Opinie

Podwyższać stopy czy jeszcze czekać

Leszek Auda członek zarządu AXA TFI
Rzeczpospolita
Ubiegłotygodniowa podwyżka stóp procentowych przez Bank Australii była pierwszą w obecnym cyklu podwyżką stóp w kraju należącym do G10.
Co prawda wcześniej stopy procentowe podwyższył już Bank Izraela, ale nie zostało to aż tak bardzo zauważone. Można więc powiedzieć „pierwsze koty za płoty” i zastanowić się, co dalej?
Otóż prędzej czy później stopy procentowe będą podnoszone również przez inne banki centralne. Skala obniżek i ich koordynacja między władzami monetarnymi różnych krajów w połączeniu ze stymulacją fiskalną wyprowadziła rynki finansowe oraz gospodarkę światową z korkociągu, który, jak się zdawało, zakończy się mocnym zderzeniem z ziemią. Gospodarka uniknęła jednak katastrofy i powoli zaczyna nabierać tempa. Tak jak katastrofa zagrażała wszystkim i wszyscy razem starali się jej zapobiec, tak wychodzenie z kryzysu odbywa się już nierównomiernie. Niektóre części świata radzą sobie lepiej, inne cały czas nie mogą dojść do siebie. Z jednej strony mamy rozwijające się kraje Azji, które szybko otrząsnęły się z kryzysu, z drugiej mamy kraje rozwinięte, gdzie odbicie nie jest na razie wyraźne. Rodzi to ryzyko, że podwyżki stóp nie będą już tak zsynchronizowane, jak były obniżki. W świecie generalnie niskich stóp procentowych i mobilnego kapitału może to oznaczać dużą zmienność kursów walut. Jednak zawsze istnieje ryzyko, że przedwczesne wycofanie działań stymulacyjnych i niskich stóp procentowych może zdławić rodzące się ożywienie. W chwili obecnej z uwagi na słabość rynku pracy niewspomagany działaniami rządów popyt mógłby okazać się zbyt słaby, aby kontynuować rozpoczęte ożywienie. Dla wielu krajów, które zaangażowały swoją wiarygodność kredytową w walce z kryzysem, byłby to scenariusz nieakceptowalny. Kolejny kryzys w następstwie własnego błędu – po tym, jak wystrzelało się cały arsenał środków?
To lepiej już chyba utrzymywać niskie stopy procentowe, ze świadomością ryzyka nowej bańki spekulacyjnej albo podwyższonej inflacji. Wszystko wskazuje na to, że taki właśnie będzie tok rozumowania większości decydentów na świecie. Oznaczałoby to, że banki centralne poczekają z podwyżkami stóp na twarde dane świadczące o odradzaniu się rzeczywistego popytu. Koszty ewentualnych błędów byłyby obecnie zbyt duże, aby sobie na nie pozwolić. Poza tym, kto udzieliłby na nie pożyczki?
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL