Film

Fabryka niemieckich snów

Rzeczpospolita OnLine, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Goebbels kręcił tu nazistowskie filmy propagandowe. Quentin Tarantino – „Bękarty wojny”. Historia lubi płatać figle
[b][link=http://www.rp.pl/galeria/235130,375082.html]Zobacz zdjęcia[/link][/b]
Poczdamskie studio filmowe Babelsberg jest najstarszym studiem na świecie. Założone w 1911 r., już w 1912 r. wypuściło pierwszy film – „DerTotentanz”, w reżyserii Urbana Gada z Astą Nielsen w roli głównej. Potem były tak słynne produkcje, jak „Metropolis” Fritza Langa (1926) czy „Błękitny anioł” z Marleną Dietrich (1930), a po wojnie kolejne odcinki serii o dzielnym Apaczu Winnetou. W latach 30. i początku 40. XX wieku w Babelsbergu kręcono jeden za drugim filmy propagandowe. Maszyneria doktora Goebbelsa działała z wielkim poświęceniem. Wypuściła ponad tysiąc takich filmów! Historia zakpiła sobie z tych działań. W tym samym miejscu kilkadziesiąt lat później Quentin Tarantino nakręcił śmieszno-straszny film o nazistach „Bękarty wojny” (właśnie w polskich kinach).
Kiedy odwiedzam miasteczko filmowe Babelsberg, stoją jeszcze dekoracje do filmu. Przewodnik, którego proszę o pokazanie mi ich, zastrzega, że nie wolno fotografować. Drewniane atrapy przedwojennych kamienic grały też w „Pianiście” Romana Polańskiego i „Lektorze” Stephena Daldry’ego. Od frontu – sklepy, szyldy, okna mieszkań. Z tyłu – skomplikowane drewniane rusztowania podtrzymujące tę całą konstrukcję. Większe zainteresowanie wycieczek wzbudzają jednak dekoracje współczesne, w których od 17 lat (!) kręci się ulubiony serial Niemców „Gutezeiten, schlechte zeiten” („Dobre czasy, złe czasy”). Część przedwojenną wytwórni można obejrzeć jedynie podczas objazdu kolejką turystyczną. Najwyraźniej jednak duch Marleny Dietrich już się ulotnił. Za to można jeszcze poczuć atmosferę NRD, a to za sprawą jej czołowego produktu – serialuanimowanego dla dzieci „Piaskowy dziadek”. Przygody słynnego sandmanna kręcone są zresztą do dziś. W różnych częściach parku dzieci poznają tajniki powstawania filmów. Wchodzą do sali w pałacu, gdzie mogą zasiąść na tronie i zobaczyć, że to tylko dekoracja. Poznać warsztat scenografa i charakteryzatora, któryzaopatrzy każdego w rozległą ranę na twarzy, oraz kostiumologa przebierającego dziewczęta za królewny, a chłopców za książąt. Zobaczyć, jak niewielki model okrętu na ekranie może się zamienić w miotany falami prawdziwy transatlantyk. Publiczność świetnie się bawi w studiu telewizyjnym, gdzie demonstruje się jej telewizyjne sztuczki – na przykład zapowiadanie pogody bez mapy. Są też poważniejsze nauki – prowadzący pokazuje, jak łatwo oszukać widzów, manipulując obrazem i tekstem. W miasteczku jest uliczka jak z Dzikiego Zachodu, gdzie można się ćwiczyć w płukaniu złota. I średniowieczne miasto z horroru, w którym na cmentarzu otwierają się grobowce lub nagle z łoża śmierci powstają wampiry. A wszystko okraszone pomrukami, jękami i wrzaskami mającymi potęgować grozę. Lecz sztuczki są na tyle przaśne, że wywołują raczej uśmiech niż strach.  
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL