Nieruchomości

Mieszkańcy nie chcą bloków na Brzezinach

Mieszkańcy domów na Brzezinach po sąsiedzku chcieliby mieć także zabudowę jednorodzinną, a nie bloki
Fotorzepa, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Plany miasta – by obok jednorodzinnych domów w rejonie białołęckich Brzezin mogły powstać wielorodzinne bloki – budzą gwałtowne protesty mieszkańców. Padają zarzuty, że ratusz daje zielone światło deweloperom, lekceważąc zdanie lokalnej społeczności
Kiedy ratusz wyłożył nowy projekt planu zagospodarowania, do miasta zaczęły wpływać masowe protesty. – Nie możemy się zgodzić, by za oknami wyrosły nam kilkunastometrowe bloki – argumentują nasi czytelnicy (nazwiska do wiadomości redakcji).
Twierdzą, że w poprzednim, wygasłym już, planie teren ten był przeznaczony pod budynki wolno stojące lub w zabudowie bliźniaczej. – A teraz w samym środku tego obszaru dopuszcza się zabudowę wielorodzinną do 12 m. Spowoduje to znaczną utratę wartości naszych nieruchomości – uważają mieszkańcy. – Obniży też komfort naszego życia. Zgoda na kilkunastometrowe bloki oznaczałaby również znany z innych rejonów Białołęki nieład urbanistyczny – podkreślają. [srodtytul]700 uwag do projektu[/srodtytul]
Potyczki o plan zagospodarowania białołęckich Brzezin zaczęły się w 2008 r. – Wtedy to miasto po raz pierwszy próbowało dopuścić w tej okolicy możliwość zabudowy wielorodzinnej – opowiada jeden z mieszkańców. – Kiedy jednak projekt planu z takimi zapisami został wyłożony do wglądu, spotkał się z ostrą krytyką właścicieli domów w tym rejonie. Wtedy miasto nieco spuściło z tonu – wspomina. I podkreśla, że także rada dzielnicy negatywnie zaopiniowała pomysły, by Brzeziny zabudowywać blokami. Radny Białołęki Waldemar Roszak, który jest jednocześnie jednym z protestujących mieszkańców, przypomina, że na początku 2008 r., kiedy miasto pierwszy raz wyłożyło wcześniejszą wersję projektu nowego planu dopuszczającego budowę bloków, mieszkańcy złożyli prawie 700 krytycznych uwag do tego dokumentu. – Ich uwagi znalazły odzwierciedlenie w uchwale rady dzielnicy, która także negatywnie zaopiniowała takie propozycje projektantów – mówi Waldemar Roszak. – Poprzednio obowiązujący plan zagospodarowania, który wygasł w 2003 r., zakładał bowiem, że może tu powstawać jedynie niska zabudowa jednorodzinna. Wiedząc o tym, dotychczasowi i nowi mieszkańcy brali kredyty, wykładali oszczędności całego życia i budowali nowe domy. Bo nikomu nie przyszło do głowy, że ktoś kiedyś zechce pomiędzy jednorodzinną zabudowę wciskać wielorodzinne bloki – podkreśla radny. I zauważa, że ostatnia wersja projektu planu zagospodarowania jest wprawdzie dla mieszkańców bardziej korzystna niż poprzednia, ale wciąż w niektórych miejscach wolno będzie budować bloki. – To przykład ignorowania głosu mieszkańców i samorządu lokalnego – stwierdza Waldemar Roszak. I dodaje, że mieszkańcy są wzburzeni także samym sposobem poinformowania o wyłożeniu projektu planu do wglądu. – Wyłożenie nastąpiło podczas wakacji. Ogłoszenia powieszono tylko w PKiN i urzędzie dzielnicy, a malutkie zawiadomienia umieszczono gdzieś w lokalnych gazetach. Nie mieliśmy szans, by się szybko o tym dowiedzieć. A przecież plan zagospodarowania to konstytucja planistyczna, która na wiele lat określi charakter osiedla. Informacja na ten temat powinna więc dotrzeć do wszystkich zainteresowanych – podkreśla radny. – Mamy jednak nadzieję, że miejski ratusz weźmie pod uwagę głosy rady dzielnicy i mieszkańców, które są identyczne. [srodtytul]Deweloper uspokaja[/srodtytul] Tymczasem jeden z mieszkańców podkreśla, że utrzymanie zabudowy wielorodzinnej w ostatnio wyłożonym planie jest lekceważeniem i opinii mieszkańców, i stanowiska rady dzielnicy. – Takie działanie stawia pod znakiem zapytania obiektywizm władz Warszawy. Plany kłócą się przecież z zasadami ładu przestrzennego – padają argumenty. – Obawiamy się, że forsowanie w nowym dokumencie takich zapisów to dawanie zielonego światła deweloperom, którzy by osiągnąć jak największe zyski, chcieliby budować jak najwyższe domy – niepokoją się protestujący. Ziemię w tym rejonie Białołęki, przy ul. Kamykowej, ma firma Dolcan. Ale deweloper uspokaja. – Nie zamierzamy tu budować wysokich bloków, lecz jedynie wolno stojące domy i bliźniaki. Mamy już decyzję o warunkach zabudowy pod takie właśnie inwestycje – mówi Alicja Dolińska, dyrektor marketingu w Dolcanie. – Czekamy na pozwolenie na budowę. Niczego nie zamierzamy zmieniać – zapewnia.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL