśmy o niektórych z nich. Planowałem, po dokonaniu ostatecznej selekcji (straszny problem wynikający z nadmiaru!), odbyć sesje nagraniowe z Maćkiem, tak aby co ważniejsze spośród nich opatrzył komentarzem dnia dzisiejszego lub co najmniej wspomnieniami... Akceptował ten pomysł. Nie spieszyliśmy się, mieliśmy tak dużo czasu. A może to tylko mnie się zdawało...
Źródło: Rzeczpospolita OnLine

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL