Ekonomia

Nowa metoda walki z CO2 wkrótce w Polsce

Na czele stawki są Chiny, USA, Indie, Rosja i Japonia. Ale to Unia najbardziej dąży do redukcji emisji CO2 do atmosfery.
Rzeczpospolita
Aker Clean Carbon rozmawia z Vattenfallem o przetransportowaniu do Polski ze Szkocji miniaturowej instalacji wychwytu i magazynowania CO2 – wynika z informacji „Rz”
– Rozmowy są prowadzone, ale na razie decyzje nie zapadły – powiedział „Rz” John Nustad, dyrektor ds. rozwoju w norweskim Aker Clean Carbon.
Zbyt duża emisja CO[sub]2[/sub] do atmosfery została uznana za jedną z głównych przyczyn ocieplania klimatu. Jedną z metod wychwytywania dwutlenku węgla są właśnie mobilne instalacje magazynowania CO[sub]2[/sub] (tzw. CCS). Od maja taka instalacja pracuje w elektrowni Scottish Power (2400 MW) w Longannet koło Edynburga. Instalację da się przewieźć (do Szkocji przyjechała z Norwegii). Waży 20 ton, ma 40 m długości i 2,6 m wysokości. Ta kompaktowa zabawka technologiczna (przerabia 2 tys. ton CO2 rocznie) ma na celu sprawdzić w praktyce wychwytywanie i magazynowanie CO[sub]2[/sub]. – W Polsce takie testy na pewno by się przydały, skoro ponad 90 proc. waszej elektryczności wytwarza się z węgla – mówi Nustad.
Jeśli doszłoby do podpisania umowy między Aker a Vattenfallem, instalacja mogłaby przyjechać do Polski najwcześniej w lutym 2010 r. Wcześniej bowiem ma ją obejrzeć jeszcze w Szkocji książę Karol. Aker pracuje nad uruchomieniem kolejnych instalacji CCS. W 2011 r. ma ruszyć większa, przerabiająca 78 tys. ton CO[sub]2[/sub] rocznie w Mongstad (kompleks rafineryjny) na zachodnim wybrzeżu Norwegii. Norwegowie mają także doświadczenie z zatłaczaniem dwutlenku węgla pod dno morza. Na platformie wiertniczej Sleipner (StatoilHydro) od 1996 r. składują na głębokości 800 – 1100 m CO[sub]2[/sub], z którego oczyszczany jest wydobywany tam gaz. – Norwegia musi się zająć redukcją emisji CO[sub]2[/sub], bo jest producentem gazu i ropy. Eksportując je, przyczyniamy się do emisji CO[sub]2[/sub] – mówi Kai Lima, wiceprezes StatoilHydro. W czerwcu weszła w życie dyrektywa unijna dotycząca CCS. Kraje wspólnoty mają dwa lata na dostosowanie swojego prawa do niej. Jednak nie załatwi to wszystkich problemów (choć UE dofinansuje 12 tzw. projektów flagowych, czyli instalacji pilotażowych i przeznaczy na to ok. 10 mld euro). Zwłaszcza że przez instalację CCS energia zdrożeje, a sprawność elektrowni zmaleje. Ale zdaniem ekspertów będzie to i tak tańsze niż płacenie za emisje CO[sub]2[/sub] po 2020 r. – Regulacje prawne są niezbędne, bo np. mimo dyrektywy CCS konwencja londyńska nadal zabrania transportu CO[sub]2[/sub] przez granicę państw – mówi Paal Frisvold z ekologicznej fundacji Bellona. Przeciwnicy CCS podnoszą jednak kwestie bezpieczeństwa – co stanie się za dziesiątki lat z dwutlenkiem węgla pod ziemią, czy jego transport będzie bezpieczny. – Monitoring geologiczny będzie niezbędny, ale pamiętajmy, że CO[sub]2[/sub] to gaz. Skoro ludziom nie przeszkadzają rurociągi z gazem palnym, to trzeba im wytłumaczyć, że i te to zło konieczne, ale lepsze niż emisja CO[sub]2[/sub] do atmosfery – uważa Frisvold.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL