fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Szpital wydzierżawię

Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Alternatywa dla prywatyzacji. W budynkach placówek należących do samorządów leczeniem zajmują się prywatne firmy
Zmiany dotyczą przede wszystkim małych szpitali powiatowych. To właśnie one do tej pory najczęściej przekształcały się w spółki. Teraz samorządy rezygnują z komercjalizacji, decydując się na dzierżawienie budynków prywatnej firmie. – Władze lokalne uważają takie rozwiązanie za bezpieczniejsze – uzasadnia Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich.
– Własność pozostaje w rękach samorządu. Nawet jeśli dzierżawca będzie miał jakieś kłopoty, samorząd nie straci zupełnie kontroli nad szpitalem. To rozwiązanie bezpieczniejsze niż przekształcenie w spółkę – mówi Dariusz Hankiewicz, dyrektor szpitala w Radzyniu Podlaskim (woj. lubelskie). Jego placówka ma być przekształcona w spółkę albo samorząd ogłosi przetarg na wieloletnią dzierżawę.
Radni mają podjąć decyzję jeszcze we wrześniu. – Władze powiatu rekomendują radnym to drugie rozwiązanie – dodaje Hankiewicz.
Rząd nadal promuje przekształcanie w spółki: samorządy, które się na nie zdecydują, mogą liczyć na finansowe wsparcie państwa, czyli np. pomoc w spłacie długów wobec ZUS czy PFRON. Dlaczego więc z tego rezygnują? – Nasz szpital nie ma długów wobec państwa, jesteśmy winni pieniądze dostawcom. Pomoc rządowa nie zmieniłaby naszej sytuacji – tłumaczy Tadeusz Wojszkun, dyrektor szpitala w Sztumie (woj. pomorskie), który jest w trakcie przekształceń.
Podaje i inny argument. – Spółka Szpitale Polskie, która będzie prowadzić w szpitalu leczenie, zobowiązała się, że zainwestuje w placówkę 30 mln zł. Dla starostwa taka inwestycja była nie do udźwignięcia – dodaje Wojszkun.
Podobnie jest w Jędrzejowie (woj. świętokrzyskie), gdzie budynek od ponad roku dzierżawi prywatna firma.
– Przez pół roku firma zainwestowała w szpital 4 mln zł:
3 mln w sprzęt, milion w remonty – mówi Jarosław Wójcicki, dyrektor placówki.
[wyimek]40 lat na tyle został wydzierżawiony szpital w Jędrzejowie[/wyimek]
Nie ma wątpliwości, że szpital od czasu przejęcia zaczął odbijać się od dna. To tutaj rok temu doszło do głośnej ewakuacji noworodków, gdy wymówienia złożyli lekarze domagający się podwyżek. Medyków brakowało też na chirurgii i pediatrii. Szpital nie był w stanie wywiązać się z kontraktu z NFZ, więc fundusz go zerwał.
– Długi były nieduże, problemem był brak kadry. Trzeba było zmienić zarządzanie – wspomina Wójcicki. Dzisiaj szpital zatrudnia tylko część lekarzy, którzy w czasie kryzysu złożyli wypowiedzenia. Pozostali dojeżdżają z Kielc, Radomia, Ostrowca. – Odzyskujemy powoli utraconą markę – mówi Wójcicki.
Szpital już uzyskał certyfikaty ISO, stara się o certyfikat „Szpital bez bólu”. Ale wciąż kobiety, pamiętając o tym, co działo się tu rok temu, jeśli mogą wybierać miejsce porodu, wolą jechać do oddalonych o 30 km Kielc. – Wciąż mamy 40 porodów miesięcznie, a liczyliśmy na 60. Pacjent to klient. Ciąży nam zła opinia poprzedników – przyznaje Wójcicki.
Szpital w Jędrzejowie został wydzierżawiony na 40 lat, w Sztumie na 15 (ale umowę można przedłużyć). Co potem?
– Samorząd nie może czekać, aż umowa się skończy, i dopiero wtedy zastanawiać się, gdzie leczyć swoich mieszkańców – mówi Marek Wójcik.
Tłumaczy, że pieniądze z dzierżawy musi przeznaczać nie tylko na spłatę zobowiązań, ale też na odbudowanie swojego majątku. Inaczej po tych kilkudziesięciu latach zostanie z niczym. – Ale samorządy są chyba na tyle odpowiedzialne, że o tym wiedzą – dodaje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA