Publicystyka

Nie rzucać kamieniami w Muzeum Powstania

Paweł Kowal
Rzeczpospolita
Proponuję, żeby wszyscy, którzy próbują wciągnąć muzeum do walk politycznych, zastanowili się, czy naprawdę o to im chodzi – radzi współtwórca Muzeum Powstania Warszawskiego w rozmowie z Matyldą Młocką
[b]Rz: Czy Muzeum Powstania Warszawskiego jest, jak twierdzi Władysław Bartoszewski, przyczółkiem jednej partii? Dlaczego tworzyli je wyłącznie posłowie PiS? Profesor Bartoszewski wymienia nazwiska Elżbiety Jakubiak, Leny Dąbkowskiej-Cichockiej, Jana Ołdakowskiego i pana.[/b]
Żeby się przekonać, jakie jest to muzeum, wystarczy tam pójść. Nie rozumiem, na czym polega zarzut. Chyba że chodzi o to, aby mnie i moich przyjaciół dotknąć. Zakładanie muzeum nie wyklucza późniejszej działalności w polityce. Politycy często mają swoją drogę zawodową: są pisarzami, historykami, lekarzami. Podobnie jest w przypadku profesora Bartoszewskiego. W czasie ostatnich dwóch kampanii wyborczych opowiedział się on wyraźnie po stronie jednej partii, choć wcześniej uchodził za osobę bezstronną. Co dziś stoi na przeszkodzie, żebyśmy razem świętowali obchody powstania warszawskiego? Nie mogę dojść do siebie, po tym, co przeczytałem w poniedziałek rano w „Gazecie Wyborczej”. [b]Ale prof. Bartoszewski twierdzi, że muzeum zostało przez PiS zawłaszczone. Dlaczego nie pojawiają się w nim ludzie z PO albo z innych partii? [/b]
Proszę nie żartować. Przy wejściu do muzeum nie sprawdza się legitymacji partyjnej. Z muzeum związała się czołówka polskich muzyków, plastyków, badaczy historii współczesnej. Odwiedziło je ponad 2 miliony ludzi. Kiedy je tworzyliśmy w ogóle nie działaliśmy w polityce. Później we czworo uznaliśmy, że dziś najlepiej można się przysłużyć Polsce, działając w Prawie i Sprawiedliwości. Władysław Bartoszewski, człowiek szczycący się wspaniałym życiorysem, wybrał współpracę z PO. Zakładam, że każde z nas działa w dobrej wierze. [b]Niektórzy zarzucają muzeum, że propaguje jedną wizję historii powstania – chwalebną. Czy to nie błąd?[/b] A kto uważa, że powstanie warszawskie nie jest chlubą Polski? Jeśli ktoś uważa, że nie jest, niech powie to otwarcie. Zawsze uważnie słuchałem tego, co na temat powstania mówią historycy, publicyści i politycy z różnych partii. Do dzisiaj w tym podejściu nie było istotnych różnic i nagle zostały one ogłoszone. Chyba to, co najbardziej zdziwiło mnie w wypowiedzi prof. Bartoszewskiego, to zawoalowany apel do ministra kultury i prezydent Warszawy (działaczy PO), żeby powzięli jakieś kroki przeciwko Muzeum Powstania. Tymczasem muzeum jest niezależną instytucją, ma radę powierniczą – tak samo jak inne instytucje, które wymienia minister Bartoszewski. Władze administracyjne nie powinny naciskać na instytucje kultury– to jest fundament ich niezależnego funkcjonowania. [b]Niektórzy uważają, że historia powstania pokazywana w muzeum jest zbieżna z poglądami Lecha Kaczyńskiego. Może jednak na muzeum odcisnęły swoje piętno poglądy prezydenta?[/b] Duma z powstania, do której przyznaje się Lech Kaczyński, to przecież element tożsamości wielu milionów Polaków. [b]Czy muzeum nie powinno pokazywać kontrowersji związanych z powstaniem? Czy nie powinna się tam pojawić, jak sugerowała Janina Paradowska w Radiu TOK FM, „izba wątpliwości”, która pokazywałaby dyskusję na temat sensowności powstania?[/b] Wszystkie wielkie muzea historyczne na świecie budzą kontrowersje, ale nikt z tego powodu ich nie dezawuuje! Dla pani redaktor Paradowskiej drzwi do muzeum są na pewno otwarte. Zapraszamy do zapoznania się z ekspozycjami. Można się tam zorientować, iż postulaty, o których mówi, w jakimś stopniu zostały spełnione. Dyskusja na temat sensowności powstania już od dawna jest ważnym elementem ekspozycji. Proponuję solidne podsumowanie dorobku muzeum – akurat mija 5 lat jego istnienia. Jestem pewien, że przy odrobinie dobrej woli wypadnie ono dobrze. [b]Muzeum prowadzi działalność dydaktyczną. Jeśli przedstawia jedną wizję powstania, to może indoktrynuje zwiedzających, zwłaszcza młodych?[/b] Nie zgadzam się z poglądem, że nauka historii jest indoktrynacją. Ale jeśli w czasach zdecydowanej polityki historycznej naszych sąsiadów (Niemcy – Centrum przeciwko Wypędzeniom, Rosja – odmowa uznania faktów dotyczących Katynia) proponuje się nam, żebyśmy zapomnieli o naszej historii, to fundamentalnie się z tym nie zgadzam. Fakty pokazane w muzeum są powszechnie znane i dech mi zapiera, gdy słucham tych argumentów. Czuję się tak, jakby ktoś zaatakował moje dziecko albo proponował powrót do bałamutnego hasła: „Wybierzmy przyszłość”. [b]Pomysł postawienia Muzeum Powstania Warszawskiego pojawił się, zanim prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński. Czy uczciwe jest więc mówienie, że to jego osiągnięcie i że to on pierwszy oddał należny hołd powstaniu i jego uczestnikom?[/b] Lech Kaczyński zadecydował o budowie muzeum i doprowadził do jego otwarcia. Podczas inauguracji obecny był profesor Bartoszewski oraz ówczesny premier Marek Belka. Zabiegaliśmy też o udział ówczesnego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Czy na pewno wszyscy z ręką na sercu mogą się pochwalić podobną postawą? Oczywiście, było już wcześniej wiele inicjatyw, które zmierzały do oddania hołdu powstańcom, np. kazanie Jana Pawła II na placu Zwycięstwa Warszawie w 1979 roku, deklaracje Ronalda Reagana, w kraju działania opozycji demokratycznej, spotkania warszawiaków na Powązkach. Jednak dopiero Lech Kaczyński spełnił obietnicę zbudowania nowoczesnego muzeum poświęconego powstaniu. Nawet jeśli ktoś bardzo nie lubi prezydenta, to chyba nie może twierdzić, że jest inaczej. Proponuję, żeby wszyscy, którzy próbują wciągnąć muzeum do walk politycznych, na chwilę się zatrzymali i zastanowili, czy naprawdę chcą tego, co robią, a potem, żeby poszli do muzeum, zobaczyli, co znajduje się w ekspozycji, i wydali sprawiedliwy osąd, zanim będą rzucali kamieniami. [i]Paweł Kowal z wykształcenia jest historykiem. Był współautorem koncepcji muzeum Muzeum Powstania Warszawskiego. Obecnie jest politykiem PiS. Były wiceminister spraw zagranicznych. Od 2009 r. poseł do PE[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL