Z ochraną bez szans

Temat na wielką książkę. Podstawowe dla niej źródła opublikowano w okresie międzywojennym, kilkanaście lat temu przypominał je Marek Ruszczyc, ale trzeba by dla uzupełnienia sporo posiedzieć w polskich i zagranicznych archiwach, wybrać się do Rapperswilu, sięgnąć do XIX-wiecznej korespondencji i pamiętników pozostających jeszcze w rękopisach.
Ale za to, ręczę, powstałaby rzecz fascynująca. Zachęcam do sprzątnięcia mi tego tematu sprzed nosa, bo sam się nim zajmę Bóg jeden wie kiedy i czy w ogóle.Myślę o historii zwalczania przez ochranę polskiej XIX-wiecznej emigracji. Niestety, jest to historia smutna. W starciu z perfidną, świetnie zorganizowaną i hojnie uposażoną przez carat tajną policją Polacy nie mieli żadnych szans, tym bardziej że często „po linii służbowej” wspierały ją służby krajów, w których żyli, szczególnie policja francuska. Rosyjski wywiad bez trudu więc lokował swych szpicli w głównych emigracyjnych środowiskach i instytucjach, ci zaś nie tylko donosili natychmiast o każdej inicjatywie „firmie” księcia, nomen omen, Dołgorukowa, ale też bezustannie rodaków skłócali, prowokowali do różnych fatalnych w skutkach działań i wykorzystywali zdobytą wiedzę do pisania zohydzających paszkwili zarówno do polskojęzycznych zaborczych gadzinówek w kraju, jak i na uż...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL