Kraj

Agencja zasłania się prokuraturą

Goście programu Bogdana Rymanowskiego (w środku) „Kawa na ławę” dyskutowali w niedzielę o aferze, której bohaterem został sam prowadzący. Poza nim na zdjęciu od lewej: Tadeusz Cymański (PiS), Ryszard Kalisz (SLD), Sławomir Nitras (PO), wicepremier Waldemar Pawlak (PSL) i szef BBN Aleksander Szczygło
TVN
Opozycja zażąda, by sprawą nagrywania rozmów dziennikarzy zajęła się sejmowa speckomisja
Kryzys państwa, nadużycie władzy, prywata, złamanie prawa – tak politycy i prawnicy komentowali informacje ujawnione w sobotę przez „Rzeczpospolitą”, a także dziennik „Polska”.
Ujawniliśmy, że ABW podsłuchiwała telefoniczne rozmowy Cezarego Gmyza z „Rz” i Bogdana Rymanowskiego z TVN z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim oraz Gmyza z Rymanowskim. Stenogramów prywatnych rozmów nie zniszczono. Prokuratura odtajniła je potem i udostępniła pełnomocnikowi prawnemu wiceszefa ABW Jacka Mąki, który toczy prywatny proces z „Rz”.
W ocenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego mamy do czynienia z kryzysem państwa. A rzecznik Klubu PiS Mariusz Błaszczak zapowiada, że zażąda, by sprawą zajęła się Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych. – Mamy do czynienia z niebywałym w ciągu ostatnich 20 lat nadużyciem władzy – mówi „Rz” Antoni Macierewicz, poseł PiS. – Ta sprawa musi być wyjaśniona do końca dlatego, że nielegalne podsłuchy zakładane w dodatku przez jedną ze służb to coś, co absolutnie nie mieści się w standardach państwa prawa. Zwłaszcza jeżeli by te podsłuchy zakładane były dziennikarzom – podkreślał w TVN 24 poseł Jarosław Gowin z PO. Działań ABW bronił rzecznik rządu. – Techniki operacyjne stosowano wobec osób podejrzanych przez prokuraturę w sprawie korupcji w komisji weryfikacyjnej WSI. I były one stosowane na polecenie prokuratury – przekonywał w TVN 24 Paweł Graś. Wicepremier Waldemar Pawlak (PSL) w Radiu Zet mówił z kolei: – Nauczmy się żyć z podsłuchami. Jednak w programie Bogdana Rymanowskiego w TVN dystansował się od postępowania wiceszefa ABW. [srodtytul]Oświadczenie o świcie[/srodtytul] ABW niezwykle szybko zareagowała na publikację „Rz”. W wydaniu internetowym „Rz” publikacja ukazała się w piątek kilka minut przed północą. W tym czasie nie pracują już służby prasowe ABW. A jednak, jeszcze zanim papierowe wydanie gazety trafiło do czytelników, o 5.35 rano ABW rozesłała do mediów oświadczenie. Zrzuca w nim odpowiedzialność za wydanie zgody na podsłuchiwanie dziennikarzy na prokuraturę. Potem były jeszcze dwa oświadczenia: Jacka Mąki i kolejne rzeczniczki Agencji, w którym ABW zaprzecza, jakoby podsłuchiwała dziennikarzy. To nie koniec wątpliwości. W sobotnim programie w TVP Info o przekazaniu na prywatny użytek Jackowi Mące stenogramów podsłuchów dziennikarskich rozmów wypowiadał się m.in. pełnomocnik wiceszefa ABW Piotr Siłakiewicz. Przypomniano, że śledztwo, w ramach którego nagrano dziennikarzy, dotyczy Wojciecha Sumlińskiego i rzekomej korupcji w komisji weryfikacyjnej WSI. Siłakiewicz stwierdził wówczas, że sprawa w grudniu trafi do sądu. Ale prokuratura poinformowała o tym oficjalnie pierwszy raz dopiero w sobotę po południu, już po programie. Skąd wiedział o tym pełnomocnik wiceszefa ABW? – Jaka jest szansa, że ABW uczciwie i bezstronnie zbierała dowody, jeżeli symbioza prokuratury i służb specjalnych tak dalece i tak bezprawnie przekraczała normalnie rozumianą współpracę? – zastanawia się Wojciech Sumliński. Złożenie doniesienia na ABW zapowiedział na dziś Roman Giertych, były adwokat Sumlińskiego. Twierdzi, że gdy go reprezentował, jego telefoniczne rozmowy z dziennikarzem były podsłuchiwane i nagrywane przez ABW, co naruszało zasadę „tajemnicy adwokackiej”. A portal Niezależna. pl poinformował, że wiosną tego roku ABW podsłuchiwała dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Stenogramy podsłuchów liczyć mają ok. 200 stron. Dziennikarzy „GP” miano inwigilować po tym, gdy tygodnik opublikował artykuł niekorzystny dla Krzysztofa Bondaryka, szefa ABW. [srodtytul]Czy prokuratura złamała prawo[/srodtytul] To na żądanie Siłakiewicza warszawska prokuratura przekazała stenogramy prywatnych rozmów Gmyza i Rymanowskiego do wykorzystania w prywatnej sprawie wiceszefa ABW. W sobotę śledczy bronili swojej decyzji. – Wniosek został dosyć szczegółowo umotywowany. I po rozpoznaniu tego wniosku, po zapoznaniu się z argumentacją, uznaliśmy ten wniosek za zasadny – mówi prokurator Robert Majewski. Ale prokuratura miała zgodę sądu tylko na podsłuchiwanie Sumlińskiego, nie Gmyza i Rymanowskiego. A chcąc wykorzystać podsłuchy zdobyte przy okazji, musi mieć tzw. zgodę następczą sądu. O taką śledczy jednak nie wystąpili. Majewski przekonuje, że zachowane podsłuchy dotyczyły wyłącznie spraw istotnych dla śledztwa. Sumliński rozważał samobójstwo, prokuratura miała się obawiać, że ma to służyć utrudnieniu postępowania. W stenogramach zarejestrowanych podsłuchów, które trafiły do rąk Mąki, znajduje się jednak np. krótka rozmowa Sumlińskiego z zapłakanym ojcem. „Będę się za ciebie modlił” – mówił do syna. [ramka][b]Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka:[/b] To nie pierwszy przypadek nadużyć i wykorzystania materiałów operacyjnych służb specjalnych. Co kilka miesięcy mamy jakąś aferę podsłuchową. Fundacja interesuje się tym problemem. Wystąpiliśmy do ABW i CBA o informacje dotyczące podsłuchów: liczbę podsłuchów, liczbę zniszczeń takich materiałów itp. Niestety, dotąd ich nie uzy- skaliśmy. Chcemy zbadać, na ile kontrola sądów i prokuratora generalnego nad podsłuchami jest faktyczna, czy sądy nie podchodzą do ich zatwierdzania zbyt rutynowo. Powinniśmy się zastanowić, czy Sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych sprawuje nad nimi właściwy nadzór. Wykorzystywanie tego typu materiałów w procesie prywatnym to bardzo poważne naruszanie standardów państwa demokratycznego. Fakt, że byli podsłuchiwani dziennikarze, też wpływa na negatywną ocenę postępowania służb. [i]zal[/i][/ramka] [ramka][b]prof. Piotr Kruszyński, ekspert prawa karnego z Uniwersytetu Warszawskiego:[/b] Zgodnie z ustawą o ABW materiały operacyjne, które nie mają bezpośredniego związku z prowadzonym postępowaniem, powinny być zniszczone na polecenie szefa tej służby. Jeżeli tak się nie stało, doszło do złamania prawa. Rozumiem, że mogło się zdarzyć, iż przypadkowo podsłuchano rozmowę z telefonu osoby, którą interesowała się służba specjalna, ale gdy się zorientowano, że taka rozmowa nie ma związku ze sprawą i jest prowadzona przez dziennikarzy, niezwłocznie powinno dojść do jej zniszczenia. Jeżeli jakimś cudem stenogramy z nagrań przekazano prokuraturze, to prokurator, który się z nimi zapoznawał, powinien stwierdzić, że nie mają związku ze sprawą. W żadnym wypadku nie powinien ich udostępniać jako dowodu w sprawie cywilnej. Szczególnie jest to naganne, gdy doszło do ich wydania pełnomocnikowi powoda będącego szefem ABW. [i]zal[/i][/ramka] [ramka][b]Małgorzata Bednarek, prezes Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów Ad Vocem:[/b] Sąd, wydając zgodę na podsłuch, wydaje zgodę nie na podsłuchiwanie numeru telefonu, lecz zgodę na podsłuchiwanie konkretnej osoby. Skoro miał być podsłuchiwany podejrzany – a niejako przy okazji doszło do podsłuchania innych osób, niż wynikałoby to ze zgody wyrażonej przez sąd – wtedy prokuratura winna się zwrócić do sądu o wyrażenie zgody następczej, tj. zgody na wykorzystanie stenogramów z rozmów przypadkowo nagranych osób. Z wypowiedzi prokuratorów warszawskich nie wynika, aby dysponowali następczą zgodą sądu. Wykorzystanie na potrzeby toczącego się postępowania karnego nagranych rozmów redaktorów Rymanowskiego i Gmyza nie było więc możliwe. Winny one zgodnie z art. 238 §3 k.p.k. podlegać zniszczeniu, które na wniosek prokuratury zarządza sąd. [i]zal[/i][/ramka] [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=w.wybranowski@rp.pl]w.wybranowski@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL