Budżet i Podatki

Wpływy z VAT ciągle niskie

Deficyt budżetowy sięgnie górnego pułapu. Minister finansów tylko przez chwilę był optymistą. Dwa miesiące po nowelizacji obniżył tegoroczną prognozę niedoboru budżetowego, aby po dwóch tygodniach znów ją podnieść.
Rzeczpospolita
Minister finansów zmienił prognozy dotyczące tegorocznych dochodów budżetu państwa. Deficyt wyniesie jednak 27,2 miliardy złotych
Jeszcze dwa tygodnie temu, gdy ogłoszono wstępny projekt ustawy budżetowej na przyszły rok, minister finansów Jacek Rostowski był optymistą jeśli chodzi o tegoroczny deficyt budżetowy. Teraz, jak wynika z treści projektu budżetu opublikowanego wczoraj na stronie internetowej Sejmu, zmienił zdanie.
Spodziewał się, że w całym 2009 roku wpływy podatkowe przekroczą planowaną kwotę 204,8 mld zł o około 4,7 mld zł. Wyższe miały być dochody z VAT – o 3,5 mld zł, PIT o 0,5 mld zł oraz akcyzy o 0,8 mld zł. Mniej o 80 mln zł państwo miało zarobić na cłach. W efekcie deficyt zamiast spodziewanych 27,2 mld zł, miał sięgnąć 22,5 mld zł. Wiceminister finansów Elżbieta Suchocka-Roguska pod koniec września nie była już jednak taka pewna, że faktycznie uda się tak dobrze zakończyć rok. Stwierdziła, że deficyt będzie większy, bo jest wiele różnych elementów, które trzeba wziąć pod uwagę. Chociażby kurs euro, po jakim będziemy wymieniali środki unijne. [wyimek]4,9 proc. w realizacji do PKB może wynieść przyszłoroczny deficyt budżetu państwa[/wyimek]
Ekonomiści mają jednak wątpliwości, czy ostrożne podejście do przewidywanego poziomu deficytu podyktowane zostało wyłącznie dużymi wahaniami kursowymi. – Może będzie to miało wpływ na wynik, ale ważniejsze jest to, że po miesiącach wakacyjnych, kiedy choćby z powodów wydatków turystycznych wpływy z VAT mogły być trochę lepsze, trudno przewidzieć, jak będzie wyglądała pod tym względem końcówka roku – wyjaśnia Maciej Krzak, ekspert CASE. Były minister finansów Mirosław Gronicki uważa, że resort przygotowując pierwszy projekt ustawy budżetowej, zachłysnął się dobrym wynikiem, jeśli chodzi o wpływy z podatku od towarów i usług po lipcu. – Sierpień był już gorszy, podobnie wyglądał pod tym względem prawdopodobnie wrzesień – stwierdził ekonomista. W jego opinii jednak dla rynków finansowych ważniejsza byłaby informacja o prognozowanym poziomie deficytu całego sektora finansów publicznych, a tej resort finansów nie zamieścił. Gronicki sądzi, że w tym wypadku niespodzianek nie będzie i 2009 r. zakończymy z deficytem sektora na poziomie 6 – 7 proc. PKB, a przyszły będzie nieco gorszy – 7 – 8 proc. PKB. Mniej pewny ostatecznego wyniku jest Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas. – Moje obecne szacunki na ten rok mówią o poziomie 6,2 – 6,5 proc. PKB, decydujący wpływ na końcowy poziom będzie jednak miał wynik samorządów, który bardzo trudno przewidzieć – twierdzi ekonomista. – Nie zna go nawet resort finansów, co potwierdziła ubiegłoroczna historia, kiedy spodziewano się dziury na poziomie 2,7 proc., a ostatecznie urosła ona do 4 proc. PKB. Dybuła uważa, że na miejscu ministra finansów nie tworzyłby wizji, że będzie lepiej, niż już się wszyscy spodziewali. – Nawet jeśli dochody podatkowe miałyby być trochę wyższe, to w perspektywie ogromnej dziury spodziewanej na przyszły rok lepiej ponieść pewne wydatki planowane na 2010 rok jeszcze w tym roku i zrealizować deficyt do końca – mówi ekonomista BNP Paribas. [ramka][b]Andrzej Arendarski - prezes Krajowej Izby Gospodarczej[/b] Projekt budżetu został przygotowany w warunkach kryzysu w gospodarce światowej. Nie usprawiedliwia to jednak faktu, że limit wydatków budżetowych na 2010 r. jest wyższy od zaplanowanego w nowelizacji na ten rok o 24,2 mld zł, tj. o 8,9 proc., co oznacza realny wzrost o 7,8 proc. Prawdopodobne jest też przekroczenie w 2010 r. zadłużenia na poziomie 55 proc. PKB. Zależy to głównie od kursu złotego i powodzenia planu prywatyzacji. Jednocześnie, wydatki na obsługę długu publicznego wzrosną w 2010 r. o 4,5 miliarda zł – do kwoty 35,1 mld – czyli wyniosą prawie 12 proc. wydatków ogółem.[/ramka] [ramka][b]Projekt na 2010[/b] Pierwsze czytanie projektu ustawy budżetowej na 2010 rok odbędzie się 7 października. Parlament ma cztery miesiące na prace nad budżetem, licząc od dnia przekazania projektu do Sejmu. Jeżeli w tym czasie ustawa budżetowa nie zostanie przekazana prezydentowi, ten może w ciągu 14 dni zarządzić skrócenie kadencji Sejmu. Z kolei prezydent ma siedem dni na podpisanie budżetu, licząc od chwili przekazania mu ustawy przez marszałka Sejmu. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL