Sport

Rewolucja w olimpijskiej telewizji

ROL
Igrzyska 2016. Chicago, Tokio, Rio de Janeiro czy Madryt? Rozstrzygnięcie już jutro
Po miesiącach lobbingu, prezentacji i składania obietnic sztaby czterech miast kandydatów zjechały do Kopenhagi na rozpoczynający się dziś kongres Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, czyli jeszcze więcej lobbingu, prezentacji i obietnic.
Teoretycznie każdy ze 106 członków MKOl powinien już wiedzieć, na kogo jutro zagłosuje. Faworytem jest Rio de Janeiro, które kusi najbardziej marzycielską wizją igrzysk, zaplanowało najwyższy budżet i reprezentuje kontynent, na którym olimpiady nigdy nie było. Do Rio MKOl miał w swoich raportach najmniej zastrzeżeń. [srodtytul]Przyjedzie Obama[/srodtytul]
Ale wybory mają swoją alchemię. Cztery lata temu w Singapurze ówczesny premier Wielkiej Brytanii Tony Blair tak wytrwale czarował w kuluarach, aż przyciągnął igrzyska 2012 do Londynu, choć faworytem był Paryż. W Kopenhadze będzie jutro nawet Barack Obama. Pierwszy amerykański prezydent, który uznał, że przyznawanie igrzysk to tak ważna sprawa, iż musi być obecny podczas głosowania i wspierać swoje Chicago. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie Amerykanie będą najgroźniejszym rywalem Rio. Obiecują igrzyska, na których zarobią wszyscy, łącznie z organizatorami (ci z reguły dokładają, i to dużo). Olimpiadę na największym rynku biznesowym i telewizyjnym świata. Trudno o lepszy argument na czas kryzysu, zwłaszcza że umowa o prawa do transmisji igrzysk 2014 i 2016 na terenie USA wciąż nie jest podpisana. A to najbardziej dojna krowa z tych, które zapewniają MKOl 4,5 mld dolarów dochodów z jednego cyklu igrzysk zimowych i letnich. [srodtytul]SportFive sprzedaje[/srodtytul] Prawdziwa rewolucja na rynku olimpijskich praw telewizyjnych dokonała się już gdzie indziej: w Europie, gdzie od pół wieku prawa kupowała hurtowo dla swoich członków Europejska Unia Nadawców (EBU) zrzeszająca stacje publiczne. To EBU negocjowała z MKOl, a jej członkowie składali się na prawa proporcjonalnie do siły danego rynku telewizyjnego. Za Vancouver 2010 i Londyn 2012, ostatnie igrzyska sprzedane w ten sposób (ale z wyłączeniem Włoch, tam już te dwie olimpiady pokaże komercyjna stacja SKY), EBU zapłaciła 800 mln dolarów. Za olimpiadę zimową 2014 w Soczi i letnią w 2016 r. MKOl chciał dużo więcej, negocjacje zakończyły się klęską. Pierwszy raz igrzyska, od zimowych 2014 zaczynając, są do wzięcia dla wszystkich nadawców: publicznych i prywatnych. Pokaże je ten, kto zapłaci więcej firmie SportFive, bo to ona wygrała rywalizację z innymi agencjami marketingowymi i kupiła w lutym od MKOl pakiet praw dla 40 krajów Europy, w tym Polski. Zapłaciła 342 mln dolarów, teraz będzie je odsprzedawać. Umowa nie obejmuje Włoch, Turcji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji. Z nimi MKOl negocjuje bezpośrednio. We Włoszech i Turcji był już umówiony ze stacjami prywatnymi z imperium Ruperta Murdocha i dostał łącznie 250 mln dolarów. W Hiszpanii prawa utrzymała państwowa RTVE, płacąc niedawno 100 mln dolarów. Na trzech pozostałych rynkach, największych w Europie, negocjacje trwają. MKOl liczy, że zgarnie z rynku europejskiego 1,2 mld dolarów. 700 mln już ma. SportFive zobowiązał się zapewnić jak największy zasięg transmisji. Stacja, która kupi prawa, musi pokazać 200 godzin relacji z igrzysk letnich i 100 z zimowych w kanale ogólnodostępnym. Dla letnich wychodzi średnio po 14 godzin transmisji dziennie, tyle, ile pokazały TVP 1 i TVP 2 z Pekinu. Kibicom nie stanie się więc podczas tej rewolucji krzywda. [srodtytul]Duże pieniądze[/srodtytul] Telewizyjna rozgrywka może być pasjonująca. Zwłaszcza w Polsce, kraju ponad dziesięciu kanałów sportowych, w którym firma SportFive zbudowała praktycznie monopol na handel prawami telewizyjnymi. Teraz ma w ręku również prawa do igrzysk, najchętniej oglądanego wydarzenia na świecie. Na razie trudno oszacować, ile będą kosztowały prawa, ale jak mówi Andrzej Placzyński, szef SportFive w Polsce: – Na pewno więcej niż składka do EBU. Nie sądzę, by w kraju, w którym ITI zapłaciło za Ligę Mistrzów tyle pieniędzy (mówi się o 50 mln euro za trzyletnią umowę – piw), nie udało się wynegocjować dużych pieniędzy za igrzyska. [srodtytul]TVP czy Polsat[/srodtytul] Kosztowne transmisje olimpijskie były dotychczas największymi przedsięwzięciami organizacyjno-finansowymi telewizji publicznej. Teraz TVP będzie do nich musiała doliczyć podwyżkę opłaty licencyjnej. Jeśli uda się wygrać walkę o prawa. Polsat zapowiada, że na pewno do niej stanie. – Igrzyska to wiele sportów, które dla Polsatu mogą być atrakcyjne – mówi Placzyński, mając na myśli przede wszystkim siatkówkę i inne gry zespołowe. – Podczas igrzysk w Pekinie Polsat przegrywał, cokolwiek by pokazał. To musi dawać do myślenia i zachęcać do walki. Jednocześnie igrzyska to prestiż, ale nie zawsze zyski, a Polsat już dużo stracił na Euro 2008 – mówi „Rz” osoba znająca rynek sportowych praw TV. Czy TVP może mieć jakiegoś innego rywala niż Polsat? – Nie sądzę. Trudno mi sobie wyobrazić, że w 2014 r. TVN porzuca swoją widownię i na dwa tygodnie oddaje antenę igrzyskom zimowym. Chyba żeby Marcin Prokop z Dorotą Wellman pojechali w bobslejowej czwórce. Na razie SportFive przygotowuje się do przetargów. Firma powołała specjalny oddział w Szwajcarii, gdzie zebrała specjalistów od spraw olimpijskich. Andrzej Placzyński mówi, że zaprosić telewizje do przetargu może już w połowie października, a rozstrzygnąć sprawę do końca roku. Ale to mało prawdopodobne. Żadna ze stron nie ma powodu, by się spieszyć. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora [mail=p.wilkowicz@rp.pl]p.wilkowicz@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL