Surowce i Chemia

Awarie zasilania są groźne także dla kopalni

Atak zimy doprowadził w zeszłym tygodniu do ewakuacji dwóch kopalń. Dłuższy blackout spowodowałby gigantyczne straty, ale jest też niebezpieczny dla pracujących pod ziemią
Ubiegłotygodniowe załamanie pogody spowodowało problemy z zasilaniem w zakładach Olkusz-Pomorzany (rudy cynku i ołowiu) i Janina (węgiel kamienny). Konieczna była ewakuacja górników. Z szacunków „Rz” wynika, że gdyby w czarnym scenariuszu wielka awaria zasilania na jeden dzień zatrzymała pracę śląskich kopalń węgla kamiennego, dobowa utrata przychodów sięgnęłaby ok. 90 mln zł. To na szczęście jednak mało prawdopodobne, bo kopalnie mają różne zasilania i różne sieci przesyłowe.
[wyimek]3 mln zł średniej utraty przychodów na dobę miałaby Kompania Węglowa, zatrzymując jedną kopalnię[/wyimek] Ale przymusowy przestój kopalń z różnych przyczyn nie jest sytuacją nową. Np. załoga Kompanii Węglowej zatrzymywała już 16 jej zakładów z powodu strajku, podobnie było w kopalni Budryk, zaś Jastrzębska Spółka Węglowa sama wprowadziła postojowe piątki w lecie w swoich sześciu kopalniach z powodu zbyt dużych zapasów węgla. Jednak problemy z zasilaniem na taką skalę jak ostatnio zbyt często się nie zdarzały.
– Mieliśmy kiedyś awarię sieci przesyłowej, nie z powodu pogody, w trzech kopalniach. W dwóch zatrzymała pracę na kwadrans, ale w Zofiówce na kilka godzin. Nie działała wentylacja, zwiększyło się stężenie metanu (doprowadził do śmierci 20 górników w kopalni Wujek-Śląsk 18 września – red.), trzeba było wycofać załogę, a kolejna zmiana zjechała później – przyznaje Katarzyna Jabłońska-Bajer, rzeczniczka JSW. O utratach przychodów nie chce mówić. – To zależy od wydobycia danej kopalni, poza tym nie ujawniamy cen – tłumaczy. W Kompanii, zakładając 170 tys. ton dobowego wydobycia i uśredniając cenę węgla do ok. 300 zł, utrata przychodów przy zatrzymaniu 16 kopalń na 24 godziny przekroczyłaby 50 mln zł. – Ale taka sytuacja nie jest możliwa – zapewnia Zbigniew Madej, rzecznik KW. – Każda kopalnia ma zasilanie awaryjne. Musiałoby dojść naprawdę do gigantycznej awarii, by i ono nie wystarczyło. Wtedy np. przestałaby działać wentylacja, a to już jest niebezpieczne dla pracy górników.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL