fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Tajemnice wojskowe na celowniku GRU

Pracownicy Ambasady Rosji w Warszawie zostali zdemaskowani przez polskie służby i wydaleni z Polski w 2008 r.
Rzeczpospolita, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
„Rzeczpospolita” ujawnia kulisy działalności w Polsce zastępcy attaché wojskowego Ambasady Rosji
Służba Kontrwywiadu Wojskowego w listopadzie ubiegłego roku zakończyła tajną akcję, w której zgromadziła dowody na szpiegowską działalność dwóch dyplomatów z rosyjskiej ambasady w Warszawie: komandora Aleksieja Karasajewa i pułkownika Siergieja Peresunki.
Szef MSZ Radosław Sikorski zrezygnował z rutynowych działań i nie wezwał ambasadora Władimira Griszyna, by wręczyć mu notę uznającą obu dyplomatów za osoby niepożądane w Polsce. Dlaczego? Polskiemu rządowi zależało na poprawie relacji z Moskwą.
Skończyło się na kontaktach służb specjalnych obu krajów. Polacy zażądali natychmiastowego wyjazdu Rosjan. W ciągu kilku dni Karasajew i Peresunko opuścili Polskę. Rosjanie równie dyskretnie wydalili dwóch oficerów Wojska Polskiego pracujących w ambasadzie w Moskwie. O sprawie można by było zapomnieć. Ale niespodziewanie znalazła ona swój ciąg dalszy.
[srodtytul]Rosyjska rozgrywka[/srodtytul]
Pod koniec kwietnia 2009 roku w stolicach Polski i Rosji trwały ostatnie gorączkowe przygotowania do zaplanowanego na 6 maja, tuż przed szczytem Unii Europejskiej, moskiewskiego spotkania szefa dyplomacji Radosława Sikorskiego z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem.
W tym gorącym okresie agencja Interfax nieoczekiwanie opublikowała kulisy „zatuszowanego skandalu szpiegowskiego” z listopada 2008 r. z udziałem polskich oficerów. Te same informacje podał potem dziennik „Kommiersant”.
– Wiele wskazuje na to, że był to przeciek kontrolowany – mówi oficer kontrwywiadu znający kulisy afery. Obecny eurodeputowany Janusz Zemke, który jako poseł SLD przez kilka kadencji zasiadał w Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych, nie wyklucza, że za przeciekiem kryły się konserwatywne kręgi z rosyjskiego Sztabu Generalnego i podlegającego mu wywiadu wojskowego GRU. Dlaczego? Bo nie podobają im się reformy i cięcia budżetowe nowego ministra obrony Anatolija Serdiukowa.
Przeciek zbiegł się w czasie z dymisją generała Walentyna Korabielnikowa, wieloletniego szefa GRU.
[srodtytul]Kim byli szpiedzy[/srodtytul]
Pierwszy pojawił się w Polsce 27 czerwca 2005 r. urodzony we Lwowie Siergiej Peresunko. Zrobił w rosyjskich służbach błyskawiczną karierę, bo do naszego kraju przyjechał jako 34-latek w stopniu pułkownika.
Z kwestionariusza osobowego złożonego w Departamencie Wojskowych Spraw Zagranicznych MON, do którego dotarliśmy, wynika, że Peresunko był oficerem piechoty morskiej zatrudnionym w sztabie dowództwa floty wojennej.
Polski kontrwywiad nie ma wątpliwości, że był pracownikiem GRU. – Pracownicy wywiadu zatrudniani są w różnych miejscach pod przykryciem. Zresztą Rosjanie nie wysyłają do ataszatów wojskowych oficerów liniowych z prawdziwego zdarzenia – opowiada Janusz Zemke.
W ostatnim dniu października 2006 r. do Peresunki dołączył drugi szpieg z GRU – 43-letni wówczas Aleksiej Karasajew. Przyjechał jako komandor marynarki wojennej urodzony w Sewastopolu. Naszym służbom przedstawił się jako starszy inżynier, specjalista od artyleryjskiego i przeciwlotniczego uzbrojenia okrętów, zatrudniony wcześniej w państwowej centrali handlu bronią Rosoboronexport.
Obaj nowi pracownicy rosyjskiej ambasady w Warszawie wykorzystywali każdą dogodną sytuację, by się spotykać z polskimi oficerami.
[srodtytul]Spotkania, wystawy i cmentarze[/srodtytul]
Nie opuszczali żadnego z oficjalnych spotkań organizowanych przez MON dla korpusu dyplomatycznego. W 2006 r. odwiedzili między innymi Komendę Główną Żandarmerii Wojskowej i Centrum Szkolenia Sił Pokojowych w Kielcach. W 2007 r. wizytowali 22. Bazę Lotniczą i 41. Eskadrę Lotnictwa Taktycznego w Malborku. Byli także w Dowództwie Marynarki Wojennej w Gdyni. W porcie na Oksywiu weszli na pokład kilku jednostek 3. Flotylli Okrętów. W Akademii Marynarki Wojennej przedstawiono im program szkolenia podchorążych. – Udostępniliśmy wyłącznie jawne informacje, które można znaleźć przez Internet – mówi kmdr ppor. Piotr Adamczak, zastępca rzecznika prasowego dowódcy MW.
Oficerowie GRU – jak udało nam się ustalić – brali również udział w organizowanych przez MON licznych spotkaniach dotyczących aktualnej sytuacji i rozwoju Sił Zbrojnych RP. Zapraszani byli też na Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach, targi Balt Military Expo i Air Show w Radomiu (2007).
Wszystkie wojaże Peresunki i Karasajewa od początku monitorował polski kontrwywiad. – To była rutynowa obserwacja, bo chodziło o dyplomatów z ataszatu wojskowego objętego specjalną opieką naszych służb – tłumaczy Zemke.
Rosyjscy szpiedzy wykorzystywali jeszcze jeden pretekst do swobodnego podróżowania po Polsce – odwiedzali cmentarze wojenne Armii Radzieckiej, które znajdują się pod opieką specjalnego wydziału memorialnego, działającego od kilku lat przy Ambasadzie Rosji.
Wszystkie wyjazdy Peresunki miały wspólny mianownik: uczestniczył tylko w tych uroczystościach, w których brali udział oficerowie z doborowych jednostek Wojska Polskiego.
Był w Siedlcach 11 września 2005 r. wraz z przedstawicielami dowództwa 1. Siedleckiego Batalionu Rozpoznawczego, który wchodzi w skład 1. Warszawskiej Dywizji Zmechanizowanej im. Tadeusza Kościuszki. Z kolei w Jastrzębiu-Zdroju 24 lipca 2007 r. rosyjski szpieg mógł poznać dowództwo 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego, wizytówki polskich Wojsk Lądowych.
[wyimek]Siergiej Peresunko przedstawiał się jako oficer piechoty morskiej. Aleksiej Karasajew – jako specjalista od uzbrojenia okrętów [/wyimek]
W tym czasie zarówno on, jak i Karasajew, byli już jednak celem nie tylko rutynowej obserwacji, ale i operacji polskich służb specjalnych.
Rozpracowanie rosyjskich szpiegów częściowo było prowadzone za granicą, gdzie oficerowie GRU byli mniej ostrożni podczas spotkań z Polakami, którym oferowali pieniądze za tajne informacje. – Ze względów bezpieczeństwa operacje szpiegowskie często prowadzone są na terytorium państwa trzeciego. W odpowiedzi na to kontrwywiad czasem też decyduje się na działania ofensywne za granicą – tłumaczy wieloletni oficer polskiego wywiadu cywilnego.
– SKW zachowało się w pełni profesjonalnie – ocenia europoseł Zemke.
Według naszych informatorów podczas wielomiesięcznej operacji Służba Kontrwywiadu Wojskowego za pośrednictwem polskich obywateli karmiła obu Rosjan bezwartościowymi lub fałszywymi informacjami.
[srodtytul]Brak doniesień, czyli sukces?[/srodtytul]
– Dowodem na to jest brak informacji o zatrzymaniu Polaków pod zarzutem udzielania pomocy obcemu wywiadowi – mówi płk Grzegorz Reszka, który 19 listopada 2007 r. został p.o. szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Już pierwszego dnia urzędowania otrzymał meldunek o operacjach SKW przeciwko szpiegom z ataszatów wojskowych kilku państw.
Sprawdziliśmy, czy SKW donosiło o współpracy obywateli RP z Siergiejem Peresunką i Aleksiejem Karasajewem.
– Do Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej nie wpłynęło zawiadomienie SKW w tej sprawie – mówi mjr Michał Chyłkowski, oficer prasowy ŻW.
Płk Jerzy Artymiak, rzecznik naczelnego prokuratora wojskowego: – Naczelna Prokuratura ani podległe jej jednostki nie otrzymały takich zawiadomień, więc nie prowadzą żadnego postępowania przygotowawczego w tym zakresie.
Również rzeczniczka Prokuratury Krajowej Katarzyna Szeska poinformowała nas, że żadna z prokuratur powszechnych nie otrzymała z SKW zawiadomienia dotyczącego współpracy obywateli Polskich z dwójką oficerów GRU.
Dla obu Rosjan ujawnienie ich personaliów oznacza koniec „dyplomatycznej” kariery. – Jeżeli nawet wyjadą znów do jakiegoś kraju, miejscowe służby kontrwywiadowcze obrzydzą im życie, nie spuszczając ich na chwilę z oka – mówi poseł Marek Biernacki (PO), który zasiadał w Komisji ds. Służb Specjalnych, kiedy szpiedzy wyjeżdżali z Polski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA