Historia

Biały koń, czerwone maki

Władysław Anders jako student Politechniki Ryskiej, ok. 1913 r.
Archiwum „Mówią Wieki"
O świcie w pierwszych dniach sierpnia 1941 r. otwierają się drzwi celi na Łubiance. Strażnik, dziwnie uroczysty, zadaje sakramentalne w sowieckich więzieniach pytanie: „Kto u was na literę „A”? Na przesłuchanie!”.
Po chwili więzień na „A” z trudem kusztyka o kuli długimi korytarzami, prowadzony przez kilku strażników. Nie popychają go, jak dawniej, lecz troskliwie pomagają. Orszak dociera do części gmachu, w której urzędują dostojnicy NKWD. W gabinecie z przepysznymi dywanami i meblami witają więźnia dwaj mężczyźni.
Pierwszy z nich, łysawy, w okularach przedstawia się „jestem Beria”. „A ja Mierkułow” – mówi drugi. Więziony od ponad 20 miesięcy generał Władysław Anders dowiaduje się, że na mocy porozumienia Stalina z Sikorskim ma sformować polską armię w sowieckiej Rosji i objąć jej dowództwo. Łubiankę opuszcza limuzyną Berii. Rok później samolot z gen. Andersem na pokładzie startuje z lotniska w Aszchabadzie do Iranu. Generał powtarza sobie słowa pieśni, która towarzyszy pędzonym rano do pracy więźniom sowieckich łagrów: „ja drugoj takoj strany nie znaju/Gdie tak wolno dyszit czełowiek”. Dla Polaków, których udało się ewakuować z Rosji na Bliski Wschód – blisko 80 tys. żołnierzy i niespełna 40 tys. cywilów – od tej chwili będzie Mojżeszem, który wyprowadził swój lud z domu niewoli. W następnych latach jego legenda – zwycięzcy spod Monte Cassino, od 1945 r. naczelnego wodza i duchowego przywódcy emigracji – wciąż się umacnia i nabiera nowych barw.
Publicyści porównują go, z racji cnót żołnierskich i niezłomnego patriotyzmu – choć także upodobania do hulanek – do księcia Poniatowskiego. Przed wojną znany głównie z odwagi i wyczynów jeździeckich – był właścicielem stajni wyścigowej i m. in szefem zwycięskiej ekipy jeźdźców na zawodach o Puchar Narodów w Nicei w 1925 r. – oraz nie mniejszej niż Wieniawa ułańskiej fantazji, jeszcze za życia uchodził za jednego z najwybitniejszych Polaków XX w. Urodzony w 1892 r. pod Krośniewicami w pobliżu Kutna, wywodził się ze szlachty kurlandzkiej, z dawien dawna osiadłej w Polsce i bardzo dla niej, m.in. podczas powstania styczniowego, zasłużonej. Jego ojciec Albert, agronom i administrator majątków ziemskich, dochował się aż czterech synów oficerów. Najstarszy Władysław w czasie I wojny światowej, jako dowódca szwadronu w 3. Pułku Dragonów Carskich, zasłynął z wyczynów przypominających sienkiewiczowskie „podchodzenie Chowańskiego”. Podobną sztukę praktykował nad Berezyną na froncie wojny polsko-bolszewickiej, dowodząc 15. Pułkiem Ułanów Poznańskich. Jego podjazdy potrafiły przebywać nawet po 200 km i rozbijać znacznie silniej-sze oddziały sowieckie. We wrześniu 1939 r. jako dowódca Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, a potem grupy operacyjnej kawalerii, po walkach pod Warszawą przedarł się pod Tomaszów Lubelski. Ranny podczas potyczki z bolszewikami prosto ze szpitala we Lwowie trafił do celi Brygidek, a potem na Łubiankę. ... W marcu 1944 r. do kwatery Władysława Andersa – dowódcy polskiego II Korpusu, wydzielonego z wojsk formowanych na Bliskim Wschodzie – w południowych Włoszech przyjeżdża dowódca 8. Armii brytyjskiej gen. Leese z propozycją, by Polacy zaatakowali Monte Cassino. Polski dowódca musi podjąć najtrudniejszą decyzję swego życia w ciągu dziesięciu minut. I – przekonany, że bój o owiany ponurą sławą klasztor pomoże polskiej sprawie – podejmuje ją. Załoga Monte Cassino, flankującego dolinę Liri, którą biegnie droga do Rzymu, odparła krwawo już trzy szturmy alianckie. Amfiteatralnie położone wzgórza nad Cassino – wiosną czerwone od maków – stanowiły mrowisko bunkrów, strzelających krzyżowo z broni maszynowej, obsadzone przez elitarną dywizję spadochroniarzy i pułk wysokogórski. A wielu polskich żołnierzy nigdy nie było w ogniu... Natarcie zaczyna się nocą z 11 na 12 maja. Generał Anders, który sam niegdyś prowadził do szarży swych kawalerzystów, teraz może tylko nasłuchiwać huku nocnej bitwy i czekać na meldunki. Rano natarcie się załamuje. W obliczu kryzysu generał wydaje rozkaz – „wszyscy na linię”. W nocy z 17 na 18 maja Niemcy zaczynają się wycofywać. O świcie patrol 12. Pułku Ułanów Podolskich zatyka na gruzach klasztoru ułański proporczyk. Generał Anders symbolizował polskie nadzieje. Potem – gdy przestano liczyć na jego powrót na białym koniu do Warszawy – niezłomny opór przeciw zniewoleniu i honor polskich żołnierzy. W PRL był uosobieniem wszelkiego zła. Zmarł w w 1970 r., w rocznicę pierwszego natarcia na Monte Cassino. Pochowano go na cmentarzu, gdzie spoczywa blisko 1000 polskich żołnierzy poległych w bitwie – w kotlinie między klasztorem a wzgórzem 593, które spłynęło krwią batalionów Karpackiej Dywizji. [i]Wojciech Markert „Generał broni Władysław Anders” Maria Nurowska „Anders”[/i][i]dziennikarz „Rzeczpospolitej”, popularyzator nauki, autor m.in. licznych publikacji z zakresu turystyki historycznej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL