Surowce i Chemia

Ukraińskie kopalnie nie na sprzedaż

Fotorzepa, Sławomir Mielnik
Sąd Konstytucyjny w Kijowie podważył strategię rządu Julii Tymoszenko, która zakładała sprzedaż 99 kopalń do końca tego roku
Zgodnie z ukraińskimi przepisami, zakłady państwowe o znaczeniu ogólnonarodowym (w tym kopalnie węgla) mogą być sprzedawane w drodze prywatyzacji, a nie poprzez zwykłą procedurę sprzedaży. Sąd Konstytucyjny miał też zastrzeżenia, że pozyskane środki miałyby trafić do Ministerstwa Przemysłu Węglowego Ukrainy, a nie do budżetu państwa. Eksperci w Kijowie tłumaczą, że Tymoszenko zamierzała prywatyzować kopalnie z pominięciem niezbędnych procedur.
- Najpierw trzeba byłoby przeprowadzić ich audyt, oszacować wartość, sprawdzić stan zadłużenia. Później rozpisać konkurs, a wobec niektórych zakładów być może nawet ogłosić bankructwo - mówi „Rzeczpospolitej” Ołeh Soskin, doradca ekonomiczny byłego prezydenta Leonida Kuczmy. Z wnioskiem do Sądu Konstytucyjnego wystąpił w maju prezydent Wiktor Juszczenko. Uzasadniał, że prawo do udzielania zgody na sprzedaż majątku państwowego o znaczeniu ogólnonarodowym należy do parlamentu. Sąd przyznał mu rację podkreślając, że ukraińskie zakłady wydobywcze to „dobro narodowe”.
Zdaniem ekspertów prywatyzacja ukraińskich kopalni (w wielu przypadkach z poradziecką przestarzałą technologią) jest niezbędna dla poprawy bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że przez coraz gorszą sytuację zakładów wydobycie węgla u naszych sąsiadów spadło po trzech kwartałach tego roku aż o 8 proc. – Decyzja sądu może tylko wydłużyć procedury prywatyzacji zakładów górniczych na Ukrainie, a one potrzebują pieniędzy wręcz na już – mówi „Rz” ekspert tamtejszego rynku proszący o zachowanie anonimowości. Nie wiadomo jednak, czy opóźnianie procesów restrukturyzacyjnych nie zakręci kurka z unijną pomocą dla ukraińskich kopalń, liczoną w milionach dolarów. Wystarczy bowiem spojrzeć na ukraiński rynek produkcji węgla. Na Ukrainie 15 prywatnych kopalń (należą m.in. do Mittala czy Achmetowa) produkuje 40 proc. węgla, zaś ok. 100 państwowych – 60 proc. Z problemami prywatyzacji borykają się też polskie spółki wydobywcze. Na giełdzie jest tylko sprywatyzowana w jednej trzeciej Bogdanka, zaś śląskie firmy – Kompania Węglowa, Katowicki Holding Węglowy czy Jastrzębska Spółka Węglowa o prywatyzacji na razie mogą zapomnieć (np. Kompania wciąż spłaca ok. 1 mld zł starych długów upadłych spółek, z których została stworzona, a KHW ma problemy z płynnością finansową, a JSW musi najpierw skonsolidować grupę węglowo-koksową). Śląskie spółki węglowe skupiające łącznie 27 kopalń węgla kamiennego mogą liczyć najwcześniej na prywatyzację w 2011 r., ale te daty są zmienne, bo np. KHW miał już debiutować w 2005 r. Jednak największą reformę górnictwo w Polsce, w przeciwieństwie do ukraińskiego, ma już za sobą. Rząd Jerzego Buzka wprowadził reformę, na podstawie której zlikwidowano ponad 20 zakładów górniczych i zredukowano zatrudnienie o połowę do ok. 110 tys. ludzi teraz. Rząd uzasadniał wówczas, że reforma jest niezbędna, bo nierentowne zakłady w latach 1990-1997 wypracowały zadłużenie przekraczające 11 mld zł.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL